Kolejne badania potwierdziły, że głęboko pod wodą faktycznie znajdują się imponujących rozmiarów kratery, a ich liczba wynosi około 40. Jednocześnie badacze podejrzewają, że może być ich znacznie więcej. Czego dowiedzieliśmy się w tej sprawie na przestrzeni kolejnych miesięcy od feralnej detekcji?
Czytaj też: Z błota wyłoniła się XIX-wieczna zbroja. Genialne odkrycie na Dolnym Śląsku
Miała ona miejsce w obrębie Wisconsin Shipwreck Coast National Marine Sanctuary, czyli chronionego obszaru, w którym znajduje się co najmniej 36 znanych wraków statków. Podczas prac sonarowych uwagę badaczy zwróciły nietypowe, niemal okrągłe kształty znajdujące się na głębokości około 150 metrów. Wyglądały na naturalne, lecz ich charakter pozostawał niejasny.
W podobnym czasie niezwykłe formacje zauważył także Brendon Baillod, poszukiwacz wraków. Według jego obserwacji były to wyraźne zagłębienia w dnie jeziora. Niektóre miały od 6 do 12 metrów głębokości, a ich średnica zazwyczaj wynosiła od około 150 do 300 metrów. Co szczególnie interesujące, znajdowały się w skupisku i tworzyły ciąg rozciągający się na południe od okolic Sheboygan w stanie Wisconsin w kierunku Port Washington.
Przełom nastąpił, kiedy zespoły badawcze przeprowadziły dokładniejsze oględziny dna przy pomocy zdalnie sterowanego pojazdu podwodnego. Dzięki temu udało się potwierdzić, że tajemnicze kręgi rzeczywiście są dużymi, naturalnie powstałymi kraterami. W trakcie badań naliczono około 40 takich struktur. Naukowcy zaznaczają jednak, iż dalsze poszukiwania mogą ujawnić kolejne.
Największą zagadką pozostaje sposób ich powstania. Jedna z hipotez zakłada, jakoby były to leje krasowe. Jezioro Michigan częściowo znajduje się bowiem na podłożu wapiennym, które może ulegać rozpuszczaniu przez wodę. W takim scenariuszu pod powierzchnią powstają puste przestrzenie, a znajdujące się nad nimi warstwy osadów mogą się zapadać, tworząc charakterystyczne zagłębienia. Podobne struktury odkryto wcześniej na dnie sąsiedniego jeziora Huron i tam udało się powiązać je właśnie z procesami krasowymi.
Czytaj też:Największy skarb wikingów w historii kraju. Fińscy archeolodzy dokonali odkrycia roku
Nie wszyscy badacze są jednak przekonani, iż w przypadku jeziora Michigan mamy do czynienia z typowymi lejami krasowymi. Inna możliwość zakłada, że zagłębienia powstały w wyniku ruchu wody wydostającej się spod osadów albo uwalniania uwięzionych w nich węglowodorów. Dlatego część naukowców woli na razie określać je po prostu mianem kraterów, zamiast przesądzać o ich genezie.
Jak się okazuje, podczas badań nie było widać wody wydostającej się z kraterów, co mogłoby wskazywać na aktywną cyrkulację wód gruntowych pod dnem jeziora. Nie oznacza to jednak, że należy całkowicie wykluczyć tę hipotezę. Potrzebne są kolejne badania, które pozwolą dokładniej przeanalizować budowę dna i znajdujące się pod nim warstwy. Same kratery nie wyglądają na pozbawione życia. W nagraniach wykonanych przez podwodnego robota widać między innymi niewielkie ryby, krewetki słodkowodne, a nawet inwazyjne małże. Ale pytanie o to, jak powstały te formacje, jak na razie pozostaje bez odpowiedzi.
Źródło:World Atlas, Livescience
