„Każdy organizm powiązany jest ze swym środowiskiem na liczne, subtelne i potężne sposoby. To dlatego zwierzęta w zoo nierzadko cierpią i umierają wcześniej. One potrzebują do życia znacznie więcej niż tylko wody, schronienia i pokarmu. A co z ludźmi? Może dotyczy to także nas?” – tak zaczęła swój wykład prof. Frances Kuo, psycholog z University of Illinois w Urbana-Champaign podczas tegorocznego zjazdu American Association for the Advancement of Science. Jej badania nad osobami pozbawionymi dostępu do przyrody wykazały, że pod tym względem wcale nie jesteśmy tacy cywilizowani, jak mogłoby się wydawać.

Chicago dostarczyło prof. Kuo doskonałego poligonu doświadczalnego. Taki eksperyment pewnie zaprojektowaliby naukowcy, gdyby tylko mieli możliwość, ale wyręczył ich zarząd miasta, mający w swej gestii prawie jednakowe osiedla domów komunalnych. Część otoczona była trawą i drzewami, część – wyłącznie asfaltem i betonem. Mieszkańcy osiedli dostawali „przydziały” w sposób całkowicie przypadkowy. Różnic w ich samopoczuciu, zachowaniu czy stanie zdrowia nie można było więc zrzucić na większą zamożność, lepsze warunki mieszkaniowe czy sympatyczniejszych sąsiadów. Liczyła się wyłącznie przyroda – lub jej brak. „W osiedlach pozbawionych zieleni zaobserwowaliśmy więcej konfliktów. Ich mieszkańcy byli dla siebie mniej uprzejmi, gorzej opiekowali się dziećmi podczas ich zabaw na podwórku, częściej popełniali przestępstwa przeciw mieniu, malowali więcej graffiti i bardziej śmiecili” – relacjonowała prof. Kuo.

Kierowany przez nią zespół zaobserwował również symptomy psychicznego oraz fizycznego rozbicia u osób pozbawionych kontaktu z naturą. Miały one większe problemy z koncentracją, funkcjami poznawczymi, gorzej zarządzały swoimi codziennymi sprawami i słabiej kontrowały impulsywność. Ich poczucie zadowolenia ze swego życia oraz zdrowia fizycznego było niższe niż mieszkańców „zielonych” osiedli. Wolniej również dochodziły do siebie po operacjach chirurgicznych, a ich dzieci częściej cierpiały na otyłość.

W 2008 roku prof. Kuo i jej współpracownica Andrea Faber Taylor przebadały dzieci chore na ADHD. Część z nich zabrano na wycieczkę w rejon z zielenią, resztę – w środowisko typowo miejskie. W testach na koncentrację lepiej poradziła sobie ta grupa, która wcześniej spacerowała po parku. Różnica była porównywalna do tej, jaką osiąga się po standardowym leczeniu farmakologicznym!

„99,5 proc. naszej ewolucyjnej historii spędziliśmy głęboko osadzeni w środowisku naturalnym. Nic dziwnego, że jego brak jest dla nas tak dotkliwy” – podsumowuje prof. Kuo. Co dokładnie jest tak ważne dla nas w przyrodzie? Raczej nie chodzi o naturalne dźwięki – lepsze samopoczucie mają nawet ludzie, którzy tylko przeglądają zdjęcia naturalnych krajobrazów. „Bardzo silnie działa na nas widok wody i drzew, co ma sens z ewolucyjnego punktu widzenia” – dodaje prof. Kuo. Uczeni podejrzewają, że miłe dla naszego oka – a więc i mózgu – są złożone struktury tworzone przez drzewa i krzewy, przypominające znane z matematyki fraktale. Tak czy inaczej – mamy kolejny naukowy powód, by pójść na spacer, zamiast tkwić przed telewizorem.