Zasada zen

Skoro zen nie jest religią ani nawet filozofią, trudno przypisać jej konkretną formę i strukturę. Na szczęście istnieje kilka zasad, na których można się oprzeć. Po pierwsze to bardziej podejście do życia niż zestaw wierzeń. Jego podstawą jest spokój, który płynie z bycia częścią czegoś więcej niż pojedyncze „ja”. Opiera się na przekonaniu, że cały świat jest jednością. Zen oznacza przede wszystkim życie „tu i teraz” i pełne doświadczanie rzeczywistości, z czym oczywiście wiąże się dystans do pędu współczesnego życia i do materialnego świata.

„Dlaczego życie zdaje nam się tak frustrujące? Wcale nie z powodu bliskości śmierci czy bólu, lęku czy głodu, ale przez ciągłe kręcenie się, szum i szalone próby oderwania się od doświadczania »ja«, od bycia obecnym w czasie teraźniejszym.

Żeby zrozumieć muzykę, musisz jej słuchać. Ale tak długo, jak myślisz: »Teraz słucham muzyki«, tak naprawdę wcale jej nie słuchasz. W sensie materialnym nie ma, nigdy nie było i nie będzie niczego innego jak teraźniejszość” – tak o uważności, która jest częścią praktyki zen, Watts pisał w książce
„The Wisdom of Insecurity” („Mądrość niepewności”).

„Zen jest jednocześnie pełnią i pustką, wszystkim i niczym” – mówi jedno z chińskich przysłów. To paradoks, ale tylko częściowy. Chodzi w nim tylko o to, żeby otworzyć się na to, co znajduje się poza etykietami, stereotypami i rozproszeniem, które funduje nam cywilizacja, a zwłaszcza technologia.

Pies Joko nie cierpi

W głośnej książce „Zen na co dzień, miłość i praca” Charlotte Joko Beck, ekscentryczna amerykańska buddystka, podkreślała, jak ważne w odnalezieniu sensu życia jest cierpienie.

Praktyka zen ma główne zadanie: ułatwienie człowiekowi życia. Ale nie uniknięcie bólu! „Ból jest częścią istnienia” – pisze Joko i przypomina, że przecież już Budda mówił, że „wszyscy tak samo cierpimy”. „Tylko mój pies nie martwi się o sens istnienia!” – dodaje Joko pocieszająco.

I rzeczywiście, większość z nas rozumie, że w życie wpisane są trudności, ale że wypełnia je też przecież dużo więcej: miłość, radość, zmiana. Według myślenia zen, żeby znaleźć spokój wewnętrzny, należy rozwijać w sobie świadomość istnienia i doświadczać obu stron życia – tej słonecznej, ale
i mrocznej. „Ból głowy, choroba czy nieszczęście naprawdę nie muszą wpływać na jakość naszego życia” – pisała Amerykanka.

Jak żyją współcześni uczniowie zen? Wielu z nas wydaje się, że trzeba wstawać o świcie i po ascetycznym śniadaniu medytować godzinami na twardej podłodze. Ale Joko mówi tak: „Żeby żyć zgodnie z zen, nie musisz być mnichem. Możesz pracować, mieć rodzinę i bogate życie towarzyskie. Zen jest w głowie”. Chodzi więc o stworzenie mentalnych nawyków, które prowadzą do spokojnego, pełnego świadomości przeżywania świata.

Być może pamiętacie słynną książkę „Jedz, módl się i kochaj”. Istota zen zawiera się w podobnej, może nawet jeszcze prostszej formule: „Śmiej się, oddychaj i przede wszystkim zwolnij tempo”. Zasadę tę sformułował najbardziej znany – obok Dalajlamy – buddyjski mnich, 86-letni Wietnamczyk Thich Nhat Hanh. Chodzi mu o to, że dobre życie jest dużo prostsze, niż może nam się wydawać.

Jeden z mistrzów zen, XVII-wieczny chiński malarz Wu Li, podawał taką prostą receptę na szczęście: „Zanim osiągniesz oświecenie, zajmij się noszeniem wody i rąbaniem drewna. A gdy już dostąpisz nirwany, dalej noś wodę i rąb drewno”. Proste? Proste. Zen nie jest drogą do ekscytacji, ale koncentracją na codziennej rutynie.