
Wspólny wróg łączy różne gatunki
Do zrozumienia tego zjawiska potrzebujemy zrozumienia tego, jak presja ewolucyjna jest napędzana przez pasożytnictwo lęgowe. To okrutna strategia, stosowana na przykład przez kukułki, polegająca na podrzucaniu jaj do gniazd innych ptaków. Gospodarze, nieświadomi podstępu, poświęcają czas i zasoby na wychowanie cudzego potomstwa, często tracąc przy tym własne pisklęta. To ewolucyjny wyścig zbrojeń trwający od epok.
Czytaj też: Głęboko pod powierzchnią czai się uśpione życie. Jego formy czekają na sygnał od milionów lat
W odpowiedzi na to stałe zagrożenie, ptaki w regionach szczególnie nim dotkniętych wykształciły wspólny system ostrzegawczy. Niezwykłe jest to, że ten sam, specyficzny dźwięk alarmowy wyewoluował niezależnie w różnych częściach globu. Miejscowe populacje nigdy nie miały ze sobą kontaktu, a jednak doszły do tego samego akustycznego rozwiązania. To pokazuje, jak podobne problemy prowadzą do podobnych rozwiązań, nawet gdy dzielą je oceany.
Mieszanka instynktu i nauki
Mechanizm działania tego wołania jest fascynująco złożony. Jak tłumaczy Damián Blasi, współautor badania, sam dźwięk działa jak wrodzony sygnał przyciągający uwagę. Ptak, który go usłyszy, instynktownie podchodzi, by sprawdzić, co się dzieje. Dopiero wtedy, obserwując otoczenie, uczy się kojarzyć ten konkretny dźwięk z obecnością drapieżnika lub pasożyta. To połączenie wrodzonej reakcji z przekazem społecznym.
Fascynującą rzeczą w tym wołaniu jest to, że reprezentuje ono punkt pośredni między instynktownymi wokalizacjami, które często obserwujemy u zwierząt, a w pełni wyuczonymi jednostkami wokalnymi, takimi jak ludzkie słowa – dodaje William Feeney
James Kennerley zwraca uwagę, iż tam, gdzie konieczna jest międzygatunkowa współpraca do odstraszenia wspólnego wroga, skuteczna komunikacja staje się kluczowa. Dlatego ten konkretny typ alarmu jest najpowszechniejszy właśnie w rejonach o wysokim natężeniu pasożytnictwa lęgowego. To nie kaprys natury, lecz czysta kalkulacja ewolucyjna: inwestycja w dobry system wczesnego ostrzegania po prostu się opłaca.
Ewolucja języka w ptasim wydaniu
Przez długi czas panował pogląd o ostrej granicy między prostą, instynktowną komunikacją zwierząt a złożonym, symbolicznym językiem człowieka. Badanie z Cornell podważa ten dogmat, sugerując bardziej płynne przejście. Naukowcy podejrzewają, że złożone systemy komunikacji, takie jak nasza mowa, nie powstały w jednym, rewolucyjnym skoku. Był to raczej mozolny proces, w którym prymitywne, wrodzone dźwięki stopniowo nabierały wyuczonych, kontekstowych znaczeń i były przekazywane społecznie. Uniwersalny ptasi alarm jest żywym przykładem takiej właśnie „hybrydy”, czyli kamieniem milowym na drodze do prawdziwego języka.
Czytaj też: Zwierzęta domowe a ich pierwotne instynkty. Co mówi o tym nauka
Jeśli ptaki na różnych kontynentach, pod wpływem podobnej presji, niezależnie od siebie tworzą niemal identyczny sygnał, to może oznaczać, że ewolucja języka podlega pewnym uniwersalnym zasadom. To niezwykle intrygujące rozwiązanie, które natura „wynalazła” wielokrotnie. Pokazuje też, że prawdziwie globalny język, zrozumiały dla wszystkich, wcale nie musi być domeną wyłącznie ludzi. Mówiąc krótko, w świecie ptaków już od milionów lat działa system, który łączy kontynenty.