Świat nauki jest w tym przypadku dość zgodny: możliwość przenikania chorób roślin do organizmu człowieka jest znikoma, a takie przypadki – niezwykle rzadkie. Ekspertyzy medyczne pokazują zarazem, że granica między światem ludzi a światem patogenów roślinnych nie jest całkowicie nieprzekraczalna.
Czytaj też: Wieś czy miasto – gdzie tak naprawdę chcę mieszkać?
Przez dekady biolodzy byli przekonani, iż wirusy, bakterie i grzyby atakujące rośliny są zbyt wyspecjalizowane, by mogły stanowić zagrożenie dla człowieka. Wynika to przede wszystkim z ogromnych różnic biologicznych między komórkami roślinnymi a ludzkimi. Patogeny roślin nauczyły się przebijać przez ściany komórkowe zbudowane z celulozy i hemicelulozy, podczas gdy ludzkie komórki chronione są przez błony lipidowe oraz skomplikowany układ odpornościowy. Dodatkowo temperatura ludzkiego ciała okazuje się dla wielu drobnoustrojów roślinnych zwyczajnie zbyt wysoka, aby mogły przetrwać.
Mimo tych naturalnych barier medycyna zna już przypadki, które zaskoczyły nawet specjalistów. Jednym z najgłośniejszych był opisany w Indiach przypadek 61-letniego mykologa, który przez lata badał grzyby rozwijające się na roślinach i martwym drewnie. Mężczyzna zgłosił się do lekarzy z przewlekłym kaszlem, chrypką i problemami z przełykaniem. Badania wykazały obecność ropnia w okolicy tchawicy. Analiza laboratoryjna ujawniła, iż przyczyną infekcji był grzyb Chondrostereum purpureum, odpowiedzialny za srebrzystość liści u roślin. Był to pierwszy udokumentowany przypadek zakażenia człowieka tym patogenem.
Ryzyko przejścia patogenu roślinnego na człowieka wydaje się bardzo niewielkie
Lekarze podejrzewają, że wieloletnie wdychanie zarodników umożliwiło grzybowi przedostanie się do organizmu pacjenta. Choć mężczyznę udało się wyleczyć lekami przeciwgrzybiczymi, przypadek wywołał szeroką dyskusję w środowisku naukowym. Eksperci zwracają uwagę, iż zmiany klimatyczne mogą zwiększać zdolność niektórych patogenów do przystosowywania się do wyższych temperatur, co potencjalnie osłabia jedną z najważniejszych naturalnych barier chroniących ludzi przed chorobami roślinnymi.
Ale nie popadałbym tu w nadmierną panikę. Co innego przeciętny człowiek, który wchodzi w kontakt z roślinami z typową częstotliwością, a co innego naukowiec robiący to zawodowo i na znacznie większą skalę. Nie ma więc co płakać na widok chorej rośliny czy spleśniałego liścia – no chyba, że ze smutku. Większość patogenów roślinnych pozostaje całkowicie niegroźna dla zdrowych ludzi. Problem pojawia się głównie u osób z osłabioną odpornością, chorobami przewlekłymi lub po ciężkich terapiach medycznych. W takich przypadkach nawet drobnoustroje normalnie nieszkodliwe mogą wywoływać poważne infekcje.
Czytaj też: Co z tym koszeniem trawy? Eksperyment naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego rozstrzyga wieloletni spór
Szczególną uwagę ekspertów zwracają bakterie, które potrafią funkcjonować zarówno w środowisku roślinnym, jak i ludzkim. Jedną z nich jest Pseudomonas aeruginosa, bakteria powodująca miękką zgniliznę niektórych warzyw, a jednocześnie znana z wywoływania groźnych zakażeń szpitalnych. Może atakować płuca, drogi moczowe oraz krew osób z obniżoną odpornością. Podobnie działa bakteria Burkholderia, występująca między innymi w cebuli i ryżu, która w pewnych okolicznościach prowadziła do ciężkich zakażeń u pacjentów cierpiących na mukowiscydozę.
A co z wirusami? Dotychczas nie ma dowodów na to, by te związane z roślinami mogły wywoływać u ludzi typowe choroby zakaźne, jednak pojawiły się badania sugerujące, że mogą one oddziaływać na organizm człowieka bardziej, niż sądziliśmy do tej pory. Francuscy badacze analizowali obecność wirusa atakującego paprykę w próbkach pobranych od ludzi. RNA wirusa znajdowało się w ludzkim kale, a osoby, u których występowało, częściej zgłaszały objawy takie jak gorączka czy świąd skóry. Nie ma jednak dowodów na bezpośredni związek przyczynowy, choć odkrycie pokazało, że wirusy roślinne mogą przetrwać w ludzkim układzie pokarmowym.
