Lubimy zanurzać się w fantazji, że chodzą po tym świecie ludzie, którzy nie mają problemów. Że istnieją takie chodzące dowody na krainę szczęśliwości. Uwielbiałam myśleć, że sportowcy nie mają problemów z utrzymaniem wagi ciała, modelki z samoakceptacją, kierowcy rajdowi z jazdą samochodową a psychologowie z życiem. Projektowałam sobie wyobrażenie, że Barack Obama od zawsze świetnie występował, Krystyna Janda nie ma problemów z zapamiętaniem tekstu teatralnego trwającego dwie godziny a Marek Niedźwiecki dykcją. Otóż teraz zdradzę wam tajemnicę wszechświata: nie ma ludzi, którzy nie mają problemów czy wyzwań. To, co widzimy na wierzchu, jest najczęściej efektem ogromnej pracy wewnętrznej, której już tak łatwo nie widać.

 

Ostatnie miesiące pandemii przypomniały nam o demokratycznym charakterze chorób. Zmiany, które wprowadziła globalna pandemia dotknęły i Jennifer Lopez i mnie. I bogatych i biednych. I wykształconych i bez dyplomów. Tych, którzy pomocy potrzebują i tych, którzy tę pomoc dają. Wszystkim nam w ciągu zaledwie kilku tygodni, a nawet dni, rzeczywistość zmieniła się o 180 stopni. Zdalne nauczanie, zdalne pracowanie, zdalne świętowanie, zdalne leczenie. Zdalne wszystko.

 

Zawody, w których osią był kontakt z drugim człowiekiem, musiały się przeobrazić albo groziło im całkowite zniknięcie. Psychologowie, coachowie, trenerzy, terapeuci – czyli ci, którzy towarzyszą innym w procesie zmian, sami przeszli niezły sprawdzian. I choć można by było powiedzieć, że akurat te zawody były przygotowane od strony psychologicznej, to tak jak z grawitacją, która działa na wszystkich, tak i tu lęk, żal, złość czy frustracja zaglądały nam nie raz coachom, terapeutom, nauczycielom duchowym do serc.

 

Ci z nas, którzy mieli wynajmowane gabinety, musieli z nich zrezygnować. Ci którzy całe kliniki musieli zmienić formułę płatności. Część pacjentów czy klientów straciło pracę, więc i budżety na działania rozwojowe zostały okrojone. Klienci indywidualni sparaliżowani niepewnością rezygnowali z wizyt. Firmy rezygnowały albo zamroziły działania szkoleniowe. A terapeuci niektórych nurtów terapii pracy z ciałem stanęli przed totalnym nieznanym, bo jak prowadzić pięknie terapeutyczne warsztaty tańca 5 rytmów™, kiedy łączy nas zoom.

 

Piszę o tym dlatego, żeby nam wszystkim przypomnieć, że choć być może byłam lepiej przygotowana psychologicznie czyt. emocjonalnie, niż przeciętna osoba inwestująca w rozwój własny w tym kraju, ale to nie znaczy to, że nie miałam momentów trudnych. Czy płakałam? Płakałam. Czy się martwiłam? Martwiłam. Czy boksowałam z niepewnością? A i owszem. Czy zarwałam nocy dwie czy trzy? Nawet więcej. Czy moje ciało się spinało? Jak łańcuch.

 

Różnica tylko jest pewnie taka, że jestem bardzo świadoma swoich uczuć i tego, co się ze mną dzieje szczególnie w tych trudnych momentach. Dzięki temu potrafię dość sprawnie zarządzać tym, co jest a to oznacza, że po burzach i wichrach szybciej wracam do formy. Znam siebie i znam sposoby, które mi pomagają ale nie mam jakiejś tajemnej mocy, która sprawia, że rzeczywistość mnie omija. Nie omija. A nawet więcej przychodzi i zawsze stawia pytanie, które zaczerpnęłam z koncepcji transformującej obecności Alana Seala: Do czego Asiu zaprasza cię ta sytuacja? Kim się dzięki niej stajesz? I choć to cholernie trudne pytanie, kiedy kalendarz na marzec złożył się jak domek z kart, to teraz wiem, że pandemia zaprosiła mnie do utwierdzenia się w myśli, że pracy wewnętrznej nie można odkładać na potem. Bo ta praca wewnętrzna przydaje się teraz, nie potem.

 

To, co możemy robić wszyscy, do czego psychologiem wcale nie trzeba być to:

1. Nie zostawać z wyzwaniami samemu. Wygadać się do przyjaciela, koleżanki, terapeutki, superwizorki, księdza, nauczyciela jogi. A jeśli nie do człowieka, to piszmy, rysujmy, tańczmy. Wyrażajmy to, co w środku na zewnątrz.
2.  Na lęk praktykować wdzięczność. Nigdy nie jest tak, że nie mamy choć jednej małej rzeczy za którą możemy być wdzięczni. I zaklinam wszystkich sceptyków. Dajcie tej metodzie tydzień. Codziennie na koniec dnia przynajmniej trzy rzeczy, za które jesteście wdzięczni. Zobaczycie efekt po tygodniu. A jeśli nie, to poszukamy innej metody ;)
3. A jak wam pomaga, to przeklinajcie (nie obrażając oczywiście nikogo) – ale to dobry sposób redukcji napięcia. Serio serio.