Jakie mogą być konsekwencje braku kontaktu z nimi?

- Antonio Damasio, neurolog, opisał przypadek Elliota, pacjenta, który przeszedł operację guza mózgu. Wszystko zakończyło się pomyślnie z medycznego punktu widzenia, ale ów człowiek po zabiegu stracił kontakt ze swoimi emocjami. Był sprawny intelektualnie, ale nie był w stanie podejmować żadnych decyzji – począwszy od wyboru szczoteczki do zębów, a na pracy kończąc. Stało się tak prawdopodobnie w wyniku przecięcia dróg łączących ciało migdałowate z korą mózgową. Ten przypadek pokazał, jak ważne są emocje w naszym życiu. To one mówią nam przecież, co robić w chwili zagrożenia życia. Czuję strach i uruchamia się cała spirala reakcji biochemicznych, która charakteryzuje pierwotny mechanizm walki i ucieczki.

Wysokie IQ nie zawsze idzie w parze z inteligencją emocjonalną. Tę pierwszą trenujemy w szkole, a gdzie możemy pracować nad tą drugą?

- Trening emocjonalności odbywa się przede wszystkim w domu. W bezpiecznym otoczeniu, w którym od czasu do czasu możesz kopnąć w stołek czy się rozpłakać. Następnie rozmawiasz z rodzicami o pojawiających się emocjach – uczysz się dochodzić do przyczyny swojego smutku czy zdenerwowania.

To sytuacja idealna. Znam rodziny, w których mówi się tylko o kłopotach z pieniędzmi.

- Wyobraźmy sobie, że chłopczyk na imieninach krzyczy: „Nie będę całował cioci, bo śmierdzi jej z ust”. Co się wówczas dzieje? Najczęściej dostaje karę.

Co się powinno wydarzyć?

- Trudno małemu dziecku, które szczerze opisało swoje odczucia, tłumaczyć, że cioci było smutno albo rodzicom było wstyd. To tak jakbyśmy powiedzieli: „szczerość się nie opłaca”. Trzeba przeprosić ciocię za przykrość i nie zmuszać więcej malca do przykrej ceremonii całowania. W zależności od wieku dziecka jest to czas na rozmowę lub nie. Pamiętajmy jednak, że pracy z emocjami możemy się uczyć na każdym etapie życia. Pomocne będzie przyjazne środowisko przyjaciół lub w ostateczności coach lub psychoterapeuta. Warto zainwestować w terapię lub warsztaty, bo odcinając się od emocji, tracimy olbrzymią pulę informacji, która podpowiada nam, jak żyć.

Mówiłaś o osobach, przy których czujemy się bez powodu dobrze, ale są i takie, przy których automatycznie zaczynamy się czuć źle. Spada nam poziom energii, pojawia się niepokój. Dlaczego tak się dzieje?

- Istnieje kilka możliwości. Pierwsza: dana osoba ma jakąś cechę charakteru, z którą sami sobie nie radzimy. Wówczas działa mechanizm wyparcia lub przeniesienia. Na przykład mam problem z punktualnością. Umawiam się na kawę z kolegą z pracy, który spóźnia się 20 minut. Niby nic, ale wpadam w furię. Sama przed sobą nie mam ochoty przyznać, że jestem spóźnialska, więc wypieram to i przenoszę całą winę na kolegę. Druga opcja jest związana z istnieniem neuronów lustrzanych, czyli grup komórek nerwowych, które uaktywniają się podczas obserwowania innych.

Idę do kina z siostrą, która właśnie skończyła awanturować się z mężem. Choć na początku jestem spokojna, wkrótce zaczyna towarzyszyć mi niepokój. Udziela mi się nastrój mojej siostry. Trzecią możliwością jest mechanizm deplecji ego. Każdy z nas ma do wykorzystania dzienną ilość energii. Gdy poziom zasilania jest już niski, to podświadomie podpinam się pod zasoby energetyczne otaczających mnie osób. Osoby, które „wysysają energię” od innych, nazywa się potocznie „wampirami energetycznymi”. Dopiero uświadomienie sobie tych mechanizmów pozwala przeciwdziałać ich skutkom.

Co na ten temat mówi psychologia?

- Potwierdza, że nierozładowane emocje kumulują się w ciele. Dodaje jednak, że w najsłabszym ogniwie – nie wskazuje konkretnego miejsca. W pewnym momencie następuje wybuch. Jeśli wypieramy np. złość, zaprzeczamy jej istnieniu, dusimy w sobie lub zamieniamy w smutek i poczucie winy, to zaczyna żyć własnym życiem. Pustoszy organizm. Spada odporność na stres, ale przede wszystkim pogarszają się relacje z najbliższymi i w pracy. Pojawiają się choroby – jest cała lista schorzeń, u których podłoża leżą przyczyny psychiczne. Aby odciąć się od nadmiaru „wrażeń”, sięgamy po używki.

Czyli u podłoża uzależnień leżą nierozładowane emocje?

- Często tak. Tyle że używki wcale ich nie rozładowują. Alkoholik może rozwijać się intelektualnie, ale nie emocjonalnie. Żyje w „uczucioodpornej bańce”. Dlatego w pewnym momencie na terapii uzależnień zaczynamy czuć wszystko ze zdwojoną siłą. Do głosu dochodzą latami tłumione uczucia. Człowiek musi wykonać olbrzymią pracę, aby sobie z nimi świadomie poradzić.

Jak je zatem rozładować?

- Jest mi smutno i chce mi się płakać, to nie powstrzymuję łez i nie udaję twardzielki. Można je wybiegać, wykrzyczeć (np. na spacerze w lesie), porozmawiać z kimś bliskim lub psychologiem. Doskonała jest medytacja. Przede wszystkim ich nie blokować. Obserwować.