Czterech mędrców na drodze do śmietnika

Filozofia – ujęta tak jak rozumiały ją antyczne szkoły praktyki filozoficznej na Wschodzie i Zachodzie – to dbanie o stan świadomości w każdej chwili. By w każdej sekundzie, gdy wymaga tego życie, działać inteligentnie, świadomie, uważnie i mądrze, a także tak, żeby uczyć się jak najwięcej o naturze naszych umysłów i świata.

Filozofia to nie fantazjowanie na temat tego, czego nie możemy doświadczyć, jak potocznie się uważa, ani pisanie specjalistycznych tekstów dla wąskiego grona czytelników czy też uczenie cudzych doktryn – jak  najczęściej robi się to na uniwersytetach. Można uprawiać ją wszędzie. Tylko w jaki sposób krótkie wyjście do śmietnika w ponury mokry dzień pozwala na mądre działanie?

 

Nauczyciel pierwszy: grawitacja

Wynoszenie śmieci otwiera przed nami ekscytujące możliwości. Możemy na przykład wynosić je uważnie, odczuwając siłę grawitacji, która w takich sytuacjach objawia się bardzo wyraźnie. Oto podnosimy kosz ze śmieciami. Zwykle w takich sytuacjach odlatujemy w myślenie, bo nie jest to czynność ekscytująca. Nasza niewytrenowana uwaga woli zaplątać się w obrazy i doznania z przeszłości albo pobać się trochę przyszłości (lub się nią ponapawać). Być może użalamy się właśnie nad sobą, bo przyszło nam wykonywać tak mało spektakularne zadanie.

To błąd. Zaplątanie w myślenie odcina nas od możliwości zbadania mechaniki własnego ciała. Podnoszenie kosza ze śmieciami pozwala uwadze swobodnie pobyć z doznaniem grawitacji. Nie uczono nas tego w szkole, ale wystarczy kilkadziesiąt sekund (mniej niż potrzeba na wyniesienie śmieci) swobodnego, niewymuszonego bycia uwagą z siłami, które działają na nasze ciało, i oto z tym ciałem zaczyna się coś dziać.

W polu naszej uwagi pojawiają się niezauważane wcześniej napięcia. I zaraz znikają, bo uwaga pozbawiona oczekiwań je rozpuszcza. Ciało się rozluźnia. Umysł daje więcej przestrzeni myślom, za to nie daje się uwieść tak łatwo ich treści. Być może zauważymy, że zaciskamy mocno dłoń na rączce kosza ze śmieciami, i uświadomimy sobie, że nie ma takiej potrzeby. Że ten wysiłek nie jest odpowiedzią na sytuację, tylko objawem mentalnego napięcia, którego powodem jest to, że mózg znowu uwierzył, że myśli (o przeszłości i przyszłości) są rzeczywistością. Chcemy czy nie, zaczynamy oszczędzać energię.

Schodzimy po schodach. Na nasze ciało i jego poszczególne fragmenty oddziałują siły, które wyraźnie odczuwamy. Teraz możemy pobyć trochę dłużej z grawitacją – czymś, czego nie musimy rozumieć, analizować ani rozważać.

Czymś, co jest dostępne bezpośrednio jako doznanie. Nie musimy siadać na poduszce medytacyjnej i szukać koniecznie oddechu, jakby to był jedyny możliwy przedmiot medytacji. Oto mamy przedmiot równie dobry – im dłużej schodzimy schodami, tym bardziej możemy się z nim zaprzyjaźnić.

Ponieważ grawitacja jest częścią procesu życia (a nie ukutym kulturowo, subiektywnym konceptem), kiedy powstanie między nami pewna intymność i zbliżymy się do niej inaczej niż jako do teorii wyrażonej w podręcznikach wzorem matematycznym, zacznie pokazywać nam prawdę o procesie życia, którego jesteśmy częścią. W końcu nauczy nas, że to nie nasze ciało odczuwa przyjemność i ból, tylko nasz umysł, który zabarwia pragnieniem albo awersją neutralne doświadczenie. A to będzie pierwszy istotny krok w stronę wolności, która jest udziałem filozofów. Pokaże, że szczęście zależy od nas.