Na przełomie XIX i XX wieku Daleki Wschód przypominał beczkę z prochem. Wielkie mocarstwa dążyły do jak największego wzmocnienia stanu posiadania w tym rejonie, niejednokrotnie wchodząc sobie w paradę. Tak było w przypadku Japonii i Rosji. Po krwawo stłumionym przez zagranicznych interwentów powstaniu bokserów Rosjanie na dobre rozgościli się w położonej na północy Chin Mandżurii. Do tej obfitującej w surowce naturalne krainy szybko zaczęły napływać rosyjskie pieniądze, szczególnie rozbudowywano infrastrukturę kolejową. Pojawili się tu również carscy żołnierze. Co gorsza, Mikołaj II zaczął łakomie zerkać w kierunku kontrolowanej przez Japończyków Korei. W 1903 roku rosyjscy robotnicy przystąpili do wyrębu drzew po koreańskiej stronie granicy. Tego było już dla rządu Kraju Kwitnącej Wiśni za wiele. Początkowo próbował rozwiązać konflikt drogą dyplomatyczną, równocześnie jednak szykował się do ewentualnego starcia z Rosją.

DWUGŁOWY ORZEŁ I SAMURAJE

Długotrwałe pertraktacje spełzły na niczym. Rosjanie nie traktowali swoich partnerów poważnie, zakładając, że „azjatyckie małpy” (jak pogardliwie nazywał Japończyków car) s nie odważą się rzucić wyzwania potężnemu | imperium. Japończycy byli jednak dobrze przy-1 gotowani do wojny, już w roku 1902 zawarli f sojusz z Wielką Brytanią. Niebawem - dzięki pomocy Jacoba Schiffa, amerykańskiego | finansisty o żydowskich korzeniach, oburzonego carską polityką wobec starozakonnych - uzyskali na Zachodzie olbrzymie pożyczki, które wykorzystali na rozwój armii. Ostatecznie, gdy rozmowy zakończyły się fiaskiem,

8 lutego 1904 roku okręty japońskie uderzyły na stacjonującą w Port Artur flotę rosyjską. Rozpoczęła się wojna, której echa szybko dotarły na drugi koniec świata - do kraju nad Wisłą.

WIELKA GRA

Wieści o zwycięstwach, jakie ku zdziwieniu wszystkich Japończycy odnosili nad Rosjanami, wywołały poruszenie w trzech zaborach i - jak to zwykle bywa - podzieliły Polaków. Jedni zaczęli dopatrywać się w konflikcie rosyjsko-japońskim szansy na wskrzeszenie państwa polskiego, dla drugich teorie oponentów były wzięte z kosmosu. O sojuszu z Japonią marzyli członkowie Polskiej Partii Socjalistycznej, której jednym z głównych przywódców był Józef Piłsudski. O wiele bardziej powściągliwi okazali się działacze Ligi Narodowej na czele z Romanem Dmowskim. Rozpoczęła się rozgrywka, w której stawką była przyszłość Polski.

Trzeba oddać socjalistom, że działali błyskawicznie. Już 8 lutego emisariusz Piłsudskiego w Wiedniu dr Witold Jodko-Narkiewicz wysłał do akredytowanego przy austriackim rządzie japońskiego posła hrabiego Makino list, w którym proponował sojusz z PPS. Odpowiedź nie nadeszła, więc 2 tygodnie później wysłał kolejne pismo. I tym razem poseł nie raczył odpisać. Podejmowane przez Jodkę próby nawiązania kontaktu torpedował inny gracz - reprezentujący grupę bogatych ziemian i przemysłowców hrabia Wojciech Dzieduszycki. Przekonał Makino do niewdawania się w socjalistyczną awanturę. Jednakże zarówno Ziuk (jak wołali na Piłsudskiego koledzy), jak i jego współpracownicy byli niestrudzeni. W obliczu klęski w Wiedniu postanowili skontaktować się z Japończykami za pośrednictwem ich poselstwa w Londynie. Tamtejszy poseł hrabia Hayashi okazał się bardziej zainteresowany propozycjami polskich socjalistów i 16 marca przyjął Jodkę na prywatnej audiencji. Podczas spotkania wysłannik przyszłego marszałka roztoczył wizję utworzenia walczącego u boku Japonii legionu polskiego, dywersji, szpiegostwa na tyłach wroga i szerzenia wśród polskich żołnierzy w carskiej armii literatury rewolucyjnej, wzywającej ich do dezercji.

Zaczęły się długie targi pomiędzy PPS a „diabłami wieczorowymi”, jak w poufnej korespondencji nazywali swoich japońskich partnerów socjaliści. Ostatecznie w maju ustalono, że Piłsudski wraz ze swoim zaufanym człowiekiem Tytusem Filipowiczem udadzą się do Japonii, by osobiście przedstawić tamtejszym sferom rządzącym projekt wspólnej walki przeciwko Rosji. Przodem posłano sympatyzującego z socjalizmem Jamesa Douglasa, urodzonego w Polsce Szkota, który jako dziennikarz endeckiego ,,Słowa Polskiego” stanowił wtyczkę PPS w środowisku narodowców.

Douglas dotarł do Kraju Kwitnącej Wiśni w czerwcu i ku swojemu zaskoczeniu zastał na miejscu ostatniego człowieka, którego mógłby się spodziewać w tej części świata, czyli przywódcę Ligi Narodowej Romana Dmowskiego! Japończycy byli bowiem za sprytni, by stawiać wszystko na jedną kartę, i grali na dwa fronty. Jeszcze kiedy rozmowy z socjalistami dopiero się zaczynały, krakowskie mieszkanie Romana Dmowskiego odwiedził niezwykły gość: pułkownik Akashi Motojiro - słynny tajny agent wywiadu Krainy Bogów [patrz s. 55]. Japoński 007 zaproponował Dmowskiemu zorganizowanie powstania na ziemiach polskich. Przerażony przewodniczący Ligi Narodowej stanowczo odmówił, przyjął jednak wysuniętą przez Akashiego propozycję odwiedzenia Japonii. Wyposażony przez pułkownika w listy polecające i sporą sumę pieniędzy wyruszył w drogę i ostatecznie w maju dotarł do Kraju Kwitnącej Wiśni. Podróż ta, choć przyjemna (w końcu nie on za nią płacił), nie była jednak zwykłą turystyczną wycieczką. Dmowski podejrzewał, że gdyby nie zgodził się na propozycje gospodarzy, japoński wywiad może spróbować zorganizować „ruchawki” na tyłach Rosji rękami socjalistów. Do Tokio udał się tylko po to, by na miejscu torpedować tego rodzaju plany.