Krystyna Romanowska: Dzieci z autyzmem jest coraz więcej czy po prostu skuteczniej je diagnozujemy?

Joanna Kwasiborska-Dudek: Jest ich zdecydowanie więcej, ale także osoby z zaburzeniami ze spektrum autyzmu skuteczniej się diagnozuje. Tendencja ta dotyczy całego świata. W USA przyjmuje się, że zaburzenie ze spektrum autyzmu ma jedna na 68 osób. Dwa lata temu w Australii było to 1 na 121, a dzisiaj jest już 1 na 92. W ubiegłym roku wspólnie z Fundacją Synapsis i Uniwersytetem La Trobe z Australii zorganizowaliśmy szkolenie dla ponad 120 osób (pielęgniarek, psychologów, logopedek) w kierunku rozpoznawania pierwszych symptomów autyzmu u dzieci, poczynając od 8. miesiąca życia. Osoby te uczestniczyły w pierwszym w Polsce na taką skalę projekcie z użyciem narzędzi SACS-R. Badaniem objęto ponad dwa tysiące dzieci 8-, 12-, 18- i 24-miesięcznych z warszawskich żłobków publicznych. Obecnie wciąż jeszcze jesteśmy w trakcie analizowania diagnoz, ale liczba dzieci znajdujących się w grupie ryzyka autyzmu potwierdza tendencje ogólnoświatowe.

Przyczyny autyzmu nie są do końca poznane. Znaczenie ma na pewno wiek rodziców. Istnieje dwukrotnie większe prawdopodobieństwo urodzenia dziecka z autyzmem, jeżeli matka ma więcej niż 35 lat, a ojciec więcej niż 40. Ba, ważny jest nawet wiek dziadka: jeżeli spłodził syna, gdy był grubo po czterdziestce, zagrożenie także jest większe. Autyzmem bardzo mocno jest obciążona grupa wcześniaków, a jest ich coraz więcej i coraz mniejsze ratujemy. Badane są związki między autyzmem a genetyką, immunologią, środowiskiem – np. wpływem pestycydów, budową mózgu, funkcjonowaniem mózgu – poziomem neurotransmiterów. Ogólnie można zatem powiedzieć, że autyzm ma wiele przyczyn, ale każda z nich ostatecznie oddziałuje na struktury mózgu odpowiedzialne za rozwój społeczny i komunikacyjny.

Ma pani pacjentów z Polski, Szwecji, Francji, Holandii, Belgii, nawet Szetlandów. Co łączy wszystkich rodziców autystycznych dzieci?

Na początku bezsilność, lęk i przekonanie, że są niewystarczająco dobrymi rodzicami. Jedna z mam powiedziała mi, że każdy uczy się bycia dobrym rodzicem poprzez interakcję z dzieckiem – informację zwrotną, którą dostaje od malucha. Uśmiechy, zaczepki etc. Jeśli tego nie ma – a w autyzmie dziecko nie nawiązuje kontaktu wzrokowego, nie uśmiecha się – to rodzic nie wie, czy postępuje dobrze, czy źle, czy dziecko jest zadowolone, czy nie. Jeśli dziecko nie daje mu wzmocnień – rezygnuje. I to jest początek końca – rodzic nie ma motywacji, a dziecko nie jest stymulowane w kierunku właściwych reakcji.

Córka tej kobiety jest u nas od pół roku na terapii. Teraz już się uśmiecha, inicjuje kontakt, patrzy na mamę, śmieje się w głos, wskazuje paluszkiem. „Dopiero teraz czuję się mamą, szczęśliwą mamą!” – powiedziała mi kobieta. Prowadzę coachingi dla rodziców dzieci z autyzmem – jestem po odpowiednich szkoleniach, które przeszłam w MIND Institute w Stanach Zjednoczonych. Uwielbiam te chwile, gdy rodzic czuje się coraz pewniejszy swojego postępowania, coraz lepiej rozumie dziecko, wie, jak się z nim bawić, jak uczyć nowych umiejętności. Bardzo to widać po rodzicu: ma inną postawę ciała, częściej się śmieje i czuć w nim radość, a zarazem spokój.