Cukier i tłuszcz jak narkotyki

Gdy na naszym języku ląduje smaczne jedzenie, w mózgu błyskawicznie wzrasta produkcja dopaminy – neuroprzekaźnika związanego z odczuwaniem przyjemności i pożądania. Ten mechanizm uruchamiają najsilniej potrawy słodkie, słone i tłuste. Wszystkie te smaki wiążą się z pożywnymi produktami, które kiedyś były trudno dostępne: dojrzałymi owocami, słonawymi rybami i pożywnym mięsem. Dziś, kiedy cukier, sól i tłuszcze są wszechobecne – zwłaszcza w masowo produkowanej, wysoko przetworzonej żywności i fast foodach – nasze ukształtowane setki tysięcy lat temu preferencje zwracają się przeciwko nam. „Neurochemia w mózgu działa dalej bez zmian, dlatego spożywanie np. słodyczy odczuwamy jako przyjemność. To taki podświadomy układ nagrody i kary” – wyjaśnia prof. Marek

Konarzewski, biolog z Uniwersytetu w Białymstoku, autor książki „Na początku był głód”. W przyjemności nie byłoby nic złego, gdyby nie to, że jest ona efektem działania tzw. układu nagrody, ukrytego w głębi naszego mózgu. Jest on silnie pobudzany nie tylko przez jedzenie, ale także przez większość narkotyków, takich jak heroina czy kokaina. Wniosek jest prosty – objadanie się słodyczami, chipsami czy fast foodami może być nałogiem. I na to też są dowody. „Sądzimy, że osoby otyłe popadają w uzależnienie od wysokokalorycznego jedzenia. Dochodzi u nich do trwałego przeprogramowania mózgu” – uważa prof. Jonathan Seckl, endokrynolog z University of Edinburgh.

To dlatego osoby takie mają napady wilczego głodu i potrzebują kolejnej porcji słodyczy tak bardzo, jak narkoman kolejnej dawki narkotyku. No i oczywiście bardzo trudno jest im zrzucić nadmiar kilogramów mimo stosowania kolejnych „cudownych” diet czy pigułek na odchudzanie. No dobrze, ale skoro ktoś się objada słodyczami – czyli dużymi dawkami węglowodanów – to przecież powinien, zgodnie z teorią dr Judith Wurtman, być szczęśliwy? „Niestety, to nie działa w ten sposób. Poziom hormonu szczęścia, czyli serotoniny rośnie w naszych mózgach po spożyciu węglowodanów złożonych, ale nie pod wpływem fruktozy, zawartej w cukrze” – wyjaśnia uczona. Owszem, zjedzenie słodyczy daje chwilową przyjemność, ale potem robimy się ospali i spada nam koncentracja. Cukier szybko znika z naszego krwiobiegu, znów czujemy głód, stajemy się nerwowi, sięgamy po kolejny batonik... i koło się zamyka. Na szczęście jedzenie daje nam inne, zdrowsze sposoby na poprawę samopoczucia.

 

Ziemniak odpręża, gałka pobudza

Wiele produktów, które codziennie kupujemy w sklepie czy na targu, zawiera substancje o działaniu lekko narkotycznym. Skąd się tam wzięły? Wyjaśnienia dostarcza nam teoria ewolucji.

„Rośliny, które zjadamy, dzielą z nami ewolucyjną przeszłość. Dlatego w ich organizmach występują podobne substancje jak w naszych – łącznie ze związkami chemicznymi działającymi tak, jak te występujące naturalnie w naszym mózgu” – wyjaśnia prof. Gary Wenk, psycholog z Ohio State University, specjalista od wpływu jedzenia na myślenie. Innymi słowy, wiele produktów spożywczych zawiera odpowiedniki neuroprzekaźników (lub substancji regulujących ich poziom), odpowiedzialnych za nasz nastrój, emocje i zdolności intelektualne. Jeśli przenikną one z układu pokarmowego wraz z krwią do mózgu, wpływają na jego działanie. Oczywistym przykładem jest kofeina, zawarta w kawie, herbacie czy yerba mate (wbrew powszechnemu przekonaniu, wszystkie te napoje zawierają tę samą substancję).