powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Dom i ogród

Wieś czy miasto – gdzie tak naprawdę chcę mieszkać?

Im jestem starsza, tym częściej łapię się na tym, że moje wymarzone miejsce do życia przestaje być oczywiste. Jeszcze kilka lat temu krzyknęłabym bez zastanowienia: miasto. Duże, żywe, szybkie, pełne ludzi i możliwości. Marzyłam o zamieszkaniu w metropolii. Dziś mieszkam w mieście, a mimo to nie wiem, czy właśnie tego chcę na dłużej. Coraz częściej wizja przyszłości zaczyna mi się rozjeżdżać z tym, jak widziałam ją jeszcze kilka lat temu.

M
Matylda Kondej
1h temu·5 minut·
Wieś czy miasto – gdzie tak naprawdę chcę mieszkać?

Źródło: Unsplash/Werner-Sevenster

Bo jednak emocjonalnie ciągnie mnie na wieś. Zdrowy rozsądek podpowiada miasto. Serce wieś. Jak z tego wybrnąć?

Czytaj też: Nonnamaxxing — dlaczego pokolenie Z chce żyć jak włoskie babcie?

Miasto daje możliwości, ale coraz częściej mam wrażenie, że coś zabiera

Lubię miejski rytm życia. Lubię to, że wszystko jest blisko, że mogę spontanicznie wyjść do restauracji, sklepu czy kina. Że wokół cały czas coś się dzieje, że są ludzie, wydarzenia, ruch. Miasto daje mi poczucie, że jestem w centrum świata, bo wszystko jest dostępne tu i teraz. No i te tłumy ludzi… Na osobach wychowanych w małych miejscowościach potrafi to robić ogromne wrażenie.

Bardzo trudno z tego zrezygnować, bo do miejskiej wygody przywyka się wyjątkowo szybko. Miasto uczy wygodnego życia i daje poczucie, że łatwiej tu o dobrą pracę, nowych znajomych i kolejne możliwości.

Źródło: Unsplash

Zwłaszcza kiedy pracujemy w branżach opartych na kontakcie z ludźmi, kulturą, mediami czy wydarzeniami. Mieszkanie na wsi potrafi wtedy wydawać się trudne do pogodzenia z takim trybem życia. Logistycznie, ale też mentalnie. Miejscem spokojniejszym, ale jednocześnie trochę wyłączonym z tempa współczesnego życia.

Tylko że z czasem zaczęłam zauważać coś jeszcze. Coraz częściej mam wrażenie, że miasto mnie zwyczajnie męczy. Nie psychicznie, bardziej fizycznie, po cichu, codziennie. Gorsze powietrze, jedzenie, które jest szybkie, ale czasem aż boję się zastanawiać, czym właściwie jest, ciągły hałas, pośpiech i brak prawdziwego odpoczynku. Nawet kiedy siedzę w domu, trudno mi poczuć pełny spokój, bo miasto cały czas żyje. Po prostu.

I czasami naprawdę mam poczucie, że na wsi moje ciało funkcjonuje lepiej. Lepiej mi się tam śpi, spaceruję po lasach, łąkach, po podwórku chodzę boso, a na obiad jem warzywa z własnego ogródka. To musi być dobre dla mojego organizmu.

Czytaj też: Rewolucja przemysłowa to przy tym psikus. Nawet nie wiesz, w jak ważnych czasach żyjesz

Wieś kojarzy mi się z czymś bardziej prawdziwym

Może dlatego, że sama mieszkałam kiedyś w małej wsi na naszym pięknym Mazowszu. I chociaż wtedy nie analizowałam tego w taki sposób, dziś widzę różnicę dużo wyraźniej.

Wieś ma w sobie coś, czego miasto nie potrafi odtworzyć nawet najbardziej luksusowym osiedlem. Ciszę, przestrzeń i poczucie oddechu. Nie chodzi nawet o romantyzowanie życia poza miastem, tylko o zwykłe rzeczy, czyli świeższe powietrze, większy kontakt z naturą, wolniejsze tempo dnia.

Nawet same nieruchomości wyglądają inaczej. W mieście często płacimy ogromne pieniądze za kilkadziesiąt metrów, ograniczoną prywatność i widok na kolejne okna naprzeciwko. Na wsi przestrzeń działa zupełnie inaczej. Dom nie jest tylko miejscem do spania między pracą a obowiązkami. Częściej staje się częścią codzienności – z ogrodem, ciszą, własnym rytmem.

I właśnie to mnie dziś bardzo przyciąga, bo lubię to, że na wsi ma się swoją oazę. To dla mnie zupełnie inny rodzaj uczucia do miejsca, w którym żyję. Może to przez kontakt z ziemią? Naturą? Nie umiem tego określić.

Tylko że ja jednocześnie nie umiałabym całkowicie wyjechać

Kiedy zaczynam wyobrażać sobie życie wyłącznie na wsi, bardzo szybko pojawia się druga strona tego obrazu: nuda.

Mniejsza liczba ludzi. Mniej spontanicznych interakcji. Mniej bodźców. Mniej poczucia, że coś się dzieje. A do tego uzależnienie od samochodu praktycznie na każdym kroku, co osobiście mnie przeraża. W mieście mogę wyjść z domu i większość rzeczy mam kilka lub kilkanaście minut od siebie. Mogę korzystać też z komunikacji miejskiej, która naprawdę mnie często ratuje. Na wsi wiele codziennych czynności wymaga planowania. A z planowaniem nigdy jakoś szczególnie się nie polubiłam.

I myślę, że właśnie dlatego tak trudno jest mi odpowiedzieć sobie jednoznacznie na pytanie, gdzie naprawdę chcę mieszkać. Bo rozsądek nadal mówi mi: miasto. Ale serce coraz częściej podpowiada prosto: wybierz wieś.

Czytaj też: Małe mieszkanie, duże miasto i rower, który wreszcie nie zajmuje pół przedpokoju

Chyba marzę o czymś pomiędzy

Ale skoro marzenia są darmowe, to możliwe, że mam jedno. Bo im więcej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że moje idealne rozwiązanie prawdopodobnie nie istnieje w jednej lokalizacji.

Najbliższa jest mi dziś wizja życia podzielonego. Tygodnia w mieście – z pracą, tempem, ludźmi i wszystkim, co daje nowoczesna miejska codzienność. I weekendów na wsi – spokojniejszych, cichszych, bardziej odcinających głowę od nadmiaru bodźców. Owszem, odważnie. Pewnie nie jest to także uzasadnione ekonomicznie, ale na razie pozwalam sobie myśleć o tym bez kalkulatora w ręku. To na razie marzenie, mój idealny scenariusz.

Bo to trochę taka forma równowagi. Myślę, że zdrowa dla mnie.

Coraz bardziej widzę, że problem nie polega na tym, że miasto jest złe albo wieś jest idealna. Oba te światy mają swoje ogromne zalety i bardzo konkretne ograniczenia. I mam wrażenie, że dziś wiele osób jest dokładnie w tym samym miejscu co ja – między fascynacją miejskim życiem a tęsknotą za czymś spokojniejszym i bardziej naturalnym.

Źródło: Unsplash/Hoai-Nam-Mai

Może wcale nie chodzi o miejsce

Być może ten konflikt nie dotyczy już wyłącznie adresu zamieszkania. Bardziej stylu życia, którego szukam.

Miasto przez lata było symbolem sukcesu, możliwości i rozwoju. Wieś kojarzyła się z czymś wolniejszym, czasami wręcz ograniczającym. Dziś mam wrażenie, że ten podział coraz bardziej się zaciera. Coraz więcej osób zaczyna doceniać spokój, przestrzeń i wolniejsze tempo życia – nawet jeśli nadal nie chce rezygnować z wygody i możliwości, jakie daje miasto.

I chyba właśnie dlatego sama nadal nie umiem odpowiedzieć sobie jednoznacznie na pytanie, gdzie tak naprawdę chcę mieszkać.

Wiem tylko, że z czasem coraz mniej imponuje mi samo tempo życia, a coraz bardziej zastanawiam się, jak miejsce, w którym żyję, wpływa na mnie. Czy widzę tu swoją przyszłość, czy zupełnie nie.

Jeśli nie jestem odosobniona w takiej rozterce – życzę każdemu i samej sobie, żebyśmy znaleźli swój kawałek podłogi, kawałek ziemi, który da nam szczęście.

Czytaj też: Bez superbutów nawet nie podchodź do biegania. Naukowcy ostrzegają przed konsekwencjami, a ja widzę w tym znak naszych czasów

M

Matylda Kondej

Więcej tekstów autora→

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Udostępnij
FacebookX