Konszowanie to nie jest słowo z dziedziny budownictwa, ale sposób na to, aby czekolada była jeszcze lepsza niż jest – by rozpływała się w ustach. W roku 1879 na taki właśnie pomysł wpadł sprytny 24-letni Szwajcar z Berna Rudolf Lindt, najsłynniejszy cukiernik swojego czasu. Lindt zmieszał ze sobą kilka rodzajów ziaren kakaowca, do tego dodał masło kakaowe, a potem – jak głosi legenda – zapomniał wyłączyć na weekend zaprojektowaną przez siebie mieszalnię i w poniedziałek rano odnalazł nowy typ czekoladowej masy. Nazwał ją „chocolat fondant”. W tamtych czasach czekolada była wyciskaną z formy gorzką kruchą substancją o szorstkiej powierzchni. Odkrycie Lindta okazało się więc przełomowe. I choć od tamtego czasu minęło już prawie 130 lat, dawne urządzenia zmieniono na bardziej nowoczesne, to przepis Rudolfa Lindta pozostał wciąż ten sam. Do tej pory smakołyk produkuje się według tej pierwszej i trzymanej w ścisłej tajemnicy receptury, a także w zaprojektowanym przez Lindta opakowaniu. To dzięki niemu słowa: szwajcarska i czekolada połączyły się w smakowitą parę.

SZWAJCARSKIE SPECJAŁY


Kiedy Lindt dokonał swojego odkrycia, w Zurychu od 34 lat prężnie działała już firma Davida Sprüngli-Schwarza i Rudolfa Sprüngli-Ammanna. Ojciec i syn zaczynali od małego sklepiku w starej części miasta, w którym mieścił się zaledwie piec i ręczny młynek. Ale to wystarczyło do produkowania tabliczek czekolady a interes szedł tak dobrze, że Rudolf wkrótce otworzył sklep ze słodyczami w lepszej części miasta. Potem powstała fabryka. Synowie Rudolfa nie mieli czasu na młodzieńczy bunt – w roku 1892 ojciec podzielił między nich znakomicie prosperujące przedsiębiorstwo. Jeden otrzymał sieć sklepów, a drugi fabrykę czekolady. Na przełomie XIX i XX wieku Sprüngli kupili firmę Rudolfa Lindta za około 67 mln dolarów. Tak powstała znana marka produkująca wyborną szwajcarską czekoladę, która wkrótce podbiła cały świat. Najpierw była Wielka Brytania, potem Włochy, Niemcy, Francja, USA, Australia. Do Polski Lindt zawitał w 1994 r. Obecnie czekoladę Lindt można kupić w 80 krajach świata, a przy procesie jej powstawania – pod czujnym okiem szwajcarskich mistrzów – pracuje sześć tysięcy osób. Chociaż Hiszpania jako pierwsza w Europie – już w XVI wieku – poznała smak kakao, to w XIX wieku niekwestionowanymi mistrzami czekolady stali się Szwajcarzy, do czego w dużej mierze przyczynił się Rudolf Lindt. Szwajcarska czekolada nie tylko zdobywała medale na wystawach międzynarodowych, ale stała się wręcz narodową specjalnością. Poza konszowaniem i doskonałym procesem produkcji Lindt słynie także z tego, że do wyrobu czekolad wybiera najlepsze kakaowe ziarna, które rosną tylko w wybranych rejonach upraw w Ameryce Południowej i Afryce (stanowią zaledwie pięć procent całej światowej uprawy). Stamtąd trafiają do Szwajcarii, gdzie pali się je tradycyjną metodą, a potem miesza różne gatunki w odpowiednich proporcjach według pilnie strzeżonych receptur. W końcu ziarna mieli się do wielkości tysięcznych części milimetra i dodaje różne składniki. Teraz następuje najważniejsze – wielogodzinne konszowanie, po którym masę wlewa się do form. Czekolady Lindt Excellence nieprzypadkowo są tak cienkie – łatwiej się dzięki temu rozpuszczają i lepiej wyzwala się bogactwo aromatu.

Czekolady wytwarza się najczęściej z mieszanek kakao, ale są też takie, które zrobione są tylko z jednego gatunku ziarna: Excellence Ecuador, Madagascar i Cuba. Mieszanie różnych gatunków kakao wymaga wybitnych umiejętności, gdyż ziarna mają wiele smaków. I dlatego czekolady Excellence 99% Cocoa, Excellence 85% Cocoa i Excellence 70% Cocoa różnią się między sobą nie tylko zawartością kakao, ale też smakiem. Pierwsza zawiera największą ilość kakao, jaka jest dopuszczalna w czekoladzie, w drugiej można odnaleźć nuty miodu, tytoniu oraz orzechów laskowych, natomiast w trzeciej – karmel, banany, maliny i lukrecję. Mistrzowie cukiernicy Lindta nieustannie eksperymentują też z dodatkami. Korzystając z doświadczeń Azteków, wzbogacają czekolady o chilli, a także pomarańcze, gruszki, migdały, orzechy, miętę, a nawet – co jest wyjątkową ekstrawagancją – o szczyptę soli morskiej! Czekoladową ikoną stał się wielkanocny zajączek Lindt, a także pralinki Lindor.

KREACJA PALCE LIZAĆ


Ale nie tylko mistrzowie cukiernictwa eksperymentują z czekoladą. Czekolady i czekoladki Lindt mogą być inspiracją dla każdego! Brytyjska kreatorka mody i fanka czekolady Lindka Cierach znana z projektu sukni ślubnej dla księżnej Yorku, w grudniu 2007 roku wykonała sukienkę z 1000 czerwonych pralinek Lindor. Kreacja ma 79 tys. kalorii i jest warta aż 14,5 tys. złotych!

Z czekoladami Lindt można się też obchodzić w bardziej tradycyjny sposób. Wyśmienicie smakują z kawą, herbatą lub czerwonym winem. Sommelierzy na specjalnych kursach radzą, jak dobierać wino do czekolady – im bardziej gorzka czekolada tym wino powinno być słodsze. Więc 70% Cocoa pasuje do wina Cabernet, 85% Cocoa do Shiraza, a czekolada mleczna do win białych.

Choć przygotowywanie czekolady nadal pozostaje pilnie strzeżoną tajemnicą, to przynajmniej można obejrzeć film Tima Burtona „Charlie i fabryka czekolady” lub wybrać się do Muzeum Czekolady w Kolonii, gdzie na oczach zwiedzających mistrzowie cukiernicy z Lindt & Sprüngli przygotowują czekoladowe smakołyki.