Mówimy bowiem o odkryciu pochodzącym sprzed ponad dziesięciu tysięcy lat. Nastąpiło ono na terenie torfowiska Duvensee w Szlezwiku-Holsztynie. To tam archeolodzy dostrzegli kompletną czaszkę tura, która została nabita na drewniany pal. Szczątki znajdowały się zaledwie kilka metrów od najstarszego znanego grobu ciałopalnego w północnej części kraju naszych sąsiadów. Naukowcy podejrzewają, iż oba znaleziska mogły być częścią tego samego obrzędu pogrzebowego.
Czytaj też:Rosjanie odnaleźli średniowieczny skarb. Dwie szwedzkie monety to ewenement w skali kraju
Czaszka ujrzała światło dzienne latem ubiegłego roku podczas wykopalisk prowadzonych na stanowisku Lüchow LA 11. Początkowo sam fakt jej obecności nie wydawał się szczególnie pasjonujący. Tury, czyli wymarli przodkowie współczesnego bydła domowego, były częścią środowiska, w którym żyli mezolityczni łowcy-zbieracze. Znacznie bardziej zagadkowe okazało się jednak to, że czaszka nie nosiła śladów typowego rozbioru zwierzęcia. Nie była rozbita ani przygotowana w sposób charakterystyczny dla odpadów po polowaniu.
Ze względu na delikatny stan zachowania archeolodzy wydobyli ją wraz z otaczającym blokiem osadu i przewieźli do laboratorium Muzeum Archeologicznego na zamku Gottorf. Dopiero podczas prac konserwatorskich wewnątrz czaszki zauważono fragment drewna. Badania tomograficzne przeprowadzone przez specjalistów potwierdziły, że był to pozostały fragment drewnianego pala. Powstał z drewna sosnowego i przechodził przez otwór potyliczny czaszki. Najprawdopodobniej pal został później złamany, pozostawiając jego fragment wewnątrz kości.
Odkrycie nabiera szczególnego znaczenia ze względu na jego położenie. Kilka metrów dalej archeolodzy wcześniej zidentyfikowali około 10 500-letni pochówek ciałopalny. Podczas badań prowadzonych w latach 2022-2023 ustalili, iż spalone szczątki zmarłego skończyły w płytkim zagłębieniu razem z pozostałościami stosu pogrzebowego. Według badaczy miejsce pochówku przez pewien czas pozostawało widoczne, co prawdopodobnie umożliwiało prowadzenie wokół niego kolejnych działań rytualnych.
Harald Lübke z Leibniz-Zentrum für Archäologie sądzi, że czaszka mogła stanowić element ceremonii związanej z pochówkiem. W myśl jednej z hipotez czaszki zwierząt umieszczano na drewnianych palach wokół grobu, gdzie miały zapewniać zmarłemu ochronę. Naukowcy mówią w tym kontekście o możliwych elementach wierzeń animistycznych i totemicznych. Co ciekawe, w 2022 roku, również w pobliżu grobu, udało się zidentyfikować inny masywny drewniany pal wbity głęboko w osady. Był jednak wykonany z topoli, a nie z sosny, dlatego badacze wykluczają, że jest to ten sam element. Możliwe, że w rejonie pochówku znajdowało się więcej podobnych konstrukcji, których pozostałości nie zachowały się lub wciąż pozostają pod warstwami torfu.
Czytaj też: Archeolodzy odnaleźli w Pucku setki umocnień. Co kryje Wzgórze Wiatraczne?
Mając na uwadze powyższe informacje nietrudno zrozumieć, dlaczego w oczach archeologów stanowisko Duvensee jest jednym z najważniejszych miejsc badań nad życiem społeczności mezolitycznych w Europie Północnej. Torfowisko zachowało drewno, kości i inne materiały organiczne, które w większości stanowisk z tego okresu dawno uległyby rozkładowi. Problemem staje się jednak wysychanie mokradeł. Spadek poziomu wody może doprowadzić do degradacji artefaktów, które przetrwały ponad 10 tysięcy lat. Właśnie dlatego archeolodzy planują kolejne wykopaliska, zanim wyjątkowe warunki konserwujące bezpowrotnie znikną.
Źródło: NDR
