Zaskoczenie i wprowadzenie w błąd przeciwnika stanowi w każdej wojnie jedno z podstawowych zadań; stąd różnego rodzaju ruses de guerre (z francuskiego: podstępy wojenne – przyp.aut.) odgrywały znaczną rolę w niemal wszystkich kampaniach i to już od czasu konia trojańskiego – napisał brytyjski generał, lord Hastings Lionel Ismay, szef sztabu przy premierze Winstonie Churchillu. II wojna światowa też zaczęła się od oszustwa, jakim była prowokacja gliwicka – Niemcy zajęli radiostację, podszywając się pod powstańców polskich.

Z kolei Brytyjczycy przez całą wojnę ukrywali, że czytają niemieckie tajne szyfry. Stało się tak dzięki polskim kryptologom, których szefowie w lipcu 1939 r. przekazali wysłannikom francuskiego i angielskiego wywiadu niemiecką maszynę szyfrującą Enigma oraz „bomby kryptologiczne” – urządzenia umożliwiające odczytywanie fragmentów szyfrów. Po wybuchu wojny polscy kryptolodzy trafili do Francji, a po kapitulacji tego kraju wylądowali w Anglii. Niemcy uważali, że Enigma tworzy szyfry nie do złamania. Działała na zasadzie zbioru walców z literami, które odpowiednio zaprogramowane dawały miliardy kombinacji. Podczas wojny nawet kilka razy dziennie zmieniano podstawowy klucz szyfrowy.

Genialny angielski matematyk Alan Turing wymyślił coś w rodzaju komputera, naśladującego pracę Enigmy. Urządzenie otrzymało kryptonim „Ultra” i pozwoliło odczytywać niemieckie depesze. Frederick W. Winterbotham, kierujący w latach wojny zespołem odczytującym niemieckie szyfry w ośrodku w Bletchley Park pod Londynem, napisał: „Wszystkie nasze plany operacyjne, które opracowywaliśmy w czasie wojny, opierały się o znajomość aktualnej sytuacji przeciwnika. Prawie wszystkie dokładne informacje otrzymywaliśmy za pośrednictwem »Ultry«”.

PROPAGANDOWA WOJNA

Jak podaje Władysław Kozaczuk w książce „Tajna wojna w eterze” (Warszawa 1977), Joseph Goebbels, minister propagandy Trzeciej Rzeszy, uważał, że dywersja radiowa jest „czwartego rodzaju siłą zbrojną”. Zalecał: „tajna radiostacja musi czynić wszystko, aby spowodować nastroje paniki”. Przed atakiem na Francję zaczęła nadawać radiostacja „La Voix de la Paix” (Głos pokoju) w imieniu „patriotów” przeciwnych udziałowi Francji w wojnie. Inna rozgłośnia, „Radio Humanite”, nawoływała do strajków. Brytyjczycy też uruchomili dywersyjne radiostacje. Kierował nimi dziennikarz Sefton Delmer, który mówił jak rodowity Niemiec i poznał większość hitlerowskich przywódców, gdy był korespondentem w Berlinie. Jego rozgłośnie nadawały w imieniu rzekomej opozycji, wiernej führerowi, ale krytycznej wobec partyjnych dygnitarzy i nieudolnych dowódców. Jedną z tajnych radiostacji Delmera była „Gustav Siegfried Eins”. Przemawiała w imieniu opozycjonistów z Wehrmachtu. Z kolei „Soldatensender Calais” (Wojskowa rozgłośnia Calais) codziennie podawała, jakie miasta niemieckie zostały zbombardowane i ile było ofiar.

Przed inwazją na Normandię straszono, że alianci mają pocisk fosforowy, który przebija pancerze czołgów oraz bunkrów i wypala wszystko w ich wnętrzu. Dywersyjną propagandę uprawiali też Polacy. „Akcja N” (Akcja Niemcy) została zorganizowana przez AK. Jeden z wydziałów „Akcji N” zajmował się tworzeniem „moralnego niepokoju” wśród niemieckiego wojska i administracji w okupowanej Polsce. Wydawano czasopisma w języku niemieckim. Rzekomo stanowiły one głos antyhitlerowskiej opozycji. W 1941 roku z datą primaaprilisową tygodnik „Erica” donosił: „Dnia 1 kwietnia Führer urodził w swej Kwaterze Głównej tęgiego i zdrowego chłopca. Chwila ta ma epokowe znaczenie nie tylko dla Wielkich Niemiec, ale także dla całego świata. Po raz pierwszy w historii mężczyzna bez pomocy kobiety wydał na świat dziecko! Narodzie Niemiecki! Od chwili obecnej masz dwóch führerów! W ten sposób ostateczne zwycięstwo jest zapewnione. Heil Hitler i Syn!”.

OSZUKAĆ WROGA


„Siła i podstęp to dwa podstawowe elementy sztuki wojennej” – twierdzi William Breuer, autor książki „Największe oszustwa w drugiej wojnie światowej” (Warszawa 2002). Winston Churchill zalecał swemu sztabowi, aby zawsze „zmylić przeciwnika najmniej sześcioma manewrami maskującymi”. W notatce „O strategicznym i taktycznym kamuflowaniu umocnień obronnych” napisał: „Na jedno prawdziwe działo powinny przypadać 2 lub 3 fałszywe”. Podobnie myśleli Rosjanie.

 

Walentyn Biereżkow, osobisty sekretarz Stalina i tłumacz, opisał, jak Stalin wyjaśniał na konferencji Wielkiej Trójki sukcesy wojsk radzieckich: „Zwodzimy przeciwnika, sporządzając makiety czołgów, samolotów, budując pozorowane lotniska itp. Za pomocą traktorów makiety te następnie wprowadza się w ruch. Wywiad przeciwnika donosi swemu dowództwu o przesunięciach (…). Ponadto zwodzi się przeciwnika za pomocą radia. W rejonach, w których nie zamierza się nacierać, stacje radiowe wywołują się wzajemnie. Przeciwnik dokonuje namiarów ujawnionych stacji, odnosząc wrażenie, że znajdują się tam wielkie związki taktyczne. Niekiedy samoloty nieprzyjacielskie w dzień i w nocy bombardują miejscowości w istocie zupełnie puste. Równocześnie tam, gdzie faktycznie przygotowuje się natarcie, panuje absolutny spokój”. „Wszystkie wojenne podstępy i fortele są w gruncie rzeczy jedynie wariantami albo udoskonalonymi przeróbkami kilku prostych tricków stosowanych od niepamiętnych czasów, gdy tylko człowiek zaczął polować na człowieka. Zasada leżąca u podstaw wszystkich podstępów uczy, by wróg skupił swoją uwagę na tym, co strona przeciwna chce mu podsunąć, nie dostrzegł zaś tego, czego nie powinien zauważyć. Jest to ta sama zasada, którą wykorzystuje każdy zręczny sztukmistrz” – napisał generał Archibald Wavell, w latach 1939–1941 dowódca wojsk brytyjskich na Bliskim Wschodzie. Aliantom sporo krwi napsuły nocne naloty na port w egipskiej Aleksandrii. Generał Wavell polecił więc majorowi Goeffreyowi Barkasowi, szefowi służb maskujących, aby „coś wymyślił”. Barkas przed wojną był producentem filmowym; teraz pracowali dla niego m.in. filmowi specjaliści od tricków. Był wśród nich iluzjonista Jasper Maskelyne, który zaproponował, aby nocami, gdy nadlatują niemieckie samoloty, „przesuwać” port o półtora kilometra w bok. Zbudowano z ziemi, drewna i płótna makietę portu w innym miejscu. Zamontowano światła identyczne jak w Aleksandrii. Gdy zbliżały się niemieckie samoloty, wygaszano światła w prawdziwym porcie, a zapalano w fałszywym. W dzień prawdziwa przystań była przykryta siatkami maskującymi, za to w fałszywej dymiły atrapy ruin. Sztuczka okazała się na tyle dobra, że niemieckie lotnictwo dziewięć razy zbombardowało fałszywy port.

W ocenie „Encyklopedii szpiegostwa” (Warszawa 1993) w 1943 roku Brytyjczycy przeprowadzili także „jedno z najlepiej zainscenizowanych oszustw w czasie drugiej wojny”. Operacja nosiła kryptonim „Mincemeat” (z angielskiego: Mielone mięso, Mielonka), a zatwierdził ją Churchill. W małej miejscowości hiszpańskiej Huelva, 30 kwietnia 1943 roku, wyłowiono z morza ciało brytyjskiego oficera. Miał na sobie lotniczą kamizelkę ratunkową i kurierską walizeczkę, przypiętą łańcuszkiem do pasa. Był w niej m.in. list zastępcy szefa brytyjskiego sztabu generalnego sir Archibalda Neya do generała Herolda Alexandra. Z listu wynikało, że najbliższa inwazja zaplanowana jest na wybrzeża Grecji i Sardynii, a na Sycylii będzie atak kamuflujący. Hiszpanie fotokopie dokumentów przekazali Niemcom. Hitler nakazał przerzucenie kilku dywizji z Francji i Rosji na Korsykę, Sardynię i do Grecji. Aliancki desant wylądował w nocy z 9 na 10 lipca 1943 roku na Sycylii. Ciało „majora Martina” (nazwisko jego do dziś jest nieznane) podrzuciła u wybrzeży Hiszpanii, brytyjska łódź podwodna.

MAJSTERSZTYK DEZINFORMACJI


Ukoronowaniem fałszywek wojennych było zamaskowanie operacji „Overlord” (inwazja wojsk alianckich na Normandię). Anglicy wykorzystali do tego podwójnych agentów. Operacjami z ich udziałem kierował specjalny komitet. System nazwano „Podwójny Krzyż”. Pod koniec wojny angielski kontrwywiad kontrolował 120 podwójnych agentów. Jednym z najważniejszych był Dušan Popow – „Tricycle”. Jugosłowiański inżynier, agent Abwehry, zgłosił się do Anglików z propozycją współpracy. Kierował trzema podwójnymi agentami. Popow (zmarł w 1981 r.) – playboy, kobieciarz – był prototypem Jamesa Bonda. Hiszpan Juan Pujol w historii drugiej wojny światowej zapisał się jako „Garbo”. „Koneserzy podwójnej gry uważali zawsze, że przypadek »Garbo« jest najwspanialszym przykładem ich sztuki” – oceniał jeden z członków komitetu John Masterman. „Garbo” stworzył fikcyjną siatkę szpiegowską składającą się z 14 agentów i 11 informatorów. Niemcy przyznali mu wysokie odznaczenie. Takie samo dostał od Brytyjczyków.

Ważnym podwójnym agentem był także „Brutus”, polski lotnik Roman Czerniawski. Jego meldunki osobiście czytał Hitler. Alianci „podrzucili” Niemcom informacje o tym, że inwazja nastąpi w rejonie Pas-de-Calais. „Wykonano wiele pozorowanych ruchów wojsk, budowano atrapy różnych obiektów, co także miało wskazywać, że główne operacje desantowe będą miały miejsce właśnie na tym terenie” – piszą A. Czachorowski i K. Gruenberg w książce „Szpiedzy Hitlera” (Warszawa 1997). „Garbo” i „Brutus” – rzekomy oficer łącznikowy w sztabie generała Eisenhowera – stworzyli w meldunkach fikcyjną amerykańską armię inwazyjną, gotową do desantu w rejonie Pas-de-Calais. 6 czerwca 1944 roku Niemcy czekali tam na aliantów, którzy wylądowali gdzie indziej.

Andrzej Gass