Firma Valve, lider rynku gier komputerowych, ma ponad 40 milionów stałych klientów i roczny przychód przekraczający miliard dolarów. Nie ma za to szefa, hierarchii ani siatki płac.

Valve Corporation założyli w 1996 r. dwaj wychodźcy z Microsoftu – 34letni wówczas Gabe Newelli nieco młodszy Mike Harrington. Nie odchodzili z imperium Billa Gatesa z pustymi rękami. Należeli do elitarnego klubu multimilionerów, więc o kapitał na rozkręcenie nowego biznesu nie musieli się martwić. „Microsoft miał tak rozbudowaną strukturę organizacyjną, że zaczynałem tracić więcej energii na poruszanie się po jej szczeblach i dostosowywanie się do różnych modeli zarządzania niż na to, czym naprawdę powinienem się zajmować” – odpowiadał Newell, pytany w wywiadzie dla „Bloomberga” o powody, dla których po 13 latach pracy zdecydował się odejść.

„Zakładając nową firmę, wiedzieliśmy, że nie wygramy, jeśli nie stworzymy czegoś zupełnie nowego. Klasyczny management sprawdza się w firmach, które działają według zinstytucjonalizowanych procedur. Tymczasem nasza branża łączy technologię z designem i artyzmem. Nie potrzebowaliśmy więc menedżerów, lecz ludzi twórczych, umiejących się odnaleźć w  każdej z  tych sfer” – opowiadał Newell. Nie brzmiało to nazbyt oryginalnie, ale Newell i Harrington nie poprzestali na sloganach o kreatywności. Rzeczywiście zbudowali firmę nową i inną niż wszystkie. W „Podręczniku dla nowo zatrudnionych” (Valve, Handbook for New Employees) ujęli to tak: „W naszej firmie nikt nie jest twoim szefem, a najbardziej nie jest nim Gabe”.