
I właśnie dlatego Xiaomi Smart Band 10 Glimmer Edition zainteresował mnie jeszcze zanim zaczęłam zastanawiać się nad jego funkcjami.
Bo pierwszy raz od dawna patrzę na smartbanda i nie mam wrażenia, że muszę wybierać pomiędzy technologią a biżuterią. Glimmer Edition wygląda na nadgarstku naprawdę ładnie. Nie ładnie tylko jak na opaskę sportową. Po prostu ładnie. I po czasie spędzonym z nim dochodzę do wniosków, że samo urządzenie – nic specjalnie odkrywczego, ale ta opaska… Naprawdę bardzo mi się podoba.
Smartband, którego nie mam ochoty ukrywać
Zacznę od rzeczy najbardziej oczywistej. Xiaomi Smart Band 10 Glimmer Edition zostało zaprojektowane tak, żeby bardziej przypominało element biżuterii niż elektronikę noszoną.
Największą różnicę robi, praktycznie tą różnicą jest – oczywiście bransoleta. Zamiast klasycznego silikonowego czy gumowego paska otrzymujemy połączenie stali nierdzewnej i szklanych elementów. Coś totalnie dla srok. Sama ramka urządzenia jest wykonana ze stopu aluminium.
Warto przyjrzeć się samej bransolecie trochę bliżej. W metalowy pasek wkomponowano sześć szklanych kryształów marki Preciosa, które odbijają światło i dodatkowo wzmacniają efekt biżuteryjny. Co ważne, bransoletę można też dopasować do własnego nadgarstka, więc nie jesteśmy skazani na jeden uniwersalny rozmiar. W przypadku Glimmer Edition producent przewiduje dopasowanie do obwodu od 135 do 180 mm. Dla mnie to istotny detal, bo przy takiej konstrukcji opaska najlepiej wygląda właśnie wtedy, kiedy dobrze układa się na ręce i nie sprawia wrażenia ani zbyt luźnej, ani przesadnie ciasnej.


I słuchajcie, tutaj naprawdę nie chodzi wyłącznie o zmianę materiału, czy po prostu o to, że nazwa przyciąga uwagę. Chodzi o to, że opaska zmienia charakter całego urządzenia.
Na moim nadgarstku Glimmer Edition wygląda bardziej jak bransoletka z wbudowanym ekranem niż typowa opaska fitness. Wygląda oldschoolowo, elegancko i designersko. Mogę też dobrać sobie odpowiednią tarczę i nie mieć na ekranie całej tablicy kolorowych danych, wykresów oraz pierścieni aktywności.
To dla mnie ważne, bo elektronika ubieralna ma jedną dość specyficzną cechę. Nosimy ją przez większą część dnia – chcąc lub nie taki zegarek jest częścią outfitu. Telefon możemy schować do torebki, słuchawki do etui, laptopa zamknąć. Zegarek albo smartband cały czas pozostają jednak na ręce i siłą rzeczy muszą jakoś tam pasować. Lepiej lub gorzej – i z tym smartbandem od Xiaomi lepiej.

W końcu mogę założyć smartbanda do marynarki
Przez kilka ostatnich lat coraz częściej mamy okazję przekonywać się, że dress code i elektronika nie zawsze są najlepszymi przyjaciółmi. Sportowy zegarek z dużą kopertą potrafi wyglądać świetnie podczas weekendu albo treningu, ale przy bardziej eleganckiej sukience czy garniturze zaczyna bardzo mocno rzucać się w oczy.
Z Glimmer Edition mam zupełnie inne odczucie.
Zakładam marynarkę, koszulę, sukienkę albo po prostu bardziej elegancki zestaw i nie czuję potrzeby zdejmowania opaski. Wręcz przeciwnie. Srebrna bransoleta może wyglądać jak celowy dodatek do stylizacji.
I to jest dokładnie ten rodzaj produktu, który podoba mi się coraz bardziej. Technologia nie musi informować świata, że jest technologią. Nie musi wyglądać futurystycznie, sportowo ani profesjonalnie. Może próbować wtopić się w rzeczy, które i tak nosimy.
Podobne wrażenie miałam zresztą przy Huawei FreeClip 2 S. Tam słuchawki próbowały wejść w świat kolczyków. Tutaj smartband próbuje wejść w świat bransoletek. W obu przypadkach pomysł opiera się właściwie na tym samym pytaniu: skoro mamy nosić elektronikę przez większość dnia, dlaczego nie miałaby być po prostu ładna?
I muszę przyznać, że Xiaomi bardzo dobrze odczytuje i odpowiada na te potrzeby.
Czytaj też: Huawei FreeClip 2 S to ładna biżuteria, ale czy dobre słuchawki?
Ekran nadal zdradza, że mamy do czynienia z technologią
Oczywiście nie jest tak, że Xiaomi zupełnie ukryło technologiczny charakter urządzenia. Centralnym punktem nadal pozostaje 1,72-calowy ekran o rozdzielczości 212 na 520 pikseli. Urządzenie ma czujnik światła, dzięki któremu może automatycznie dopasować jasność do otoczenia.
I bardzo dobrze, bo wygląd to jedno, ale ekran smartbanda musi przede wszystkim dać się normalnie odczytać. Musi być intuicyjny i czytelny kropka!
Tutaj nie miałam z tym problemu. Jest duży jak na tak niewielkie urządzenie, kolory są mocne, a całość pozostaje czytelna. Jednocześnie można bardzo mocno zmienić charakter całej opaski samym wyborem tarczy. Xiaomi mówi o ponad 220 dostępnych wariantach, część z nich obsługuje również Always-on Display.
Ale jest tutaj jeden haczyk. Opowiadam o tym jak pięknie opaska pasuje do eleganckich strojów. A więc przy ozdobnej, srebrnej bransolecie kolorowa tarcza wypakowana wykresami trochę psuje mi cały efekt. Znacznie bardziej podoba mi się minimalistyczny, kompaktowy zegar, który z większej odległości sprawia, że urządzenie rzeczywiście zaczyna przypominać niewielki zegarek albo element biżuterii.
I właśnie możliwość takiego dopasowania wyglądu uważam za bardzo ważną. Raz mogę zrobić z Glimmer Edition sprzęt z krokami, tętnem i aktywnością na pierwszym planie. Innym razem wystarczy, że zmieniam tarczę i dostaję znacznie spokojniejszy dodatek.

Pod biżuterią nadal siedzi bardzo rozbudowany smartband
Najzabawniejsze jest to, że wygląd Glimmer Edition może trochę odwrócić uwagę od tego, jak dużo ta niewielka opaska właściwie potrafi.
Bo pod względem funkcji nadal jest to niemal pełnoprawny Xiaomi Smart Band 10. Możemy monitorować tętno, natlenienie krwi, stres, aktywność czy sen. Jest również pomiar częstości oddechów podczas snu, wynik witalności i funkcje związane z monitorowaniem cyklu. Dane później trafiają do aplikacji Mi Fitness.
I właśnie do takich rzeczy najczęściej wykorzystuję smartbandy. I one są ważne, przyzwyczailiśmy się do nich, polubiliśmy je jako społeczeństwo.
Chcemy raczej urządzenia, które przez cały dzień spokojnie zbiera informacje w tle, a później pozwala nam zerknąć, ile się ruszaliśmy, jak wyglądał sen albo co działo się z tętnem.
Szczególnie podoba mi się monitorowanie snu, bo właśnie tutaj niewielkie rozmiary urządzenia mają dla mnie ogromne znaczenie. Zbyt dużego smartwatcha zwyczajnie w nocy nie zniosę.
Xiaomi dorzuciło nawet coś zdecydowanie bardziej sympatycznego niż kolejny suchy wykres. Po zebraniu odpowiednich danych dotyczących snu aplikacja może przypisać nam tak zwane zwierzę snu, które ma obrazować nasze nawyki. Nie jest to funkcja, która powoduje we mnie jakieś spektakularne emocje. Ale te takie drobne próby przedstawiania danych w bardziej ludzkiej formie, są pewnie na plus. Wielu osobom na pewno to się spodoba.


A co ze sportem?
No właśnie. Tutaj robi się ciekawie.
Smart Band 10 Glimmer Edition obsługuje 159 trybów treningowych i potrafi mierzyć między innymi VO2 max, obciążenie treningowe, czas potrzebny na regenerację czy efekty treningu aerobowego i beztlenowego.
Tyle że Glimmer Edition wygląda tak elegancko, że podczas treningu zaczyna pojawiać się pewien problem, którego się spodziewałam.
Ozdobna, metalowa bransoleta nie jest pierwszym rozwiązaniem, które wybrałabym przed mocnym treningiem. Nie chodzi nawet o to, że nie można z niej korzystać. Po prostu miękki, sportowy pasek przy intensywnym ruchu czy mocnym poceniu się wydaje mi się zwyczajnie praktyczniejszy i wygodniejszy. Opaski z serii Glimmer Edition nie polecam w sytuacjach gdzie wytwarza się dużo potu, czy zwyczajnie w kontaktach z wodą – założyłabym wtedy po prostu inną opaskę.
Na szczęście nie trzeba wybierać raz na zawsze. I właśnie tak widzę korzystanie z tego urządzenia.
Na co dzień, do pracy srebrna bransoleta. Do marynarki, sukienki, pracy, spotkania czy wyjścia, Glimmer Edition w swoim najbardziej ozdobnym wydaniu. A jeśli wiem, że idę na trening, mogę w kilkanaście sekund zamienić ją na bardziej sportowy pasek. I super, że jest to takie kompatybilne.
Ale tutaj ważne jest, żeby wspomnieć, że sama opaska ma jednak klasę wodoszczelności 5 ATM i może być wykorzystywana między innymi podczas pływania w basenie czy aktywności w płytkiej wodzie. Jednak nawet sam producent zastrzega, że nie jest przeznaczona do nurkowania, gorącego prysznica, sauny ani aktywności związanych z silnymi strumieniami wody.
Bateria, o której nie muszę codziennie myśleć
Jest jeszcze jedna rzecz, za którą od lat lubię smartbandy. Bateria.
Xiaomi deklaruje do 21 dni typowego korzystania, do 9 dni z Always-on Display i około 8 dni przy intensywnym użytkowaniu. W środku znajduje się dobry akumulator o pojemności 233 mAh, a ładowanie odbywa się magnetycznie i według producenta zajmuje około godziny.
Dla mnie najważniejsze jest jednak coś innego. Nie muszę wyrabiać sobie kolejnego codziennego rytuału i obowiązku ładowania.
Przy sprzęcie, który ma mierzyć sen, ma to zresztą szczególne znaczenie. Trochę trudno analizować noc, jeśli urządzenie właśnie wtedy musi leżeć na ładowarce.
Tutaj podoba mi się prostota. Zakładam opaskę i przez długi czas nie muszę specjalnie się nad nią zastanawiać.
Xiaomi przekonało mnie czymś zupełnie innym niż liczbą funkcji
To nie funkcje sprawiły, że polubiłam tę opaskę. One nie robią na mnie szczególnego wrażenia. Nic odkrywczego, nie ma też zauważalnych trudności w użytkowaniu.
Technologia od lat próbuje rozwiązać ten problem. Producenci zmniejszają koperty, tworzą eleganckie tarcze, wymienne paski i ozdobne wersje swoich urządzeń. Xiaomi w Glimmer Edition poszło krok dalej i właściwie od początku zbudowało cały charakter tego modelu wokół wyglądu.
I według mnie zrobiło to bardzo dobrze.
Bo rano mogę sprawdzić, jak spałam. W ciągu dnia policzyć kroki i zerkać na powiadomienia. Po południu uruchomić trening. A wieczorem założyć marynarkę albo sukienkę i nie zdejmować opaski tylko dlatego, że kompletnie nie pasuje do stroju.
Niby drobiazg. Tylko że smartband jest urządzeniem, które noszę na ręce przez kilkanaście, a czasem ponad dwadzieścia godzin na dobę. Jeżeli jakiś sprzęt powinien dobrze wyglądać, to właśnie ten.
I pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że producent smartbanda naprawdę potraktował to poważnie.


Czytaj też: Głośnik Bluetooth nie może być zaskakujący? Popatrz na to, co zrobiło Xiaomi
