Koniec trudnego, pełnego napięcia dnia. Dziewczyna wchodzi pod prysznic, odkręca wodę. Kojący strumień oblewa jej twarz i ramiona. Ulga, rozluźnienie, spokój. Nagle za prysznicową zasłonką pojawia się niewyraźna sylwetka. Podnosi rękę, w której trzyma nóż i… z gardła kąpiącej się aktorki Janet Leigh wydobywa się jeden z najsłynniejszych krzyków w historii kina.

To scena z „Psychozy” Alfreda Hitchcocka, amerykańskiego thrillera psychologicznego, który na początku lat 60. XX w. przyciągał do kin na całym świecie tłumy. Autor horrorów Stephen King uważa, że to najbardziej przerażający film, jaki kiedykolwiek nakręcono. Wibrujący krzyk Janet Leigh do dziś sprawia, że krew krzepnie słuchaczowi w żyłach (o czym łatwo się przekonać, oglądając tę scenę na YouTubie).

Postać grana przez Leigh krzyczy ze strachu. To pierwotna, mimowolna reakcja na zagrożenie, którą przejawiają nie tylko ludzie, ale również wiele innych zwierząt, przede wszystkim ptaki i ssaki. W końcu nic dziwnego, że w obliczu zagrożenia tracimy kontrolę i wrzeszczymy na całe gardło, prawda? Naukowcy, którzy badają krzyki, doszli jednak niedawno do wniosków, które mogą być równie zaskakujące jak fabuła hitchcockowskiej „Psychozy”.

Krzycząca ofiara może odstraszyć drapieżnika

Krzyk może uratować życie. Tak było na przykład w wypadku pięcioletniej Christine, mieszkającej w Illinois w Stanach Zjednoczonych. Dziewczynka sprawdzała znajdującą się przy bramie skrzynkę na listy, a kiedy rozczarowana wracała do domu (paczka z jej kostiumem na Halloween jeszcze nie przyszła), w ogrodzie pojawił się… kojot.

Całą scenę zarejestrowała kamera wisząca na frontowej ścianie domu. Zwierzę przez moment obserwowało dziewczynkę, po czym w kilku susach do niej dopadło, zbliżając się tak bardzo, że dziecko poczuło na skórze łaskotanie futra. I wtedy przerażona Christine wrzasnęła na całe gardło: krótko i przenikliwie. Kojot na chwilę się zatrzymał, a potem się oddalił, dziewczynka zaś schroniła się na ganku.

Ta historia zainteresowała prof. Harolda Gouzoulesa, psychologa z Emory University – opisał ją i przeanalizował na blogu w magazynie „Psychology Today”. Gouzoules w latach 80. ubiegłego wieku zaczął badać krzyki małp, a ponad dziesięć lat temu zainteresował się naukowo ludzkimi wrzaskami.

Szuka odpowiedzi na pytanie, jaka jest ich geneza i jaką rolę odegrały w ewolucji człowieka. Na potrzeby swoich badań stworzył w Emory University archiwum ludzkich krzyków, zwane Laboratorium Bioakustycznym, w którym znajdują się zapisy wrzasków odgrywanych i spontanicznych, wśród nich także głosy Janet Leigh i małej Christine.

Odstraszające krzyki działają też w świecie zwierząt

Pozostaje pytanie, dlaczego dziewczynka krzyknęła. Czy ta instynktowna reakcja rzeczywiście jest obliczona na to, że drapieżnik się zdziwi, a potencjalna ofiara uniknie dzięki temu ataku? Odpowiedzi szukali Kristi Wise, Michael Conover i Frederick Knowlton, których badanie opisuje prof. Gouzoules. Wabili oni kojoty, używając martwych kurczaków. Kiedy drapieżnik dopadał do kurczęcia, emitowali odgłosy zaniepokojonych szpaków.

Na podstawie drobiazgowej analizy zachowania 38 hodowlanych kojotów doszli do wniosku, że wrzaski skutecznie je rozpraszały: drapieżniki odskakiwały od ofiary, wypuszczały ją lub wstrzymywały atak. Niestety, najdłużej na sześć sekund. W dodatku z każdą kolejną próbą efekt zaskoczenia był krótszy, a co za tym idzie – szanse kurczaków na przeżycie (oczywiście gdyby w ogóle jeszcze były żywe) malały. Pewne jest jednak, że małej Christine udało się wybić kojota z rytmu i uciec. Prawdopodobnie nigdy wcześniej nie słyszał wrzeszczącej dziewczynki.

Krzyku jako sposobu na odstraszenie agresora używa wiele gatunków ptaków i ssaków, a także płazów i gadów. Dlaczego prof. Gouzoules zawęził przedmiot swoich zainteresowań, skupiając się na człowieku? – Krzyki zwierząt pojawiają się prawie zawsze w kontekście walki lub w reakcji na pojawienie drapieżnika – tłumaczy psycholog. – Ludzkie krzyki występują w znacznie bardziej zróżnicowanych kontekstach, co czyni je o wiele bardziej interesującymi.

Krzyki to także odgłosy rozkoszy

„Podobnie jak inne zwierzęta możemy za pomocą krzyku sygnalizować niebezpieczeństwo. Jednak wydaje się, że tylko ludzie krzyczą, aby zasygnalizować również pozytywne emocje, takie jak ekstremalna radość i przyjemność” – uważa prof. Sasha Frühholz z Uniwersytetu w Zurychu w Szwajcarii. Jego zespół opublikował w 2021 r. w piśmie „PLOS Biology” wyniki swoich badań, które narobiły sporo szumu.

Dwanaście osób poproszono o wykrzyczenie rozmaitych emocji. Druga grupa słuchała tych wrzasków, podczas gdy aktywność ich mózgów obserwowano dzięki funkcjonalnemu rezonansowi magnetycznemu. Naukowcy wyodrębnili w badaniu sześć stanów emocjonalnych, z którymi wiązały się wokalizacje: ból, złość, strach, a także radość, namiętność i smutek. Co ciekawe, tylko w wypadku pierwszych trzech krzyk ma funkcję alarmującą.

Ale jeszcze ciekawsze było to, co działo się w reakcji na krzyki w mózgach słuchających osób. Na co badani reagowali najszybciej, jakie emocje najszybciej dekodowali? Intuicja podpowiada, że powinny to być złość, strach i ból – w końcu w każdym z tych wypadków może chodzić o ostrzeżenie, które w konsekwencji uratuje czyjeś życie.

Mózg człowieka najszybciej reaguje na radosne okrzyki

Okazało się jednak, że jest inaczej. Badani reagowali szybciej i wykazywali większą wrażliwość percepcyjną na krzyki związane z przyjemnością. „Wyniki są zaskakujące, bo od dawna uważano, że funkcją krzyku u naczelnych, w tym człowieka, jest alarmowanie o zagrożeniu – tłumaczy prof. Frühholz. – Okazuje się jednak, że u ludzi krzyk może sygnalizować też inne emocje, takie jak radość”.

I dodaje: „Wydaje się, że u człowieka sygnalizowanie emocji nieco przyćmiło pierwotną funkcję krzyku”. Naukowcy przypuszczają, że stało się tak w związku z rozwojem ludzkich umiejętności porozumiewania się i wytworzeniem się złożonych relacji społecznych. Badanie krzyków może nas więc zabrać w podróż w czasy przedwerbalne.

W innych badaniach zaobserwowano, że jedni ludzie są lepsi w odczytywaniu emocji, które wiążą się z krzykiem, a innym wychodzi to gorzej. Ta umiejętność jest związana z poziomem empatii: bardziej empatyczne osoby lepiej rozumieją głęboki sens wokalizacji.

Dlaczego dzieci krzyczą podczas zabawy?

Dzięki bibliotece krzyków stworzonej na Emory University przez prof. Gouzoulesa udało się też zbadać, czy dobrze nam idzie odróżnianie krzyków udawanych od spontanicznych (niespecjalnie), a także, czy łatwo odróżniamy krzyki o różnym zabarwieniu emocjonalnym. Wyniki wskazują, że nie mamy z tym problemu. Jednak jeśli słyszymy je bez kontekstu, łatwo mylimy krzyki z radości, uznając je za wyraz strachu.

Ale czy rzeczywistość nie bywa w tym wypadku skomplikowana? Czy da się jasno powiedzieć, czy jadący na roller-coasterze krzyczą bardziej ze strachu, czy z radości?

Zdaniem Gouzoulesa takie pomyłki interpretacyjne mają głęboki ewolucyjny sens: w końcu pierwotnie krzyki miały sygnalizować zagrożenie. Mogą również rzucić nowe światło na odwieczne pytanie dorosłych: dlaczego dzieci tak krzyczą, kiedy się bawią?

Choć psycholog podkreśla, że to tylko spekulacje, jego hipoteza wydaje się przekonująca: być może dziecięce krzyki z podekscytowania podczas zabawy służą temu, by rodzice nauczyli się wyjątkowego brzmienia tych dźwięków. Im częściej będą słyszeć, jak ich dziecko krzyczy w bezpiecznym, szczęśliwym kontekście, tym większe jest prawdopodobieństwo, że będą w stanie zidentyfikować ten odgłos, kiedy dziecko będzie potrzebować ich pomocy.