Oto, co moim zdaniem, powinniśmy zrobić. Powinniśmy ocalić 100 tys. istnień ludzkich. I powinniśmy tego dokonać w ciągu osiemnastu miesięcy. "Ileś" nie jest liczbą, a "wkrótce" nie jest terminem. Oto liczba: 100 tys. Oto termin: 14 czerwca, dziewiąta rano”

– tak na jednej z konferencji zdrowotnych Donald Berwick, lekarz i dyrektor generalny amerykańskiego Instytutu Poprawy Opieki Zdrowotnej (ang. IHI), rozpoczął zmianę w medycynie. Jego historię opisali w bestsellerze „Pstryk. Jak zmieniać, żeby zmienić” Chip i Dan Heathowie, konsultanci, którzy doradzali takim firmom jak Microsoft czy Nike.

Naukowcy z IHI przeanalizowali opiekę nad pacjentem, używając narzędzi do oceny jakości samochodów schodzących z linii produkcyjnej. Wynik nie był dobry: „wskaźnik wadliwości” sięgał jednego błędu na 10 przypadków, co oznaczało np., że co dziesiąty pacjent nie dostaje leków o zaleconej porze. W dużej skali oznaczało to co roku śmierć dziesiątek tysięcy ludzi. Aby jej zapobiec, IHI zaproponował sześć konkretnych działań, m.in. szczegółowe procedury na różne sytuacje medyczne.

W ciągu dwóch miesięcy wyzwanie podjęło tysiąc szpitali. Zespół IHI pomagał pracownikom wdrożyć nowe procedury: wytyczne i szkolenia, zachęcał przedstawicieli szpitali, które szybko odniosły sukces, aby pełnili funkcję „mentorów” dla szpitali, które dopiero przyłączały się do kampanii. Zmiany nie były łatwe, bo wymagały przezwyciężenia nawyków i schematów, które gościły tam od dziesięcioleci, budziły rozdrażnienie u wielu lekarzy traktujących je jak ograniczenia. Ale sukces szpitali, które wdrożyły program, zachęcał kolejne. 

Dokładnie 14 czerwca 2006 r. o dziewiątej rano Berwick ogłosił wyniki: „Szpitale, które włączyły się do kampanii, uratowały od śmierci około 122 tys. osób i co równie ważne, zaczęły wdrażać nowe standardy, które nadal będą ratować życie i poprawiać wyniki pracy służby zdrowia”. Słuchacze wpadli w euforię.

Zmiany bywają łatwe i trudne – przekonują autorzy „Pstryka”. Czy czujecie to nieprzyjemne swędzenie, gdy myślicie o Nowym Roku? Wydawałoby się, że nie ma nic przyjemniejszego niż spotkanie z przyjaciółmi, wspólny szampan. A dla ilu z was ta noc zamieni się w nieprzyjemne rozliczenie z niespełnionych – po raz kolejny – noworocznych obietnic? W cichą towarzyską „grę w upokorzenia”, niewinne z pozoru pytania: „Jak tam, Marysiu, twoja własna firma?”, „Widzę, Stefan, że jednak nie rzuciłeś palenia?”. I co roku te same wymówki: „Było dużo innych zleceń”, „Dzieci dużo chorowały”, „Na rynku jest kryzys, nie warto teraz iść na swoje”. Ale za rok – za rok to już musowo!

KROK ZA KROKIEM

Leo Babauta radzi, by wprowadzać tylko jedną zmianę naraz, by były one drobne i by cieszyć się każdym postępem. JAK?

•  Wyznacz pewien czas każdego dnia na nieodkładanie na później. Zacznij od 5 minut pierwszego i drugiego dnia oraz 10 w dniach od 3 do 7. Wyznacz konkretną porę, np. 9 rano.

•  Przed startem wybierz ważne zadanie. Tylko jedno. Musisz nad nim pracować 5 minut.

•  Pozbądź się tego, co cię rozprasza. Wyłącz przeglądarkę, załóż słuchawki, jeśli tego potrzebujesz. Zrób to wszystko przed 9.

•  Kiedy przyjdzie pora, skup się na zadaniu.

•  Kiedy poczujesz pokusę, by zająć się czymś przyjemniejszym, zatrzymaj się. Nie działaj pod jej wpływem, obserwuj. Można czuć pokusę, ale ważne jest to, by się nauczyć, że nie ma ona nad tobą władzy. Obserwuj pokusę, nawet jeśli sprawia ci to trudność, oddychaj, a potem wróć do wykonywanego zadania.