Prokuratura Rejonowa w Lesznie bada sprawę sprzed siedmiu dekad, bo zachodzi podejrzenie, że doszło do przestępstwa na tle narodowościowym. Wiele wskazuje na to, że kobiety, których szczątki znaleziono były Niemkami. Zgodnie z polskim prawem zabójstwo ulega przedawnieniu po 30 latach, ale zabójstwo na tle narodowościowym jest uznawane za zbrodnię przeciwko ludzkości i jako takie nie ulega przedawnieniu.

– Zależy nam na ustaleniu ich [kobiet] tożsamości, ponieważ bardzo możliwe, że do dziś ktoś na przykład w Niemczech szuka swoich bliskich. Przede wszystkim jednak chcemy poznać prawdę, co do ich losu – mówi Małgorzata Handke-Maciuk z Prokuratury Rejonowej w Lesznie, w rozmowie z portalem elka.pl.

Prokuratura udostępniła zrekonstruowane portrety zmarłych, apelując o pomoc do wszystkich, którzy mogą mieć jakiekolwiek informacje na ich temat. Każdy, kto może pomóc w wyjaśnieniu ich losów, proszony jest o kontakt z prokurator Handke-Maciuk w Prokuraturze Rejonowej w Lesznie pod numerem telefonu: 65 528 65 15 lub 65 528 65 08. Prokuratura gwarantuje poufność.

Płytki grób na placu budowy

Na szczątki dwóch kobiet natrafiono w 2019 roku, kiedy na jednej z działek w dzielnicy Gronowo w Lesznie (woj. wielkopolskie) rozpoczęto prace pod nową inwestycję. Kości odkryła ekipa budowlana. Prace przerwano, a na miejsce wezwano policję. 

Funkcjonariusze policji i prokuratury ustalili, że dwa ciała, z których zostały tylko kości, zostały pochowane na głębokości 70 centymetrów, w odległości ok. 2,5 metra od siebie. W płytkim i prawdopodobnie powstałym w pośpiechu grobie nie znaleziono żadnych przedmiotów, które mogłyby wskazywać na tożsamość lub pochodzenie pochowanych osób. Śledczy nie natrafili też na żadne fragmenty odzieży. 

Jak podaje elka.pl, po wydobyciu kości przekazano do Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu, gdzie trafiły w ręce specjalistów. Ustalono, że jedne szczątki należały do kobiety w wieku 40-45 lat mającej 165 centymetrów wzrostu, a drugie do dziecka. Choć nie udało się jednoznacznie określić płci dziecka przyjęto, że była to dziewczynka w wieku ok. 11 lat, o wzroście 135-138 cm. 

Kości nie nosiły żadnych śladów urazów, które mogłyby wyjaśniać okoliczności śmierci. Ze względu na wiek, sposób pochówku i uszkodzenia szczątków nie udało się też pozyskać materiału DNA, jednak prokuratura sugeruje, że były to matka i córka - dwie Niemki z obozu, który zaraz po wojnie prowadziło w tym rejonie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. 

Przypuszczenia prokuratury potwierdził świadek, do którego udało się dotrzeć urzędnikom po tym, jak eksperci ds. komputerowej rekonstrukcji twarzy odtworzyli wygląd kobiety i dziewczynki. 

– Kiedy pokazaliśmy mu portrety rozpoznał je natychmiast i bez cienia wątpliwości powiedział, że to matka i córka, które znał: Niemki z obozu w Gronowie – przyznaje Handke-Maciuk. 

Więźniarki z obozu pracy 

Dawny obóz w Lesznie-Gronowie (Lager Grune) działał w latach 1940-1952. Początkowo funkcjonował jako osiedle niemieckie, a po zakończeniu wojny pieczę nad nim przejęło Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, które przekształciło go w obóz pracy. Trafiali tu Niemcy i „niemieccy kolaboranci” - zarówno mężczyźni, jak i kobiety z dziećmi. W 1950 roku obóz ponownie przeszedł transformację i do 1952 funkcjonował jako Ośrodek Pracy Wychowawczej dla skazanych kobiet. 

Prawdopodobnie kobiety, których szczątki znaleziono, były więźniarkami tego obozu, choć pochowano je poza granicami Lager Grune. Lokalne media sugerują, że miejsce pochówku oznacza, że mogły paść ofiarami przestępstwa. Powołują się przy tym na dane historyczne mówiące, że w obozie nie dochodziło do celowego zabijania więźniów. Większość zgonów była spowodowana złymi warunkami sanitarnymi i chorobami.

„Wiadomo jednak, że więźniowie byli wynajmowani do pracy, również w prywatnych gospodarstwach rolnych w okolicach Leszna. Często ich traktowanie dalekie było od przyzwoitego: padali ofiarą odwetu za niemieckie rządy pełne terroru i upokorzeń” - podaje elka.pl. 

– Nie udało się ustalić przyczyny zgonu, nie wiadomo więc, czy była ona naturalna, czy kobiety padły ofiarą przestępstwa. Z zeznań świadka wynika, że widział je w 1949 lub 1950 roku, czyli pod koniec funkcjonowania obozu MBP – wyjaśnia Handke-Maciuk.

Obecnie prokuratura poszukuje informacji o ofiarach w dokumentach obozowych. Te jednak znajdują się w archiwach w całej Polsce, co znacznie utrudnia dochodzenie. Śledczy liczą na  odnalezienie obozowej księgi wejść i wyjść, w której mogłyby figurować nazwiska więźniarek.