Przez długi czas ewolucję człowieka obrazowało się jako stosunkowo prostą drogę prowadzącą od dawnych przodków do współczesnego Homo sapiens. Ale im więcej faktów poznawali naukowcy, tym bardziej oczywiste stawało się to, że rzeczywistość wyglądała inaczej. Przez setki tysięcy lat różne gatunki człowieka zamieszkiwały te same kontynenty, a niektóre z nich krzyżowały się ze sobą.
Jednym z najważniejszych znalezisk, które pomagają odtworzyć tę historię, jest czaszka z Harbinu. Jej niezwykłe cechy anatomiczne od lat przyciągają uwagę badaczy. Do jej poznania przyczynił się między innymi Chris Stringer związany z University College London oraz Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. Badacz opublikował niedawno na łamach The Conversation artykuł, w którym opisuje, jak skamieniałość wpłynęła na rozumienie ewolucji człowieka.
Historia, o której mówimy, sięga 1933 roku. Wówczas, podczas budowy mostu kolejowego na rzece Songhua, robotnicy natrafili na ludzką czaszkę. Według przekazywanej historii jeden z nich ukrył ją w nieużywanej studni, aby uchronić znalezisko przed japońskimi siłami okupacyjnymi. Przez kolejne dziesięciolecia skamieniałość pozostawała poza zasięgiem naukowców. Dopiero pod koniec życia znalazcy jego rodzina miała poznać historię artefaktu, który ostatecznie trafił do chińskiej instytucji naukowej.
Dokładnego przebiegu tych wydarzeń nie udało się w pełni potwierdzić. Sama czaszka jest jednak autentyczna i stanowi jeden z najlepiej zachowanych okazów kopalnych tego rodzaju. Jej rozmiary i budowa od razu zwróciły uwagę badaczy. Czaszka ma masywne wały nadoczodołowe, bardzo dużą puszkę mózgową oraz szeroką twarz, która pod pewnymi względami przypomina twarz współczesnego człowieka. Jednocześnie różni się od czaszek Homo sapiens, neandertalczyków i Homo erectus.
W 2021 roku chińscy badacze przypisali ją nowemu gatunkowi, nadając mu nazwę Homo longi. Określenie to nawiązuje do nazwy Czarnej Rzeki, czyli Heilongjiang. Osobnikowi szybko przypadł również pseudonim Człowiek Smok. Zdaniem Stringera przedstawiciele tego gatunku mogli żyć we wschodniej Azji od co najmniej 300 tysięcy do około 45 tysięcy lat temu.
Najbardziej intrygujące jest to, że czaszka z Harbinu może pomóc wyjaśnić zagadkę denisowian, czyli grupy dawnych ludzi, o której przez wiele lat wiedziano przede wszystkim dzięki analizom DNA. Tych udało się rozpoznać na podstawie materiału genetycznego uzyskanego ze szczątków znalezionych w pewnej jaskini na Syberii. W przeciwieństwie do neandertalczyków pozostawili po sobie stosunkowo niewiele dobrze zachowanych skamieniałości, dlatego ustalenie ich wyglądu i miejsca w ewolucji człowieka było wyjątkowo trudne.
A co mówi nam czaszka z Harbinu? Jej duże zęby trzonowe i brak widocznego miejsca na kolejny ząb trzonowy wykazują podobieństwa do innych szczątków odkrytych w Chinach, które badacze wiążą z denisowianami. Takie cechy anatomiczne pomagają zestawiać ze sobą znaleziska, które wcześniej trudno było jednoznacznie powiązać. Identyfikacja nie jest jednak równoznaczna z rozwiązaniem wszystkich zagadek. Ustalenie, jak poszczególne grupy dawnych ludzi były ze sobą spokrewnione, wymaga porównywania anatomii, DNA i białek zachowanych w skamieniałościach. Każda z tych metod dostarcza innych informacji, a materiał genetyczny nie zawsze przetrwał w warunkach, w których znajdowane są szczątki.
Co ciekawe, choć współczesny H. sapiens jest jedynym żyjącym obecnie gatunkiem człowieka, to jeszcze około 100 tysięcy lat temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Na świecie żyli neandertalczycy, denisowianie i inne grupy, których historia wciąż nie została w pełni poznana. Dlaczego wszystkie te linie ostatecznie zniknęły, podczas gdy nasz gatunek przetrwał? Naukowcy rozważają wiele możliwości: konkurencję o ograniczone zasoby, różnice w zdolności przystosowywania się do zmian środowiska, a także zwykły przypadek. Nie ma jednak jednej odpowiedzi, która wyjaśniałaby wszystkie te wydarzenia.
Źródło: The Conversation
