Gigantyczne zapasy słodkiej wody pozostawały nieznane ludzkości. Wielkie odkrycie pod Atlantykiem

Tuż za zatłoczonymi plażami i tętniącymi życiem metropoliami wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, pod grubą warstwą słonej wody, kryje się geologiczna niespodzianka. Naukowcy zidentyfikowali tam formację, która może znacząco wpłynąć na sposób myślenia o zasobach hydrologicznych tego regionu. Badacze szacują, że pod dnem oceanicznym spoczywa ogromny zbiornik wody zdatnej do picia. Jego objętość jest tak duża, że gdyby udało się ją wykorzystać, mogłaby zabezpieczyć zapotrzebowanie takiego miasta jak Nowy Jork na wiele stuleci.
...

Skarb z czasów, gdy poziom oceanów był znacznie niższy

Zasób ten nie jest młody. Jego pochodzenie sięga ostatniego zlodowacenia, sprzed około 20 tysięcy lat. W tamtym okresie ogromne masy lodu były uwięzione w lądolodach, co spowodowało, że globalny poziom mórz był niższy o ponad 120 metrów. Obszary, które dziś są dnem morskim, stanowiły wtedy część lądu. Opady atmosferyczne oraz woda z topniejącego lodu infiltrowała w głąb, tworząc rozległe warstwy wodonośne. Gdy klimat się ocieplił, a lądolody zaczęły ustępować, poziom oceanów podniósł się i słona woda zalała te tereny. Słodka woda, uwięziona w porowatych skałach osadowych, pozostała jednak na swoim miejscu. Przetrwała do dziś, skutecznie odizolowana od otaczającego ją oceanu przez nieprzepuszczalne warstwy iłowców. To naturalne uszczelnienie działało jak kapsuła czasu, zachowując wodę w niemal niezmienionym stanie.

Czytaj też: 12 bomb atomowych zrzucanych co sekundę. Pojawiły się przerażające informacje o oceanach Ziemi

Sam fakt istnienia tego zbiornika to tylko początek historii. Jego praktyczne wykorzystanie stawia przed nami szereg poważnych pytań technologicznych i ekonomicznych. Aby dostać się do wody, konieczne byłoby przeprowadzenie głębokich odwiertów przez dno morskie, a następnie zbudowanie rozbudowanej infrastruktury do jej pompowania i transportu na ląd. Koszty takiej operacji byłyby astronomiczne. Niepewności dotyczą również aspektów środowiskowych. Intensywne pompowanie mogłoby zaburzyć ciśnienie w strukturze geologicznej, potencjalnie prowadząc do niekontrolowanego osiadania dna. Brakuje też danych na temat tempa, w jakim taki dawny zbiornik mógłby się naturalnie odnawiać. W praktyce, może on funkcjonować jako zasób nieodnawialny, którego eksploatacja wymagałaby niezwykłej ostrożności.

Potencjał dla globalnego bezpieczeństwa wodnego

Czytaj też: Satelity zobaczyły coś, czego nie da się wytłumaczyć wodą. Trop prowadzi 3000 km w dół

Mimo wszystkich wyzwań, dokonane odkrycie poszerza horyzonty. Sugeruje, że podobne formacje mogą istnieć u innych wybrzeży na świecie, tworząc ukrytą sieć słodkowodnych zasobów. Dla gęsto zaludnionych regionów przybrzeżnych, które często borykają się z ryzykiem braku wody pitnej, sama świadomość ich istnienia ma strategiczną wartość. W sytuacji ekstremalnej, na przykład długotrwałej suszy lub poważnego skażenia konwencjonalnych ujęć, ten podwodny rezerwuar mógłby teoretycznie stanowić awaryjne zabezpieczenie. My widzimy natomiast, że nawet w dobrze poznanych i zurbanizowanych rejonach Ziemia potrafi zaskoczyć. Kluczowe pytanie nie brzmi już „czy są tam ukryte zasoby?”, ale „czy jako ludzkość jesteśmy gotowi, zarówno technicznie, jak i etycznie, aby z nich skorzystać, nie czyniąc więcej szkód niż pożytku?”.