Trafiając do mózgu, zmniejsza poziom adenozyny – neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za uczucie senności. Dlatego kawa pobudza i zwiększa koncentrację. Oczywiście kofeina uznawana jest za używkę. Ale jak potraktować tak „niewinne” produkty spożywcze jak ziemniaki, pomidory czy bakłażany? Wszystkie one zawierają solaninę i alfa-chakoninę. „Te substancje zwiększają siłę działania neuroprzekaźnika zwanego acetylocholiną, związanego m.in. z naszą zdolnością do zapamiętywania informacji. Możliwe, że wskutek tego dla części z nas ziemniaki czy bakłażany są wyjątkowo smaczne” – mówi prof. Wenk.

Z kolei nasiona bobu zawierają lewodopę, z której powstaje wspomniana wcześniej dopamina, związana z przyjemnymi doznaniami. W czekoladzie – oprócz kofeiny – znajduje się także fenetylamina (działająca podobnie jak amfetamina) i anandamid (podobny do składników marihuany). Wszystkie te produkty po zjedzeniu mogą wprawić nas w ekscytację lub błogi nastrój. Oczywiście nie ma tu mowy o silnym, uzależniającym działaniu, jakie mają prawdziwe narkotyki. „Podobnie jak w przypadku różnicy między lekarstwem a trucizną, kluczową kwestią jest tu wielkość dawki. Aby osiągnąć narkotyczny efekt, trzeba by zjeść ogromne ilości tych produktów” – wyjaśnia prof. Wenk.

Przykładem może być popularna przyprawa – gałka muszkatołowa. Zawiera ona mirystycynę, chemicznie podobną do narkotyków takich jak meskalina czy amfetamina. U części ludzi potrafi ona wywoływać stany euforyczne i halucynacje – tyle że w celu uzyskania takich efektów trzeba jej spożyć naprawdę dużo, bo ok. 30 gramów, czyli mniej więcej 8 gałek. W ilościach stosowanych w kuchni – np. w świątecznym pierniku czy tak lubianym przez Nigellę Lawson sosie do spaghetti carbonara – jest niegroźna, aczkolwiek może wpływać na to, że potrawy ją zawierające delikatnie nas pobudzają.

O tym, że nie warto eksperymentować z „narkotycznym” jedzeniem, przekonują też skutki uboczne jego przedawkowania. Gałka muszkatołowa pobudza neurony nie tylko w mózgu, ale i w ścianach naszego układu pokarmowego. Duża porcja – zamiast narkotycznego odlotu – może wywołać bardzo przykrą biegunkę. Podobnie wygląda to w przypadku niedojrzałych bananów, które zawierają sporo serotoniny. Ta substancja jest „hormonem szczęścia”, ale tylko w mózgu – jelita skłania jedynie do szybkiego pozbycia się ich zawartości.

 

Szczęśliwe życie wegetarian

Wnioski płynące z badań naukowców są zgodne z tym, co od lat głoszą dietetycy. Polecana przez nich dieta śródziemnomorska – obfitująca w ryby, oliwę z oliwek, świeże owoce i warzywa – jest zdrowa nie tylko dla ciała, ale i dla umysłu. Być może lekko narkotyczny wpływ warzyw i przypraw na nasz mózg może tłumaczyć nawet to, czemu wielu wegetarian deklaruje, że czują się znacznie lepiej, odkąd odstawili mięso.

Niewielkie ilości substancji poprawiających nastrój występują m.in. w marchewce, pietruszce, koperku, koprze włoskim, szafranie, cynamonie czy anyżku. Natomiast mięso, zwłaszcza pochodzące z przemysłowej hodowli, jest dla nas o tyle niebezpieczne, że nie zawiera potrzebnych mózgowi kwasów tłuszczowych omega-3. Jeśli więc będziemy objadali się tylko stekami i bekonem, nie pamiętając o rybach, możemy stać się bardziej agresywni czy wpaść w depresję.

Oczywiście u każdego z nas efekty mogą być różne, ale warto przeprowadzić na sobie eksperyment naukowy, jedząc przez kilka miesięcy więcej świeżych warzyw, owoców, olejów roślinnych i owoców morza, a mniej słodyczy, tłuszczów zwierzęcych i fast foodów. Ostatecznie bowiem nie tylko jesteśmy tym, co jemy, ale i myślimy tak, jak jemy – warto więc robić to z głową.


DLA GŁODNYCH WIEDZY:

  • Ciekawa książka o wpływie jedzenia na mózg – „Your Brain on Food: How Chemicals Control Your Thoughts and Feelings”, Gary Wenk (Oxford University Press 2010)
  • Jak sterować swoim nastrojem przez odpowiednio skomponowana dietę – „Serotonina – przełom w dietetyce”, Judith Wurtman, Susan Suffes (Amber 1997)
  • Blog „żywieniowy” prof. Gary’ego Wenka – www.psychologytoday.com/blog/your-brain-food 
  • Więcej o tajnikach naszej psychiki – „Mózg, umysł, świadomość”, praca zbiorowa (G+J Książki 2011)