Przewoźnicy chcą bowiem jeszcze bardziej przesuwać obecne granice. Australijskie linie Qantas przygotowują się do uruchomienia połączeń, które potrwają nawet 22 godziny i ustanowią nowy rekord światowego lotnictwa. Zanim się to wydarzy, rekordzistą pozostanie rejs Singapore Airlines z Singapuru do nowojorskiego lotniska JFK. Trasa liczy około 15 300 kilometrów i zajmuje blisko 19 godzin.
Czytaj też: Coolcation to nie fanaberia. Po prostu coraz mniej osób chce odpoczywać w piekarniku
Niewiele krótszy jest lot tej samej linii z Singapuru do Newark w stanie New Jersey. Oba połączenia opierają się na zmodyfikowanych samolotach Airbus A350-900ULR, które dzięki zwiększonemu zasięgowi mogą prowadzić tak wymagające loty bez międzylądowania. W ścisłej czołówce zestawienia przygotowanego przez Business Insider znajdują się także połączenia Qatar Airways z Dohy do Auckland, Emirates z Dubaju do Auckland, a także loty z Dallas do Melbourne oraz z Paryża do Perth.
Wszystkie wyżej wymienione przekraczają 14 000 kilometrów długości i wymagają od pasażerów nawet 17-18 godzin spędzonych na pokładzie. Rozwój nowoczesnych samolotów dalekiego zasięgu sprawił, iż liczba takich tras systematycznie rośnie. Największą rewolucję ma jednak przynieść wspomniany Project Sunrise, realizowany przez australijskiego przewoźnika Qantas. W październiku 2027 roku linia planuje uruchomienie bezpośredniego lotu z Sydney do Londynu, który potrwa około 22 godzin i obejmie dystans przekraczający 16 900 kilometrów.
Drugą rekordową trasą będzie połączenie Sydney z Nowym Jorkiem. Oba rejsy mają wyeliminować konieczność międzylądowania, skracając całkowity czas podróży pomiędzy Australią a Europą oraz Ameryką Północną. Tak ambitne przedsięwzięcie nie wzięło się rzecz jasna z powietrza (choć jest tam prowadzone). Wymagało ono opracowania specjalnej wersji samolotu Airbus A350-1000ULR. Maszyna otrzymała dodatkowe zbiorniki paliwa, zmodyfikowaną konstrukcję oraz nowy system chłodzenia. Kabinę zaprojektowano z myślą o komforcie podczas niemal całodobowego lotu.
Na pokładzie znajdzie się zaledwie 238 miejsc, znacznie mniej niż w standardowej wersji tego modelu. Dzięki temu pasażerowie będą mieli więcej przestrzeni, a w samolocie pojawią się luksusowe apartamenty pierwszej klasy, rozbudowana klasa biznes czy specjalna strefa przeznaczona do rozciągania i ćwiczeń. Dodatkowo inżynierowie postawili na inteligentne oświetlenie i odpowiednio zaplanowane serwowanie posiłków, co ma pomóc organizmowi lepiej przystosować się do zmiany stref czasowych.
Czytaj też: Koniec z walką z hotelowym żelazkiem. W kilka chwil Twoja koszula będzie znów idealna
Takie podejście do rozwoju floty wydaje się naturalną konsekwencją wzrostu zainteresowania lotami ultradługodystansowymi. Podróżni coraz częściej wolą spędzić kilkanaście godzin w jednym samolocie niż tracić czas na przesiadki, oczekiwanie na kolejny lot i dodatkowe kontrole na lotniskach. Dla przewoźników oznacza to możliwość oferowania bardziej prestiżowych usług, choć bilety na takie połączenia należą do najdroższych na rynku. W najwyższych klasach ceny mogą sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy dolarów, jednak popyt na bezpośrednie rejsy między najodleglejszymi zakątkami świata pozostaje bardzo wysoki. Sprawdza się tu znana od lat zasada: jest popyt, jest podaż.
Źródło: Business Insider
