Bardzo dobry wiersz, młody człowieku. Opublikujemy go w następnym numerze na pierwszej stronie – powiedział Ilija Czawczawadze, arystokrata i nestor gruzińskiej literatury, do stojącego przed biurkiem nastolatka. Rozmowa odbyła się prawdopodobnie 13 czerwca 1895 r. w redakcji gazety „Iweria” (Gruzja) wychodzącej w Tyflisie (od 1936 r. miasto nazywa się Tbilisi), której Czawczawadze był założycielem i redaktorem. Pół godziny wcześniej podenerwowany kandydat na poetę wręczył staremu mistrzowi zeszyt z wierszami. Czawczawadze wybrał kilka. Z zaciekawieniem przyglądał się niskiemu, szczupłemu chłopcu, którego bujna czarna czupryna przyczesana była na gładko, ze starannie wymodelowanym przedziałkiem.

Chłopak miał na twarzy wyraźne ślady po przebytej ospie i niedowład lewej ręki, którą przyciskał do ciała. Był to 16-letni kleryk z prawosławnego seminarium w Tyflisie. Nazywał się Josif Dżugaszwili. Ustalili, że wiersz zostanie podpisany pseudonimem „Soselo”, od skrótu imienia: Soso. – Więcej czytaj i pracuj nad sobą – Czawczawadze dał standardowe rady dla młodych poetów, ale dodał: – Jeśli jeszcze coś napiszesz, przynieś. – Dziękuję, panie Ilija – wyksztusił wzruszony chłopiec, pasowany w ten sposób na prawdziwego poetę. Jak twierdzi Simon Montefiore, autor najnowszej biografii Stalina („Stalin. Młode lata despoty”, Warszawa 2008), który dzięki protekcji prezydenta Michaiła Saakaszwilego mógł badać gruzińskie archiwa, Czawczawadze nazwał nowego autora „młodym człowiekiem z gorejącymi oczami”.

MŁODY NATCHNIONY

Wiersz zatytułowany „Poranek” został wydrukowany na pierwszej stronie „Iwerii” 14 czerwca 1895 r. Następny wiersz Soselo, tym razem bez tytułu, opublikowano w „Iwerii” 22 września 1895 r. Jego bohaterem jest wygnaniec „powracający z ucieczki”, witany przez przychylną mu przyrodę. Wiersz kończył się bardzo osobistym akcentem:

Dusza poety wzwyż ulata, A radość w sercu jak zdrój tryska: Wiem, że niezłomna ta nadzieja Błogosławiona jest i czysta!
(tłum. Maciej Antosiewicz)

Kolejny wiersz, „Do księżyca” ukazał się w „Iwerii” 11 października 1895 r. Znowu jest w nim opisany kontrast między chłodną tym razem przyrodą uosabianą przez daleki księżyc a człowiekiem. I znowu pojawiła się w wierszu zwrotka, która czytana po latach, gdy Soselo zmienił się w Stalina, nabiera proroczego znaczenia:

To jednak wiedz, że kto był w przódy Wdeptany w proch i uciśniony Ten jeszcze zrówna się z Mtacmindą, Nadzieją wzniosłą uskrzydlony.
(tłum. Maciej Antosiewicz)

Mtacminda to „Święta Góra”, która wznosi się nad Tbilisi. Znajduje się na niej stary klasztor pod wezwaniem św. Dawida i cmentarz- -panteon gruzińskich pisarzy. W czerwcu roku 1937 pochowano na nim przy dźwiękach „Międzynarodówki” matkę Stalina. Jej grób jest usytuowany między mogiłami pisarza rosyjskiego Aleksandra Gribojedowa i Ilii Czawczawadze, człowieka, który umożliwił poetycki debiut Josifa Dżugaszwili. Czawczawadze został zamordowany w 1907 r. przez bolszewicką bojówkę. Na pogrzeb matki Stalin nie przyjechał do Tbilisi, bo w ZSRR rozpoczęła się kolejna fala terroru. Przysłał wieniec z napisem po gruzińsku i rosyjsku: „Mojej drogiej i ukochanej matce syn Josif Dżugaszwili (Stalin)”.

Czwarty wiersz, „Do Rafaela Eristawi”, wydrukowano w „Iwerii” 29 października 1895 r. – był hołdem złożonym wybitnemu poecie gruzińskiemu (zmarłemu w 1901 r.). Wiersz ten został umieszczony w jubileuszowym tomie poświęconym Eristawiemu i włączono go do „Antologii poezji gruzińskiej” w 1901 r. Piąty wiersz Soselo ujrzał światło dzienne 25 grudnia 1895 r. Poeta opisał w nim wędrującego proroka głoszącego „wielką i prostą prawdę” wraz ze „wzniosłym marzeniem”. Nikt go nie rozumiał i rodacy podali mu truciznę:

Zmusili go do wypicia i powiedzieli, Wszyscy przeklinają go i urągają mu. Twoja pieśń jest obca i śmiała. I nie chcemy twojej prawdy!
(tłum. Wojciech Żeromski)

Ostatni znany wiersz Soselo nosił tytuł „Stary Ninika”. Poeta opublikował go w lewicującym tygodniku „Kwali” 28 lipca 1896 r. To najprostszy z wierszy późniejszego dyktatora. Opowiada o starym, spracowanym człowieku, który mówi bajki dzieciom. Ten wiersz jest chyba najbardziej „socrealistyczny” ze wszystkich. „Stalin był podziwiany w Gruzji jako poeta, zanim stał się znany jako rewolucjonista” – twierdzi Montefiore.

„Znanych jest tylko sześć wierszy opublikowanych przez Soso Dżugaszwilego. Jakieś inne wiersze mogły zostać gdzieś opublikowane, możliwe, że pod pseudonimem, ale jeszcze ich nie odnaleziono” – uważa Giga Liparteliani, autor książki „Romantyk i zbrodniarz. Młodzieńcze wiersze Stalina”, wydanej najpierw na Zachodzie, a potem w Polsce w 2001 r. „Można znaleźć nie tylko polityczne powody do ubolewania, że Stalin porzucił poezję dla rewolucji” – Montefiore cytował profesora Donalda Rayfielda, który przetłumaczył wiersze satrapy na angielski. „Ich romantyczna obrazowość była wtórna, ale piękno kryło się w subtelności i czystości rytmu i języka”. Giga Liparteliani twierdzi: „Opanował mistrzowsko gruziński rytm i melodię. W tłumaczeniu jego poezja nie oddaje swojej wrażliwości”. W 1950 roku Stalin opublikował swe wiekopomne dzieło „W sprawie marksizmu w językoznawstwie”. Pada w nim odkrywcza myśl: każde dzieło literackie zawsze napisane jest w jakimś języku. Święta prawda. W wypadku poety Dżugaszwilego, tym językiem był gruziński. Szkoda, że go porzucił...

 

ZŁE ZŁEGO POCZĄTKI

Josif Dżugaszwili był synem wiecznie pijanego i brutalnego ojca, zwanego Beso, który w końcu porzucił rodzinę. Bardzo pobożna matka Jekatierina, nazywana Keke, była analfabetką, zarabiała na życie praniem i sprzątaniem u obcych ludzi. Była piękna i niezbyt surowych obyczajów. Toteż wielu biografów podejrzewa, że Soso nie był synem Beso. Jako domniemani ojcowie wymieniani są: bogaty kupiec z Gori, policjant, jakiś arystokrata, a nawet zruszczony Polak w carskiej służbie, podróżnik Nikołaj Przewalski (mimo że podobno był homoseksualistą). Prawdą jest, że bogaty kupiec Jegnataszwili finansował naukę Soso. Lilly Marcou, Francuzka, autorka książki „Życie prywatne Stalina” (Warszawa 1999), pracowicie wyliczyła wszystkich domniemanych ojców Stalina. Wszystkie poszlaki wskazują na kupca z Gori.

Jego rodzina nigdy nie została poddana represjom, choć innych swych bliskich Stalin nie oszczędził.Mały Josif Dżugaszwili ukończył szkołę cerkiewną w Gori z odznaczeniem. Był dzieckiem chorowitym, w wypadkach uszkodził rękę i nogi. Koledzy opisywali go jako chłopca bardzo żywego i obdarzonego wieloma talentami: miał zdolności plastyczne, był muzykalny, pięknie śpiewał, bardzo dużo czytał. Podobno pierwszy wyłom w świadomości Josifa Dżugaszwili, jeszcze jako ucznia szkoły cerkiewnej, uczyniła książka Darwina „O powstawaniu gatunków”. Trzynastoletni Dżugaszwili czytał ją przy świecy całą noc. W kilka dni później powiedział do kolegów: – Bóg nie jest niesprawiedliwy, on nie istnieje.

Gdyby istniał, stworzyłby świat bardziej sprawiedliwy.Będąc klerykiem, Soso nawiązał kontakt z socjalistycznymi kółkami. Zaczął czytać literaturę marksistowską. Wielkie wrażenie zrobiła na nim broszura Lenina „Co robić?”. W czteropiętrowym budynku, istniejącym do dziś w Tbilisi, uczyło się sześciuset kleryków. W sypialniach na ostatnim piętrze stało po 20–30 łóżek. Na jednym z pięter znajdowała się kaplica. Na innych sale lekcyjne. Klerycy wstawali o 7 rano i szli do kaplicy na modły. Po skromnym śniadaniu rozpoczynały się lekcje. Obiad dostawali o trzeciej. Potem mieli wolne półtorej godziny, po czym odbywał się apel i nowe lekcje. Kolację dostawali o ósmej, a dwie godziny później szli spać.

MUZEUM STALINA ZAPRASZA

W Gori nikomu nie przychodzi do głowy likwidacja ani Muzeum Stalina istniejącego od kilkudziesięciu lat, ani 17-metrowego pomnika wodza. Obok muzeum, pod marmurowym baldachimem stoi chatka, w której urodził się Josif Dżugaszwili. Obiekty są atrakcją turystyczną. Muzeum publikuje własną gazetę dla turystów, w której można przeczytać wspomnienia kolegów Soso i ofiar Stalina. Kiedy miesiąc temu rosyjskie czołgi i samoloty zaatakowały miasto, dyrektor Muzeum Robert Maglakelidze wywiózł najcenniejsze eksponaty z muzeum (m.in. kurtkę Stalina, jego kolekcję fajek oraz jedną z 12 zachowanych masek pośmiertnych dyktatora) do Tbilisi i tam poukrywał.

W dziennikach szkolnych seminarium duchownego w Tyflisie zachowały się zapiski świadczące o swoistej wojnie, jaką toczył seminarzysta Dżugaszwili z inspektorami uczelni, ojcami: Germogenem i Dymitrijem. Ten ostatni, jedyny Gruzin wśród nauczycieli, patologiczny służbista był szczególnie znienawidzony przez uczniów. Krążył dniami i nocami po seminarium, starając się przyłapać seminarzystów na zakazanych dyskusjach, czytaniu zabronionych książek, niedozwolonych zabawach. Karano zamknięciem w ciemnej izolatce, pozbawiając delikwenta jedzenia i picia. Soso, choć miał dobre oceny z nauki, był wielokrotnie karany, poza tym miał ciągle kłopoty z opłaceniem czesnego. W końcu wyrzucono go z seminarium. Zaczęła interesować się nim policja. Ukrywał się. Jak ustalił Montefiore, były kleryk i poeta wkrótce został na Kaukazie przywódcą bandy napadającej na banki, szantażującej bogatych kupców i przemysłowców. Wielokrotnie go aresztowano i skazywano na zsyłkę na Syberię, z której uciekał. Został zawodowym rewolucjonistą.

ŻAL ZA POPEM

Niemiecki dziennikarz i pisarz Emil Ludwig (popularny niegdyś autor książek biograficznych) w grudniu 1931 r. rozmawiał na Kremlu ze Stalinem. Był to pierwszy obszerny wywiad z przywódcą ZSRR. Stalin włączył tę rozmowę do swoich „Dzieł zebranych”. Na pytanie, czy stał się rewolucjonistą, bo rodzice go źle traktowali, Stalin odpowiedział: „Nie. Moi rodzice byli ludźmi prostymi, ale traktowali mnie zupełnie przyzwoicie”. Potem sprecyzował: „Zostałem marksistą z racji mojej pozycji społecznej (...) ale też z powodu uciążliwej nietolerancji i jezuickiej dyscypliny, które przytłaczały mnie bezlitośnie w seminarium”. Zapytany o ową jezuicką dyscyplinę, mówił o szpiegowaniu, donosicielstwie, bezustannym nadzorze. Paradoksalnie, te same metody wprowadził w państwie, którym rządził.

„Ale – pisze Montefiore – jak na ironię, brutalny prostak słynący z głupkowatego filisterstwa skrywał wykształconego człowieka o zdumiewającej wiedzy”. Stalin interesował się literaturą, poezją, niektórych pisarzy ocalił (np. Borysa Pasternaka, Annę Achmatową), choć jego podwładni chcieli ich aresztować. Przetłumaczył z gruzińskiego fragmenty poematu Szoty Rustawelego „Rycerz w tygrysiej skórze”. Ale nigdy nie pozwolił na opublikowanie swoich młodzieńczych wierszy, choć usłużni pochlebcy chcieli to zrobić na 60-lecie urodzin. Po roku 1903 Stalin tylko kilka razy spotkał się z matką. Dbali o nią miejscowi bolszewicy. Ostatni raz widział ją wiosną 1937 r.

– Józef, kim ty teraz jesteś?– zapytała Keke.
Stalin odparł, że jest sekretarzem komitetu centralnego partii komunistycznej.
Matka nie zrozumiała, Stalin więc wytłumaczył:
– Matko, czy pamiętasz naszego cara?
– Oczywiście.
– No więc ja jestem kimś w rodzaju cara.
Potem Stalin zapytał, dlaczego matka częstogo biła.
Stara kobieta po chwili milczenia odrzekła:
– Wygląda na to, że wyszedłeś na ludzi.
Kiedy po kilku godzinach żegnali się, powiedziała do wychodzącego syna:
– A jednak szkoda, że nie zostałeś popem.
Mądra kobieta – miała rację...