Ten ukazał się w serwisie Netflix w kwietniu tego roku i wywołał gwałtowny wzrost zainteresowania wyprawami do Parku Narodowego Wulkanów, gdzie żyją jedne z ostatnich goryli górskich na Ziemi. Te największe małpy świata zyskały na popularności dzięki zjawisku znanemu jako efekt Attenborough. W jego ramach produkcje słynnego brytyjskiego przyrodnika wpływają na zachowania milionów ludzi, zwiększając zainteresowanie ochroną przyrody i turystyką ekologiczną.
Czytaj też:Ta europejska wyspa stanowi wzór dla reszty świata. Ukryta perła walczy z masową turystyką
Wspomniany film opowiada historię Pablo, goryla górskiego, którego Attenborough po raz pierwszy sfilmował jeszcze w 1978 roku podczas realizacji legendarnego serialu Life on Earth. Tamte nagrania przeszły do historii światowej telewizji, a scena, w której młody goryl podchodzi do prezentera i zaczyna go głaskać, do dziś uchodzi za jeden z najbardziej pamiętnych momentów w historii filmów przyrodniczych. Nowa produkcja wraca do Rwandy niemal pół wieku później, śledząc losy potomków Pablo i pokazując sukces działań na rzecz ochrony gatunku.
Zdaniem przedstawicieli branży turystycznej dokument wywołał wyraźny wzrost zainteresowania wyjazdami do Rwandy. Co ciekawe, nie przekłada się on bezpośrednio na lawinowy wzrost liczby odwiedzających. Powód jest prosty: kraj od lat prowadzi jedną z najbardziej restrykcyjnych polityk turystycznych na świecie, jeśli chodzi o ochronę zagrożonych zwierząt. Liczba pozwoleń na obserwację goryli jest ściśle limitowana, a dostęp do poszczególnych rodzin goryli pozostaje pod ścisłą kontrolą.
Władze Rwandy wydają maksymalnie 100 zezwoleń dziennie na trekking do goryli. Koszt jednego pozwolenia wynosi 1500 dolarów, a każda grupa turystów może spędzić ze zwierzętami zaledwie godzinę. Dodatkowo jedną rodzinę goryli może odwiedzić jednocześnie maksymalnie osiem osób. System działa według zasady kto pierwszy, ten lepszy, dlatego zainteresowani często rezerwują miejsca wiele miesięcy przed planowaną podróżą.
Zdaniem miejscowych przewodników po premierze nowego filmu coraz więcej osób decyduje się na wcześniejsze planowanie wypraw. Zmienia się również profil odwiedzających. Dotychczas dominowali doświadczeni podróżnicy i miłośnicy safari, natomiast obecnie pojawia się coraz więcej osób, które wcześniej nie rozważały wyjazdu do Afryki, ale zostały zainspirowane historią przedstawioną przez Davida Attenborough.
Czytaj też: To będzie najdłuższy lot na świecie. Pasażerowie polecą specjalnie zmodyfikowanym samolotem
Zyski z wydawanych pozwoleń trafiają między innymi na ochronę przyrody, działania przeciwko kłusownictwu czy wsparcie lokalnych społeczności żyjących w sąsiedztwie parków narodowych. Dzięki temu ochrona goryli stała się zarówno projektem ekologicznym, jak i ważnym elementem rozwoju gospodarczego kraju.
Trzeba przyznać, że historia rwandyjskich goryli jest jednym z największych sukcesów współczesnej ochrony przyrody. W latach 70. i 80. populacja tamtejszych goryli górskich znajdowała się na granicy wymarcia. Zwierzętom zagrażało kłusownictwo, utrata siedlisk i konflikty zbrojne w regionie. Dziś, dzięki wieloletniej pracy naukowców, strażników parków narodowych i organizacji ekologicznych, liczebność gatunku wzrosła z około 250 osobników pod koniec lat 70. do ponad tysiąca obecnie. To jeden z nielicznych przypadków na świecie, gdy populacja dużego zagrożonego ssaka wzrosła mimo rosnącej presji człowieka. Oby takie historie zdarzały się jeszcze częściej.
Źródło: Euronews
