Wulkan budzi się po długiej drzemce. Pojawiły się pesymistyczne wieści

Mount Edgecumbe to alaskański wulkan, który pozostawał uśpiony przez około osiemset lat. Wygląda jednak na to, że drzemka dobiegła końca.
Wulkan budzi się po długiej drzemce. Pojawiły się pesymistyczne wieści

To fatalna wiadomość dla ludzi z okolicznych miast, między innymi liczącej około ośmiu tysięcy mieszkańców miejscowości Sitka. Jak się okazuje, w kwietniu tego roku Mount Edgecumbe doświadczył niewielkich trzęsień ziemi, co zwróciło uwagę naukowców, którzy postanowili przekonać się, z czym dokładnie mają do czynienia. Okazało się, że zmiany w strukturze wulkanu mogą być powiązane z podnoszeniem się magmy. To wskazywałoby natomiast na przebudzenie.

Czytaj też: Yellowstone dosłownie cały w ruchu. Zlokalizowano ponad 1000 osuwisk, które zdradzają jego historię

Zaglądając w nieco odleglejszą przeszłość i analizując starsze dane, naukowcy odnotowali, iż magma podnosiła się od co najmniej 2018 roku. Tempo tego zjawiska wynosiło około 9 centymetrów rocznie. Jest to o tyle zaskakujące, że bardzo rzadko zdarza się, by wygasły wulkan ponownie zyskiwał na aktywności. Co jeszcze dziwniejsze, obiekt ten znajduje się w obrębie uskoku transformacyjnego, czyli granicy tektonicznej między dwiema płytami litosfery.

Wulkan Mount Edgecumbe pozostawał uśpiony przez około 800 lat

Dlaczego to takie zaskakujące? O ile pobudka nieaktywnego wulkanu jest rzadko spotykana, tak przebudzenie uśpionego wulkanu znajdującego się na uskoku transformacyjnym to prawdziwa rzadkość. Warto jednocześnie wlać nieco optymizmu: jak na razie nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało dojść do erupcji Mount Edgecumbe.

I choć deformacja wulkanów nie jest niczym niezwykłym, aktywność na Edgecumbe jest nietypowa, ponieważ reaktywacja uśpionych systemów wulkanicznych jest rzadko obserwowana.

wyjaśnia Ronni Grapenthin

Czytaj też: Tajemnicze kręgi na środku pustyni. Wreszcie poznaliśmy rozwiązanie zagadki

Grapenthin jest głównym autorem publikacji dostępnej na łamach Geophysical Research Letters. Jego zespół przeanalizował nie tylko dane sejsmiczne, ale również pochodzące z radarów satelitarnych. W ten sposób naukowcy odkryli, że winę za wstrząsy ponosi ruch magmy. Intruzja magmy występuje od kilku lat, lecz do jej prawdziwego nasilenia powinno dojść na krótko przed erupcją. Obecna głębokość, na której znajduje się magma wskazuje natomiast, iż do wybuchu zostało jeszcze nieco czasu. W tym roku doszło już do erupcji, o której zrobiło się bardzo głośno. Mowa rzecz jasna o styczniowych wydarzeniach związanych z wulkanem znajdującym się na wyspie Hunga Tonga na Oceanie Spokojnym.