I owszem, można dokładać kolejne kosmetyki. Żyjemy w czasach, w których mamy dostęp do wielu naprawdę dobrych produktów. A więc może jakieś serum, jakaś maseczka albo kremik… Jednak przez lata wypracowałam sobie kilka praktyk, które sprawiają, że jestem spokojniejsza o stan swojej skóry latem. Nie każda z nich jest odkrywcza i żadna nie daje efektu bez systematyczności. Razem sprawiają jednak, że moja skóra wygląda spokojniej, bardziej świeżo, a ja sama po prostu lepiej się dzięki nim czuję.

1. Codzienny SPF
To najważniejsza zmiana, jaką wprowadziłam w swojej letniej pielęgnacji. Kiedyś używałam kremu z filtrem tylko na plaży. Dzisiaj nakładam go zawsze wtedy, gdy wychodzę na dwór.
Promieniowanie UV nie znika tylko dlatego, że dzień jest pochmurny albo większość czasu spędzam w domu. A co dzieje się latem? Można to sobie wyobrazić… Dlatego traktuję filtr jako ostatni etap porannej pielęgnacji, a nie jako kosmetyk na plażing-smażing.
Nie chodzi tylko o opaleniznę, (a raczej spaleniznę) ale także o ochronę przed przedwczesnym starzeniem się skóry. Widzę też, że regularne stosowanie SPF pomaga ograniczyć pojawianie się nowych przebarwień i zapobiega pogłębianiu tych, które już mam. Dla mnie to naprawdę najważniejszy etap porannej pielęgnacji latem.
Czytaj też: Krem z filtrem przestał być przykrym obowiązkiem. To może być najlepsza zmiana w pielęgnacji
2. Mniej kosmetyków, więcej naturalności
Latem moja skóra nie potrzebuje mocnego makijażu. Ciężki krem, olejek, kilka rodzajów serum i bogata baza pod makijaż bardzo szybko zaczynają spływać po mojej twarzy.
Dlatego ograniczam makijaż do absolutnego minimum. Krem BB, kilka kropel korektora, tusz do rzęs, poprawione brwi, a resztę zostawiam słońcu.
3. Nawodnienie
Latem łatwiej się odwodnić, bo dużo się pocimy. Dlatego staram się regularnie pić wodę i nie czekać, aż naprawdę poczuję pragnienie.
Nie wierzę jednak w to, że kilka dodatkowych szklanek wody to antidotum na piękną twarz. Wygląd skóry zależy od wielu czynników, a samo nawodnienie nie zastąpi pielęgnacji, snu czy ochrony przed słońcem. To nic odkrywczego, lekarze już od lat zachęcają do tego, żeby dbać o odpowiednie nawodnienie.
Mimo to widzę, że kiedy piję latem za mało, moja skóra wygląda na bardziej przesuszoną. Sama też wówczas nie najlepiej się czuję. Picie odpowiedniej ilości wody pomaga mi utrzymać lepsze samopoczucie, a to często widać również na mojej twarzy.
4. Przed wyjazdem nie eksperymentuję
Sama po sobie wiem, jak wizja urlopu lub wyjazdu w fajne miejsce latem skłania do wypróbowania jakiegoś peelingu albo intensywnego serum. W końcu chcę, żeby skóra wyglądała jak najlepiej.
Nauczyłam się jednak, że to nie jest dobry pomysł. Chwila przed urlopem to nie czas na eksperymenty.
Dlatego latem, szczególnie przed wakacjami, wybieram produkty, które znam i które już wcześniej dobrze się u mnie sprawdziły. Naprawdę dużo bardziej wolę przewidywalny efekt niż ryzyko, że nałożę na twarz coś, co mi totalnie zaszkodzi.

5. Wieczorna pielęgnacja
Latem na twarzy może gromadzić się więcej niż zwykle. Krem z filtrem, makijaż, pot, sebum, słona woda, kurz i zanieczyszczenia tworzą warstwę, której lepiej nie zostawiać na noc. Ja wiem, wiem, czasami są takie dni, szczególnie na wyjeździe, że nam się nie chce. Ale u mnie poza takimi małymi wyjątkami naprawdę sprawdza się regularność.
Dlatego wieczorne oczyszczanie traktuję serio. Najpierw dokładnie oczyszczam skórę, a potem dbam o jej nawilżenie.
Nie szoruję skóry i nie myję jej kilka razy pod rząd, wycierając na końcu ręcznikiem. Wierzę, że dobre oczyszczenie nie powinno oznaczać pieczenia, zaczerwienienia ani uczucia ściągnięcia. Dla mnie największą różnicę robi wspomniana wcześniej regularność, a nie agresywność i napinka na to, żeby codziennie zrobić to idealnie.
Czytaj też: Składnik, o którym mówi dziś cały świat beauty. Czym są egzosomy?
6. Dbam o sen
To chyba najważniejszy dla mnie punkt. Skutki insomnii są u mnie widoczne od razu. Po nieprzespanej nocy moja skóra wygląda gorzej niezależnie od tego, jak pięknie się później pomaluję.
Latem łatwo rozregulować rytm dnia – ja co roku nie mam z tym najmniejszego problemu. Wieczory są dłuższe, więcej czasu spędzam poza domem, a wysoka temperatura utrudnia mi zasypianie. Kiedy śpię za krótko, szybko widzę cienie pod oczami, szary koloryt i większą podatność na podrażnienia.
Staram się nie traktować snu jako rzeczy, którą można bez końca pomijać i traktować po macoszemu. Jedna spokojna noc często robi dla mojego wyglądu więcej niż kolejna maseczka.
7. Nie dotykam twarzy bez potrzeby
Latem często dotykam twarzy. Ocieram pot, poprawiam okulary przeciwsłoneczne i odgarniam włosy rozwiane przez wiatr. Każdy z tych gestów wydaje się niewinny, ale pod koniec dnia skóra może być bardziej podrażniona.
Staram się więc ograniczać dotykanie twarzy i zamiast rozcierać pot, delikatnie osuszam skórę czystą chusteczką. Regularnie myję też pędzle do makijażu, gąbki i okulary.
8. Regularnie myję okulary przeciwsłoneczne
Latem okulary przeciwsłoneczne mam na twarzy praktycznie codziennie. Dotykam je dłońmi, poprawiam, odkładam do torebki, a oprawki mają ciągły kontakt ze skórą, potem, kremem z filtrem i makijażem.
Dlatego staram się regularnie je myć, nie tylko przecierać szkła. Mam wrażenie, że ten brud, odciski palców, jednak często widać i to, że postanowiłam częściej je myć, naprawdę ma sens. Zwracam uwagę także na noski i zauszniki, bo to właśnie te elementy przez wiele godzin dotykają twarzy i zbierają makijaż. To drobiazg, ale mam wrażenie, że latem takie rzeczy naprawdę robią różnicę.

9. Domalowuję sobie kilka piegów
To pewnie najmniej spodziewany punkt z całej listy, ale jeden z moich ostatnio odkrytych. Latem lubię domalować sobie kilka piegów przy nosie. Biorę przeznaczony do tego pisak (dostępny w wielu drogeriach) i stawiam kilka drobnych kropek tam, gdzie naturalnie mogłoby je zostawić słońce.
To naprawdę szybki sposób na zmianę wyglądu twarzy. Piegi kojarzą mi się z latem, słońcem i bardziej lekkim makijażem. Nie próbuję tworzyć ich zbyt wielu ani układać idealnie. Wolę, kiedy wyglądają trochę nieregularnie i naturalnie. I to serio wprowadza mnie w jakiś taki wakacyjny nastrój.
Czytaj też: Mają 8 lat i używają kosmetyków przeciwzmarszczkowych. Czym jest kosmetykoreksja?
10. Dbam o zapanowanie nad alergią
Latem bardziej niż zwykle dbam też o to, żeby stosować się do zaleceń lekarza dotyczących mojej alergii. Wiem po sobie, że kiedy ją zaniedbuję, szybko widać to na twarzy. Oczy w moment stają się spuchnięte, skóra wokół nich wygląda na bardziej zmęczoną, a ja sama czuję się przez to zdecydowanie gorzej. Więc postanowiłam: latem biorę się w garść.
I nie daję moim objawom się rozhulać. Jestem pod opieką lekarza, więc szczególnie pilnuję zaleconego postępowania i nie próbuję na własną rękę cokolwiek zmieniać. U mnie największą różnicę robi po prostu regularność i trzymanie się tego, co wcześniej ustaliłam z lekarzem.
Latem skóra nie potrzebuje perfekcji
Przez długi czas wydawało mi się, że latem powinnam robić więcej. Mocniej oczyszczać, bo przecież tyle biega się po dworze. Albo, że powinnam częściej złuszczać, intensywniej nawilżać i jeszcze dokładniej ukrywać każdą niedoskonałość.
Dzisiaj robię odwrotnie, a przy tym mniej zawile. Upraszczam pielęgnację, chronię skórę przed słońcem, dokładnie zmywam kosmetyki i staram się nie przeszkadzać jej bardziej, niż jest to konieczne. I to mi pomaga.
Największą różnicę robią u mnie rzeczy, które są mało wow, ale faktycznie powtarzalne. Krem z filtrem nakładany codziennie, delikatne oczyszczanie, odpowiednia ilość snu i rezygnacja z niepotrzebnych eksperymentów – to mogłoby się wydawać niewiele. W praktyce działa na mnie jednak lepiej niż większość (często droższych) rozwiązań, których próbowałam przez lata.
Czytaj też: Algorytm dobierze balsam do nóg i ramion. Wygoda czy kolejny powód do kompleksów?
