Żyjemy na planecie żywiołów i to nie tylko tych, które widać gołym okiem. O ile człowiek potrafi już dziś przewidzieć – z pewnym wyprzedzeniem i w miarę precyzyjnie – atak huraganu, wylew rzeki czy nawet upadek meteorytu, kataklizmy natury geologicznej pozostają tajemnicą niemal do ostatnich sekund przed nadejściem. Co ciekawe, na intensywność tego typu zjawisk wpływ mogą mieć nie tylko czynniki oddziałujące wewnątrz naszej planety. Zaobserwowano na przykład, że wybuchy wulkanów położonych w rejonach nadmorskich zdarzają się częściej przy wzroście poziomu wody, która, zachodząc na brzeg, swym ciężarem wyciska lawę spod skorupy. Jednak w większości przypadków nauka ma bardzo blade pojęcie o mechanizmie powstawania takich zjawisk i nie pomogło tu nawet zaprzęgnięcie do pracy najpotężniejszych superkomputerów. Oto minikatalog tego, co nam może – i to w każdej chwili – zrobić Matka Ziemia.

TRZĘSIENIA – DEMOLKA NA WYBRZEŻU


To z pewnością pierwszy typ geokatastrofy, jaki przychodzi na myśl. Ludzkość boryka się z nim od zarania dziejów. Zdaniem starożytnych Greków żywiołem tym władał bóg Posejdon – pan mórz. I jest to jak najbardziej uzasadnione, ponieważ strefy sejsmiczne rozciągają się głównie wzdłuż miejsc styku płyt litosfery, a te często znajdują się przy wybrzeżach. Płyty cały czas są w ruchu, każde ich zderzenie odczuwamy na powierzchni jako lekki wstrząs. Co jakiś czas blokują się wzajemnie. Ponieważ ich ruch nie ustaje, powstające naprężenia generują gigantyczną energię, która musi w końcu znaleźć ujście... Jednym z „punktów zapalnych” od dawna znanych sejsmologom jest zachodnie wybrzeże USA, z owianym złą sławą uskokiem San Andreas. Powodem jest usytuowanie regionu na styku dwóch płyt tektonicznych: północnoamerykańskiej i pacyficznej. W 1906 roku trzęsienie ziemi o magnitudzie 7, 9 obróciło w ruinę San Francisco. Badacze ostrzegają, że w ciągu najbliższych 25 lat Amerykanom grozi tragiczna powtórka z historii. Tym razem mieszkańcy regionu mogą spodziewać się trzęsienia o magnitudzie 6,7. Katastrofie nie uda się zapobiec ani przewidzieć jej co do dnia. Mając dane o budowie geologicznej regionu i superkomputery do dyspozycji, naukowcy starają się prognozować wersję zdarzeń jak najbliższą temu, co rzeczywiście nastąpi. Z każdym rokiem ulepszane są systemy alarmowe, które będą zdolne ostrzegać ludzi, choćby tylko na kilkadziesiąt sekund przed nadejściem kataklizmu. Równie aktywną sejsmicznie częścią świata są Wyspy Japońskie, gdzie występuje aż 20 proc. silnych wstrząsów notowanych na świecie. Co roku 1 września odbywają się tam ogólnokrajowe ćwiczenia ludności. Datę wybrano dla upamiętnienia gigantycznego kataklizmu z 1923 roku, który pochłonął 140 tysięcy mieszkańców Tokio i okolic. W innych rejonach Dalekiego Wschodu bywa pod tym względem równie niebezpiecznie.

WULKANY – TRUCICIELE ATMOSFERY


Spośród kilkudziesięciu tysięcy wulkanów na świecie czynnych znamy zaledwie 600. Tragiczne erupcje – jak zagłada Pompejów – zdarzają się rzadko i są tylko echem tego, co potrafi nasza planeta. Nawet eksplozja, która ok. 3,5 tys. lat temu dosłownie rozerwała leżącą na północ od Krety wyspę Santoryn i zdaniem archeologów unicestwiła cywilizację minojską, nie zagroziła poważnie całemu gatunkowi Homo sapiens. Co innego erupcja wulkanu Toba na Sumatrze sprzed 74 tys. lat. Objętość tzw. materiału piroklastycznego, czyli wyrzuconej w powietrze mieszaniny pyłów, popiołów i pumeksu, przekroczyła wtedy prawdopodobnie 2,8 tys. km3! Na skutek blokady promieni słonecznych doszło do globalnego ochłodzenia klimatu. Część antropologów sądzi, że poszkodowani zostali wtedy praludzie z Afryki Wschodniej. Ich wspólnota była jeszcze tak mała, że kataklizm niemal ją zgładził. Aby przetrwać, musieli szukać innych siedzib – rozpoczęli wędrówkę poza Czarny Ląd.

Wulkany wielokrotnie zmieniały tory ewolucji życia na Ziemi – może nawet częściej, niż do niedawna sądziliśmy. Według jednej z teorii wielkie wymieranie dinozaurów sprzed 65 mln lat nie było spowodowane uderzeniem asteroidy. Areną dramatu był teren dzisiejszej wyżyny Dekan w Indiach, gdzie spod ziemi wydostało się tyle lawy, że po zastygnięciu utworzyła warstwę grubości 2 km. Geolog Dewey Mclean z USA uważa, że potężny wulkan wyrzucił do atmosfery ilość gazu i pyłu zdolną zachwiać równowagę ekosystemu całej planety.

Czy któryś z tych scenariuszy może się powtórzyć? Zdaniem wulkanologa Michaela F. Sheridana – tak. Przestudiował przypadki erupcji Wezuwiusza z ostatnich 25 tys. lat. Wulkan budzi się gwałtownie mniej więcej co 2 tys. lat. Ostatni, pamiętny wybuch miał miejsce w 79 r. n.e. Kolejny może nastąpić lada moment. Niewesoło wygląda też sytuacja w USA. Na terenie parku Yellowstone gigantyczne erupcje zdarzają się co 600–700 tysięcy lat, naukowcy znaleźli ślady trzech. Gdy megaerupcja się powtórzy, do atmosfery dostaną się ponad 2 mld ton kwasu siarkowego. Temperatura na Ziemi spadnie o 12–16 stopni.

TSUNAMI – NADCHODZI WIELKA FALA