Biorąc pod uwagę, jak pechowy od samego początku był to obiekt, powinniśmy mocno trzymać kciuki za powodzenie tego ogromnego przedsięwzięcia. XVII-wieczny inwestor wojewoda sandomierski Krzysztof Ossoliński budował zamek z niebywałym rozmachem. Krzyżtopór miał liczyć tyle okien – ile dni w roku, tyle komnat – ile tygodni, tyle sal – ile miesięcy, wreszcie tyle baszt – ile pór roku. Pycha wojewody nie miała granic. Konie w jego stajni jadły z marmurowych żłobów i przeglądały się w kryształowych lustrach. Poszczególne kondygnacje łączyły windy, a do pobliskiego Ossolina jeżdżono saniami podziemnym tunelem, którego posadzka wysypana była klonowym cukrem znakomicie zastępującym śnieg. Mieszkańcy nie cieszyli się zbyt długo tym cudem. Nie pomógł umieszczony nad wejściem w wieży bramowej hieroglif symbolizujący – zgodnie z księgą kabały Zohar – wieczne trwanie. Krzysztof Ossoliński zmarł zaledwie rok po zakończeniu budowy, jego jedyny syn zginął w bitwie kilka lat później. Zamek przez stulecia przechodził z rąk do rąk, już jako ruina, gdyż jako pierwsi splądrowali i zniszczyli go Szwedzi podczas Potopu, a ich dzieła dokończyli Rosjanie po tym, jak w zamku schronili się konfederaci barscy. Jakby na przekór klątwie, obecny zarządca zamku – Instytucja Kultury Zamek Krzyżtopór – postanowił zaledwie w dwa lata przeprowadzić wiele prac restauracyjnych. Być może wielowiekowa zła passa zostanie przełamana i zamek odzyska cząstkę swojej początkowej świetności. Warto zaglądać do Ujazdu, by sprawdzić, jak postępują prace i jakie skarby udało się archeologom wydobyć z ziemi, bo nie ulega wątpliwości, że musi kryć ich niemało.

Janusz Wójcik, dyrektor Instytucji Kultury Zamek Krzyżtopór w Ujeździe:

Dzięki funduszom unijnym w wysokości 11 mln 130 tys. złotych będziemy mogli odrestaurować budynek bramny, dokonać wymiany tymczasowych zadaszeń, odtworzyć zwodzony most, zdjąć z dziedzińca warstwę ziemi i przywrócić kamienną kostkę, stworzyć taras widokowy na wieży zegarowej, częściowo odtworzyć ogrody zamkowe. To, jaki będzie ostateczny zakres prac, uzależnione jest od prac archeologicznych, które zamierzamy przy tej okazji przeprowadzić, oraz od opinii konserwatorów zabytków. Ze strony wykonawcy nadzór nad jakością prac sprawować będzie prof. Andrzej Koss, dyrektor Miedzyuczelnianego Instytutu Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki warszawskiej ASP. Jeśli chodzi o wykopaliska, liczymy na to, że staną się źródłem ciekawych odkryć; mamy też nadzieję, że otrzymamy zgodę na zamknięcie kilku pomieszczeń drzwiami i oknami, tak aby powstało w Krzyżtoporze choćby niewielkie muzeum poświęcone temu niezwykłemu miejscu. Zapewniamy jednocześnie wszystkich naszych gości, że mimo prowadzonych prac bramy dla zwiedzających będą szeroko otwarte.

UFO nad Częstochową

Góra Ossona leżąca w administracyjnym obrębie Częstochowy nie wygląda na atrakcję turystyczną. I rzeczywiście nie jest nią na co dzień. Samo wzniesienie składa się z części naturalnej i części usypanej sztucznie. Kryje w sobie betonową konstrukcję służącą kiedyś Hucie Częstochowa jako przepompownia. Miejsce jest raczej ponure i nie zachęca do spacerów. Okazuje się jednak, że bywa zarazem niezwykle tajemnicze i że z niespotykaną częstotliwością występują tu zjawiska określane jako paranormalne. Według relacji wielu osób nad samą górą i w jej okolicy pojawiają się ogniste czerwone kule i rozbłyski światła pochodzące z niewiadomego źródła. Przed kilkoma laty dwóch mieszkańców Częstochowy obserwowało taki czerwony świetlisty obiekt przez dłuższy czas. W pewnym momencie zbliżył się do nich i odpowiedział błyskami świateł na miganie świateł awaryjnych samochodu, w którym siedzieli obserwatorzy. Co jakiś czas w internecie pojawiają się zdjęcia, dokumentujące przelot nad górą takich domniemanych UFO. Zainteresowanie badaczy zjawisk niewytłumaczalnych tym miejscem rośnie z roku na rok.

Dzielnica Mirów, dojazd z centrum Częstochowy ulicami Mirowską, Turystyczną i Bursztynową.

Kraków - kawałek Księżyca w Arce

Przez 20 lat mieszkańcy ateistycznej z założenia Nowej Huty walczyli o swój dzielnicowy kościół. Arka Pana, konsekrowana ostatecznie w 1977 roku, stała się symbolem powojennych zmagań Polaków z władzą. W 1957 roku wydano zgodę na budowę kościoła, ale już trzy lata później w miejscu – w którym miał stanąć, rozegrały się krwawe zamieszki w obronie krzyża. Trzeba było kolejnych 7 lat, by uzyskać nową lokalizację. W 1969 roku wmurowano kamień węgielny – dar papieża Pawła VI – pochodzący z Bazyliki św. Piotra. Arka Pana, czyli kościół Matki Bożej Królowej Polski, zaprojektowany został przez Wojciecha Pietrzyka na wzór słynnej kaplicy Le Corbusiera w Ronchamp. Wnętrze świątyni wypełnia wiele cennych współczesnych dzieł sztuki, ale kryje w sobie także coś, czego nigdzie indziej w Polsce zobaczyć się nie da. Jest to kryształ rutylu – kamień pochodzący z Księżyca, przywieziony na ziemię przez załogę statku Apollo 11, który trafił tutaj także dzięki hojności Pawła VI. Ten niezwykły obiekt zyskał specjalną oprawę w postaci równie niezwykłego tabernakulum. Ma kształt nieregularnej szafki, którą otaczają ułożone koncentrycznie i przenikające się pasy wykonane z brązu. Cała kompozycja symbolizuje Kosmos in statu nascendi – co w kontekście katolickiej świątyni brzmi niezwykle odważnie i nowocześnie.

Kraków Nowa Huta, Arka Pana, parafia rzymskokatolicka Matki Bożej Królowej Polski, ul.Obrońców Krzyża 1

Kraków / Mogiła - klasztorny wynalazek

 

Cysterski klasztor w Mogile kryje w sobie kilka osobliwych przedmiotów, które nie mają odpowiednika w żadnym innym kościele ani klasztorze. Jednym z nich są drzwi prowadzące do kapitularza, miejsca, w którym omawiano ważne dla zgromadzenia sprawy, gdzie zbierano się w wyjątkowym momentach, np. w przypadku śmierci opata. Tutaj też odprawiano wywodzący się ze średniowiecza rytuał „kapituły win”, polegający na wyznawaniu grzechów wobec innych zakonników oraz publicznym wytykaniu grzechów tym, którzy próbowali je zataić. Wreszcie było to miejsce, gdzie odbywała się wielkanocna spowiedź, do którego to sakramentu teoretycznie potrzebny jest konfesjonał. Ale tylko teoretycznie... Nie wiadomo, kto i kiedy wpadł na pomysł innowacji usprawniającej coroczną spowiedź w tutejszym klasztorze. Dość że w Mogile odbywała się ona przez specjalnie do tego przystosowane... drzwi. Na wysokości siedzącego (klęczącego) człowieka wycięto w nich otwór i wstawiono weń kratkę. Dokładnie taką jak w konfesjonale. Czy chodziło o to, by gromada zakonników nie okupowała kapitularza, ale czekała cierpliwie na krużganku na swoją kolej? Czy o stworzenie budzącego respekt dystansu między spowiednikiem a penitentami? A może mogilskich cystersów już przed wiekami dosięgło przekleństwo naszego wieku – pośpiech i brak czasu – i starali się stworzyć „taśmę”.

Kraków, kapitularz w klasztorze opactwa Cystersów w Mogile, ul. Klasztorna 11.

Kraków - śmierć na wyciągnięcie ręki

W podziemiach kościoła św. Kazimierza Królewicza panuje specyficzny mikroklimat, w którym zwłoki ludzkie nie rozkładają się, lecz samoistnie mumifikują. Z tego powodu przez stulecia chowano tu wielmożów pochodzących z rodu Wielopolskich, Szembeków, Morsztynów, a także zwykłych zakonników. Według klasztornych ksiąg w katakumbach pochowano ogółem 730 osób świeckich i 250 duchownych. Ci drudzy chowani byli bez trumien, wprost na ziemi. Wiele ciał zachowało się w doskonałym stanie do dziś, z wieloma też wiążą się niezwykłe historie. I tak Urszula Morszkowska, starościna barcicka, zmarła w 1787 r. i pochowana w stroju panny młodej, została podobno otruta w dniu własnego ślubu. 12-letnia dziewczynka o niezwykle smutnym wyrazie twarzy prawdopodobnie utonęła i została odnaleziona w mule. Domicela Skalska przez 20 lat za darmo sprzątała kościół, haftowała ornaty i obrusy, i dopiero niedługo przed śmiercią przyznała się, że pochodzi z zamożnej magnackiej rodziny. Według romantycznej legendy pracowała w kościele, by być blisko ukochanego, żołnierza napoleońskiego, który dowlókł się ranny do klasztornej bramy i wkrótce zmarł w tutejszej lecznicy.On także leży w podziemiach, pochowany w pełnym rynsztunku, w mundurze z szablą. Jeszcze przed 20 laty bez problemu można było zejść do krypty i znaleźć się wśród zmumifikowanych ciał na wyciągnięcie ręki, poczuć powiew śmierci i oddech przeszłości. Dziś stało się to bardzo trudne. Krypta otwierana jest dla zwiedzających raz do roku, 2 listopada. Warto jednak próbować, bo zejście do podziemi jest niezwykle silnym, niemal mistycznym przeżyciem.

Kraków, kościół św. Kazimierza Królewicza położony przy ul. Reformackiej 4; krypta otwarta tylko 2 listopada.

Kraków - Skromny dowód wdzięczności

Na bogatej w zabytki mapie Krakowa pojawił się niedawno obiekt dotąd niedostępny dla zwiedzających. Miejsce to jest mało znane, choć znajduje się w samym centrum Starego Miasta. To Kaplica Książąt Czartoryskich (nie mylić z wawelską), obok której przez dziesiątki lat zarówno mieszkańcy Krakowa, jak i turyści przechodzili wielokrotnie, bez świadomości jej istnienia i historycznych odniesień. W 1874 r. gmina Kraków zwróciła się do księcia Władysława Czartoryskiego z prośbą, by sprowadził do Krakowa swoje rodzinne archiwum, i zaoferowała mu na ten cel gmach Arsenału. W ten sposób powstała Biblioteka Czartoryskich, a następnie także muzeum, w którym eksponowano kolekcję pamiątek narodowych i dzieł sztuki, zgromadzonych przez potężną familię. Początki kolekcji sięgały roku 1801, kiedy to Izabela Czartoryska założyła w świątyni Sybilli w Puławach pierwsze na ziemiach polskich prywatne muzeum. Po tragedii powstania listopadowego część zbiorów udało się wywieźć do Francji (do Hotelu Lambert) i poszerzyć o kolekcję starożytności, sztuki zdobniczej, malarstwa i rycin. Dar Czartoryskich dla Krakowa był iście królewski, z czego książę Władysław zdawał sobie w pełni sprawę, zażądał więc w zamian czegoś, co miało przydać jego rodowi jeszcze większego splendoru i chwały. Zażyczył sobie mianowicie urządzenia w Baszcie Floriańskiej prywatnej kaplicy i oczywiście zgodę na to przedsięwzięcie od miasta otrzymał. W 1889 roku kaplica została konsekrowana i oddana pod opiekę księżom pijarom. Funkcjonowała aż do wybuchu II wojny światowej. Dla zwiedzających została otwarta w roku 2007, jednak – ze względu na brak ogrzewania – tylko w sezonie wiosenno-letnim.

Kaplica Czartoryskich w Baszcie Floriańskiej, ul. Pijarska, zwiedzanie kwiecień–październik, godz. 10.30–18.00 (trasa turystyczna Mury Obronne).

Znamirowice - najnowszy most starożytny

 

Kamienny most w Znamirowicach nieopodal Jeziora Rożnowskiego jest przedziwną budowlą, która sprawia wrażenie starożytnej, choć nie zdążyła jej jeszcze na dobre pokryć patyna czasu. Skąd się tu wziął i kto go wybudował? Most nie jest wbrew pozorom żadnym zabytkiem, tylko świadectwem woli i determinacji pojedynczego człowieka. Pan Jan Stach – pozbawiony z powodu konfliktu z sąsiadem dogodnego dojazdu do swojego gospodarstwa – sam wybudował nad potokiem płynącym w głębokim jarze kamienny przejazd liczący aż 16 metrów wysokości, 12 długości i 6 metrów szerokości! I to wszystko własnymi rękami! Tunel, którym przepływa woda, ma sklepienie kolebkowe i wznosi się na trzy metry. Niezwykłe jest to, że pan Stach potrzebował zaledwie trzech lat, by przejechać po swoim moście od chwili, gdy na dnie wąwozu położył pierwszy kamień. Gdy budował most, nie był bynajmniej młodzikiem. Urodzony w roku 1918, dzieło swego życia wykonał w latach 70. XX w. By podziwiać owoc jego pracy, do Znamirowic przyjeżdża coraz więcej turystów – wkrótce stanie tu tablica objaśniająca historię budowli i zasady jej konstrukcji.

Most Stacha znajduje się po prawej stronie drogi z Tęgoborza do Znamirowic. Jadąc samochodem, należy zjechać z głównej trasy Nowy Sącz – Brzesko w miejscowości Tęgoborze – boczną drogę wskazuje drogowskaz do Znamirowic. Droga początkowo prowadzi blisko brzegu Jeziora Rożnowskiego, a następnie oddala się, wspinając się na pobliskie wzgórza. Dojeżdżamy do Znamirowic, mijamy dobrze oznakowany zjazd do Yacht Clubu PTTK. Po kilkuset metrach droga asfaltowa wychodzi z lasu na przestrzeń widokową. Na ostrym zakręcie w lewo od drogi głównej odchodzi w dół utwardzona droga szutrowa. Tutaj warto pozostawić samochód i udać się w kilkuminutowy spacer drogą polną, kierując się cały czas w dół wzdłuż lasu. Po ok. 200 metrach wędrówki dochodzimy do celu. W okolicę mostu prowadzi również niebieski szlak turystyczny.