powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Kultura

„Też macie gęsią skórkę?” – Yung Lean, GENER8ION i Gavras stworzyli teledysk, który mnie hipnotyzuje

Lubię w internecie to, że dzięki niemu docierają do mnie różnorodne treści, które wywołują we mnie emocje i poruszenie bez wychodzenia z domu. Dokładnie tak stało się ze STORM – utworem projektu GENER8ION i Yung Leana. W teorii to po prostu teledysk. W praktyce? Projekt, który zostanie ze mną na długo.

M
Matylda Kondej
1h temu·6 minut·
„Też macie gęsią skórkę?” – Yung Lean, GENER8ION i Gavras stworzyli teledysk, który mnie hipnotyzuje

Źródło: YouTube.com/GENER8ION – STORM starring Yung Lean

To też film, który z każdym kolejnym obejrzeniem pozwala mi dojść do innych wniosków.

Komentarze, udostępnienia, pozytywne opinie – projekt stał się międzynarodowym sukcesem. Ale co dla mnie szczególnie ciekawe – oprócz pochwał i słów zachwytu często pojawiały się też pytania: o co tu chodzi? I trudno się dziwić, bo film działa bardziej na poziomie emocji i jakiegoś nieznajomego mi dotąd instynktu niż klasycznej, schematycznej narracji.

Yung Lean, GENER8ION i twórcy – artyści

Za projekt odpowiada GENER8ION, czyli muzyczny projekt producenta Surkina, zrealizowany wspólnie z Yung Leanem. Teledysk wyreżyserował Romain Gavras. Film trwa 7,5 minuty, a swoją premierę miał w kwietniu 2026 roku jako połączenie dwóch utworów i krótkometrażowego filmu muzycznego. Za choreografię odpowiada Damien Jalet – belgijski choreograf współpracujący wcześniej między innymi z operą, teatrem i kinem. Całość została osadzona w futurystycznej brytyjskiej szkole z 2034 roku.

Romain Gavras od lat tworzy rzeczy, które trudno pomylić z kimkolwiek innym. Francuski reżyser odpowiadał wcześniej między innymi za słynne teledyski dla M.I.A., Jay-Z czy Kanye Westa. Jego styl jest już rozpoznawalny – tłum, chaos, energia ulicy, przemoc pokazana w niemal tanecznym rytmie i obrazy przypominające coś pomiędzy dokumentem a dystopijnym snem.

W STORM najwyraźniej sięgnął po te wszystkie elementy i zamknął je w pozornie bardzo prostym świecie. Świat przedstawiony ulokował w brytyjskiej szkole z przyszłości.

Czytaj też: Guilty pleasure to po prostu radość z kiepskim PR-em

Yung Lean w szkole

Już sam początek filmu jest… wciągający. Widzimy elitarną szkołę przypominającą połączenie tradycyjnego brytyjskiego internatu z futurystycznym ośrodkiem wychowawczym. Mundurki, dyscyplina, perfekcyjnie ustawione kadry i chłopcy funkcjonujący niemal jak jeden organizm, niemal jakby wykonywali musztrę. Wszystko wygląda sterylnie, bardzo chłodno i nienaturalnie uporządkowanie.

Yung Lean pojawia się od początku filmu. I od razu przyciąga moją uwagę. Nie zachowuje się jak klasyczny główny bohater. Bardziej przypomina ciało obce wrzucone do zamkniętego systemu. Kogoś, kto od początku zaburza cały porządek tego świata. Nie musi nawet wiele mówić – i nie mówi. Samą obecnością sprawia wrażenie elementu, który za chwilę doprowadzi do wybuchu.

To bardzo charakterystyczne dla Gavrasa. Jego filmy często pokazują moment narastającego napięcia tuż przed eksplozją emocji. W STORM też cały czas czujemy, że coś jest nie tak. Nawet kiedy na ekranie nie dzieje się nic brutalnego, atmosfera pozostaje ciężka. Kamera długo zatrzymuje się na twarzach, spojrzeniach, ruchach grupy.

Sam Yung Lean przybrał – chyba, bo niczego w tym przekazie nie jestem pewna – rolę przywódcy grupy. Takie było moje pierwsze wrażenie. Wywołuje poczucie, jakby to on kontrolował całą społeczność szkolną. Prowokował napięcia i to wokół niego od początku buduje się atmosfera buntu i emocjonalnego chaosu. Wciąż zastanawiam się jednak, czy jest liderem tej grupy, outsiderem, zagrożeniem czy może tylko obserwatorem całego systemu.

Źródło: kadr z YouTube.com/GENER8ION – STORM starring Yung Lean

Taniec, który zapisze się w kulturze na długo

Ale dreszcze w odbiorcach zaczęły się od tej jednej kultowej już sceny, o której głośno w całym internecie. Grupa chłopców ustawia się na monumentalnych schodach i rozpoczyna synchroniczną choreografię. To moment hipnotyzujący. Nie przypomina klasycznego tańca z teledysku popowego. Bardziej rytuał. Demonstrację siły. Wojskowy pokaz. Manifestację zbiorowej energii. Trochę jakby tancerze płynęli. Coś niezwykłego, chociaż z pozoru tak banalnego.

Choreografię przygotował Damien Jalet – artysta znany ze współpracy z największymi nazwiskami świata tańca i kina. To bardzo ważny element STORM, bo właśnie ruch sprawia, że film działa tak intensywnie. Każdy gest wygląda agresywnie, ale jednocześnie precyzyjnie. Chaos jest tu perfekcyjnie kontrolowany.

Momentami chłopcy przypominają armię. Innym razem przywodzą na myśl jakiegoś rodzaju sektę. Za chwilę wyglądają jak kibicowski tłum albo grupa zbuntowanych dzieciaków, które po prostu wyładowują tłumione emocje. I każdy widzi w niej coś trochę innego, co jest w tej scenie najbardziej poruszające.

Czytaj też: Spoilery przestały być problemem. Problemem jest to, jak bardzo się ich boimy

Czym jest, co dawać ma STORM?

Jedni interpretują STORM jako komentarz do toksycznej męskości i przemocy wśród młodych chłopaków. Inni widzą historię o systemie edukacji tłumiącym indywidualność. Pojawiają się też interpretacje związane z internetem i kulturą cyfrową, czyli z ludźmi, którzy funkcjonują jak jeden organizm napędzany trendami i zbiorową histerią.

Nie brakuje również swoistego obrazu tłumu i społecznego napięcia. We wcześniejszych pracach reżysera często pojawiały się zamieszki, protesty, eksplozje agresji i bunt przeciwko kontroli. W STORM te motywy zdają się wracać, choć są przedstawione jednak dużo bardziej symbolicznie.

To dla mnie ciekawe, bo sam film prawie niczego nie tłumaczy wprost. Nie dostałam klasycznej historii z wyraźnym początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Takiej prostej, nieskomplikowanej, romantycznej. Nie ma tu dialogów wyjaśniających motywacje bohaterów. Wszystko opiera się na obrazach, rytmie montażu i emocjach. Opiera się też na charakteryzacji, która według mnie odgrywa tu jedne z pierwszych skrzypiec. Białe, psychodeliczne koszule; blada, wyłysiała postać, w którą wcielił się Yung Lean; niepokojące krawaty zwisające wzdłuż klatek piersiowych. To elementy, które potęgują niepewność.

Myślę, że ogromną rolę odgrywa tutaj właśnie estetyka. STORM wygląda fenomenalnie. Każdy kadr sprawia wrażenie dokładnie zaplanowanego. Szkolne wnętrza przypominają jednocześnie stare brytyjskie instytucje i futurystyczne więzienie. Światło jest zimne, często niemal laboratoryjne. Nawet momenty chaosu wyglądają pięknie. Piękno to przedstawione jest jednak w bardzo niepokojący sposób.

To trochę paradoks współczesnego internetu. Coraz częściej – mam wrażenie – szukamy tego, co wywołuje w nas emocjonalny dyskomfort. STORM idealnie wpisuje się w ten mechanizm. Nie do końca rozumiem, co oglądam, ale jednocześnie nie potrafię odwrócić wzroku.

W pewnym sensie odczuwam w nim ciągły strumień obrazów, emocji i napięcia, a cała estetyka wydaje się budowana bardziej wokół nastroju niż jednego, konkretnego komunikatu. Yung Lean od lat funkcjonuje właśnie na przecięciu tych światów. Jego twórczość, którą także i Polacy pokochali, często sprawia wrażenie chłodnej, cyfrowej i melancholijnej – jak muzyka bardzo mocno zakorzeniona w doświadczeniu pokolenia wychowanego w internecie.

Czytaj też: Książki vs. ekrany. Naukowcy nie mają wątpliwości

STORM bardzo dobrze oddaje tę specyficzną energię

Czy można porównywać ten film do dystopii albo futurystycznego koszmaru? Jak najbardziej. Szkoła pokazana przez Gavrasa przypomina świat, w którym indywidualność została zastąpiona przez zbiorową tożsamość. Chłopcy poruszają się razem, reagują razem, tworzą niemal jeden organizm. Nawet kiedy wybuchają emocje, nadal wygląda to jak część jakiegoś większego mechanizmu.

Jednocześnie trudno mi ocenić, czy film krytykuje ten stan, czy może pokazuje pewnego rodzaju fascynację nim. Myślę też, że to bardzo charakterystyczne dla dobrych dzieł wizualnych. Nie podają bowiem prostych odpowiedzi moralnych.

Właśnie dlatego STORM tak mocno dało o sobie znać w mediach społecznościowych. W epoce krótkich filmików, treści konsumowanych przez kilka sekund i milionów pozbawionych sensu treści generowanych przez AI nagle ogromną popularność zdobywa coś, co jest dziwne, powolne i wymagające interpretacji. Oglądamy ten film wielokrotnie, analizując pojedyncze sceny, rozpisując symbolikę i próbując zrozumieć, co właściwie czujemy podczas seansu.

Być może STORM nie miało opowiadać konkretnej historii. Może miało wywołać dokładnie ten stan emocjonalnego napięcia, który zostawał ze mną za każdym razem po zakończeniu filmu. Niepokój wymieszany z zachwytem.

To jeden z tych projektów, które pokazują, że teledysk nadal może być pełnoprawną formą sztuki audiowizualnej. Nie dodatkiem promującym singiel, ale czymś znacznie większym. Filmem, który zostawia trwały ślad w kulturze i to nie tylko tej internetowej.

Czytaj też: Hollywood uwielbia iluzję, ale nie chce nagradzać AI. Oscary doprecyzowały zasady i uważam, że to świetna wiadomość

M

Matylda Kondej

Więcej tekstów autora→

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Udostępnij
FacebookX