Kości ze stanowiska Dyrholm ujawniają krwawą przeszłość regionu
A brzmi ono następująco: czy wspomniane kości to dowód nietypowych praktyk pogrzebowych, brutalnych aktów przemocy czy nawet uprawianego przed tysiącami lat kanibalizmu? Pierwsze z tamtejszych szczątków zwróciły uwagę badaczy w latach 20. i 30. XX wieku. Kolejne podejście archeolodzy wykonali w latach 70., lecz dopiero współczesne technologie pozwalają na dokładniejsze przyjrzenie się materiałowi. Przedstawiciele Uniwersytetu w Kilonii, działający w ramach projektu ROOTS, dokonali ogromnych postępów w tym zakresie. I wygląda na to, że dzięki nim możemy lepiej zrozumieć wierzenia społeczności zamieszkujących Skandynawię u schyłku mezolitu i na początku neolitu.
Czytaj też: Nie każdy ogień w jaskini oznaczał schronienie. W Pirenejach odkryto coś ciekawszego
Stanowisko Dyrholm użytkowane przez bardzo długi okres, bo od kultury Ertebølle, związanej z łowcami-zbieraczami żyjącymi około 5400–3950 p.n.e., aż po kulturę pucharów lejkowatych, która reprezentowała pierwsze społeczności rolnicze w regionie. Oznacza to, że Dyrholm funkcjonowało w czasie wielkich przemian cywilizacyjnych, gdy mieszkańcy północnej Europy zaczynali przechodzić od tradycyjnego życia opartego na rybołówstwie, łowiectwie i zbieractwie do rolnictwa oraz hodowli zwierząt.
Największe kontrowersje budzi jednak sposób potraktowania ludzkich szczątków. Kości nie zostały odnalezione w regularnych grobach. Były rozrzucone na dużym obszarze i wymieszane z kośćmi zwierząt oraz innymi odpadami osadniczymi. Na podstawie datowania radiowęglowego archeolodzy wyciągnęli kluczowy wniosek: szczątki trafiały tam przez setki lat, a nie podczas jednego wydarzenia.
Ofiary mordu czy dowód na nietypowe, pośmiertne rytuały?
Na wielu kościach widać wyraźne ślady cięć wykonywanych narzędziami kamiennymi. Niektóre zostały rozłupane tak, że być może dawni mieszkańcy próbowali w ten sposób dotrzeć do bogatego w składniki odżywcze szpiku. Dla mnie najbardziej poruszającym przykładem jest natomiast czaszka dziecka, na której widać ślady mogące wskazywać na skalpowanie. Część szczątków nosi ślady pogryzienia przez zwierzęta.
Czytaj też: Archeolodzy wybrali się do Sudanu. Odnaleźli setki budowli, o istnieniu których nauka nie miała pojęcia
Już wcześniejsi archeolodzy sugerowali, iż Dyrholm może być miejscem związanym z prehistorycznym kanibalizmem. Współcześni naukowcy podchodzą jednak do takich interpretacji znacznie ostrożniej. Podkreślają, że podobne ślady mogą być efektem bardzo różnych praktyk. Cięcia na kościach to potencjalnie pozostałość po brutalnej przemocy, ale nie wykluczajmy innych wyjaśnień: rytuałów pogrzebowych czy specjalnego traktowania zmarłych po śmierci. Mezolityczne społeczności mogły przecież mieć zupełnie inne podejście do śmierci niż późniejsze kultury europejskie. Zmarłych być może wystawiano na platformach, przenoszono po pewnym czasie bądź celowo rozczłonkowywano w ramach obrzędów. Luźno rozrzucone kości nie muszą więc oznaczać wyłącznie przemocy czy kanibalizmu.
Źródło: Uniwersytet w Kilonii
