Widłonogi transportują setki cząstek mikroplastiku dziennie. Nowe badanie ujawnia skalę problemu

Morza i oceany skrywają w sobie niezliczone tajemnice, ale jedna z nich w ostatnich latach staje się coraz bardziej niepokojąca. Chodzi o mikroplastik – niewidoczne gołym okiem cząstki, które zanieczyszczają wodę na niespotykaną dotąd skalę. Choć o samym problemie mówi się od jakiego czasu, to mechanizmy jego rozprzestrzeniania się wciąż pozostają w dużej mierze niezbadane.
...

Okazuje się, że kluczową rolę w tej podwodnej wędrówce odgrywają organizmy, o których istnieniu przeciętny człowiek nie ma pojęcia. Mowa o widłonogach, mikroskopijnych skorupiakach tworzących podstawę morskiego łańcucha pokarmowego. Ich codzienna aktywność może decydować o tym, gdzie ostatecznie trafiają zanieczyszczenia.

Biologiczne pompy w oceanie. Jak widłonogi przetwarzają mikroplastiki

Wyspecjalizowany zespół naukowy postanowił dokładnie prześledzić drogę, jaką pokonują cząstki plastiku po spożyciu przez zooplankton. Badanie opublikowane na początku 2026 roku przyniosło pierwsze w historii pomiary przeprowadzone w czasie rzeczywistym. Ujawniły one, że widłonogi działają jak niezwykle wydajne biologiczne pompy, aktywnie przetwarzając i transportując mikroplastiki.

Czytaj także: Nie uwierzysz, ile cząsteczek mikroplastiku trafia do twojego organizmu

Dane zebrane w zachodniej części kanału La Manche, czyli jednym z najlepiej poznanych akwenów na świecie, wskazują na bardzo konkretne liczby. Szacuje się, że na każdy metr sześcienny wody widłonogi mogą przetransportować dziennie około 271 cząstek tworzyw sztucznych. Co ciekawe, czas potrzebny na przejście tych zanieczyszczeń przez układ pokarmowy skorupiaków jest niezwykle regularny i wynosi średnio 40 minut, niezależnie od okoliczności.

Dwutorowy mechanizm transportu. Z powierzchni na dno i do sieci pokarmowej

Działalność widłonogów ma podwójne, niestety niekorzystne konsekwencje dla ekosystemu. Po pierwsze, spożyty mikroplastik jest przez nie wydalany w formie odchodów, które – będąc cięższe od wody – opadają na dno. W ten sposób zanieczyszczenia trafiają do osadów dennych, gdzie mogą przetrwać bardzo długo. Po drugie, same organizmy stanowią podstawowy pokarm dla wielu gatunków, w tym larw ryb.

To sprawia, że mikroplastik nie tylko zalega na dnie, ale też systematycznie wprowadzany jest do obiegu w łańcuchu pokarmowym. Długotrwała ekspozycja na te zanieczyszczenia może prowadzić do poważnych konsekwencji dla zdrowia zwierząt, takich jak zaburzenia metabolizmu czy zmiany w zachowaniu. Problem ten nakłada się na inne presje, jak chociażby postępujące zmiany klimatyczne i zakwaszenie wód.

Przełom dla modelowania oceanów. Realistyczne dane dla lepszych prognoz

Choć te ustalenia brzmią mało optymistycznie, to z naukowego punktu widzenia są niezwykle cenne. Uzyskane precyzyjne dane na temat tempa konsumpcji i czasu pasażu jelitowego pozwalają na tworzenie znacznie dokładniejszych modeli komputerowych. Dzięki nim będzie można lepiej przewidywać trasy wędrówek mikroplastików oraz identyfikować gatunki i obszary najbardziej narażone.

Czytaj także: Ślady na dziewiczych fiordach – mikroplastik dociera tam, gdzie nie był człowiek

Praca badaczy stanowi ważny krok w kierunku kompleksowego zrozumienia problemu. Łączy ona bowiem procesy zachodzące wewnątrz pojedynczego, mikroskopijnego organizmu z globalną skalą zanieczyszczeń. To właśnie od takich szczegółowych badań musi zacząć się każda poważna dyskusja o ochronie mórz.

Nadmierny optymizm byłby tu zdecydowanie nie na miejscu. Wyniki jasno pokazują, jak głęboko plastik wniknął w morski ekosystem. Z drugiej strony, bez tego typu rzetelnej wiedzy nie jesteśmy w stanie podejmować skutecznych działań naprawczych. To może być pierwszy, kluczowy krok w długiej drodze do ograniczenia szkód, które sami sobie zafundowaliśmy.