Był jego właścicielem aż do 1945 r. zanim jednak wkroczyła tam Armia Czerwona, rezydencja znalazła się w rękach oficerów SS. Finckensteinowie mieli dostatecznie dużo czasu, by wywieźć z zamku najbardziej wartościowe rzeczy, jednak mieszkańcy wioski sądzą, że było zupełnie inaczej: właściciele przypuszczali, że losy wojny wkrótce się odwrócą i że będą mogli wrócić do swej posiadłości. Dlatego swych najcenniejszych rzeczy nie wywieźli, a jedynie ukryli gdzieś w rozległych piwnicach zamku.

Po wojnie Finckensteinowie zamku nie odzyskali, jednak do Szymbarku wrócili. Mówiąc ściślej, na krótko przyjechała tutaj jego była właścicielka. Za czasów Gomułki zatrzymała się u jednego z mieszkańców wsi i przez kilka dni oglądała pomieszczenia zamku. Później wyjechała, ale wcześniej wydarzyło się coś niezwykłego. Pewnego dnia około godziny czwartej nad ranem ktoś z mieszkańców wioski widział ją z dwoma mężczyznami, gdy kręcili się po zamku. Z zamkowych piwnic wynieśli ponoć jakieś skrzynie i załadowali je do zaparkowanego opodal samochodu. Krótko potem, gdzieś na łąkach za wsią, skrzynie przeładowali do samolotu i natychmiast odlecieli. Kilka dni później do wioski przyjechało wojsko, a bezpieka rozpoczęła dochodzenie. Ludzi przesłuchiwano, ale ostatecznie nie zdołano wyjaśnić, co pani Finckenstein z zamku zabrała. Zupełnie inaczej zapamiętał tę sprawę były dyrektor PGR-u w Szymbarku, który zarządzał wtedy zamkiem. Otóż w 1947 r. zjawili się tu trzej mężczyźni, którzy podając się za pracowników Ministerstwa Kultury (posiadali ponoć stosowne dokumenty), przez jakiś czas kręcili się po zamku i zaglądali do piwnic. Wkrótce zniknęli, pozostawiając opróżnione miejsca tam, gdzie składowano węgiel. Syn miejscowego rybaka widział ich, jak pewnej nocy z zasypanych piwnic zamku wynieśli trzy skrzynie. Dyrektor PGR-u powiadomił o wszystkim władze i te wszczęły dochodzenie, niczego jednak nie ustalono. Tajemnica zamku w Szymbarku pozostaje więc nadal nieodkryta.

Kwidzyn - wizje pustelnicy

W średniowieczu wielu było takich ludzi. Modlili się żarliwie i żyli w ascezie gdzieś na odludziu. W tamtych czasach uważano to za jedną z dróg prowadzących do zbawienia i wielu było chętnych, by tą drogą podążać. Także w Prusach nie brakowało ascetów, jednak nie każdy mógł zyskać poparcie władz kościelnych dla swych poczynań. To, co spotkało Dorotę z Mątowów, było niemałym wyróżnieniem. 2 maja 1393 r., za zgodą biskupa i całej kapituły, została zamurowana w niewielkiej celi przy ołtarzu katedry w Kwidzynie. W murze, który oddzielał ją od świata, pozostawiono tylko niewielki otwór, by mogła uczestniczyć w mszach i przyjmować komunię. Dorota miała wizje. Widywała piekło, czyściec i raj, potrafiła też przewidywać przyszłość, jaka czeka niektórych ludzi w świecie wiecznym. Wizje te zdradzała Janowi, jednemu z kwidzyńskich kanoników, a ten skrzętnie je spisywał. Zachowane do dnia dzisiejszego w jednym z archiwów, są znakomitym zwierciadłem tamtych czasów. O Krzyżakach Dorota nie wypowiadała się najlepiej, a najbardziej dostało się wielkiemu mistrzowi Konradowi von Wallenrodowi. Dorota twierdziła, że widziała go w piekle, zarzucała mu też bezbożność. Kanonik Jan skrzętnie to zapisał. Skąd wziął się tak fatalny osąd zakonu krzyżackiego? Czy rzeczywiście pochodził od Doroty, prostej kobiety z Gdańska? Wątpliwe, by żona rzemieślnika orientowała się w polityce. Na dodatek gdy była jeszcze w Gdańsku, grożono jej spaleniem na stosie. Przychylnie przyjęto ją dopiero w Kwidzynie, właśnie wśród ludzi bezpośrednio z zakonem związanych. Czyżby polityczny wydźwięk wizji św. Doroty był wytworem ich interpretatora, czyli kanonika Jana? Wielki mistrz Konrad von Wallenrod nie cieszył się sympatią biskupa i kapituły pomezańskiej. Tutejsze duchowieństwo miało do niego wiele pretensji. Chodziło głównie o pieniądze i posiadłości ziemskie, ale nie tylko. Otóż okazuje się, że wielki mistrz duchowieństwa zbytnio nie miłował, a na dodatek ulegał heretyckim poglądom niejakiego Leandera, którego gościł ponoć w Malborku. Leander pochodził podobno z Francji, z miasta Saintes. Za głoszenie sprzecznych z nauką Kościoła poglądów został tam skazany na śmierć, ale zdołał zbiec i przez Czechy dotarł do Prus.

Grudziądz - podziemia mrocznej twierdzy