Nie 150 a 600 minut aktywności fizycznej tygodniowo?
Stoją za nim autorzy publikacji zamieszczonej na łamach British Journal of Sports Medicine, chcący nas przekonać, że że obecne rekomendacje mówiące o 150 minutach ćwiczeń tygodniowo mogą być zbyt niskie, jeśli celem jest realna ochrona serca przed zawałem i udarem. Znacznie większe korzyści zdrowotne pojawiają się dopiero przy 560-610 minutach umiarkowanej lub intensywnej aktywności tygodniowo. Mówimy więc o czterokrotnym wzroście względem obecnego minimum.
Czytaj też: Mięsożercy częściej osiągają długowieczność, ale okazuje się, że diabeł tkwi w szczegółach
Oczywiście przypomnę jedno: nawet mniejsza aktywność jest lepsza od żadnej. Nie ma co więc łamać się, jeśli nie jesteście w stanie wypełnić proponowanej normy. A jakim sposobem została ona opracowana? Badanie objęło ponad 17 tysięcy uczestników brytyjskiego projektu UK Biobank. Ochotnicy przez tydzień nosili specjalne urządzenia monitorujące aktywność fizyczną, a naukowcy analizowali również ich wydolność organizmu, ciśnienie krwi, tętno, masę ciała, dietę i styl życia. Następnie przez blisko osiem lat śledzili, jak często dochodziło u nich do problemów sercowo-naczyniowych.
Te obejmowały między innymi zawały, udary, niewydolność serca czy migotanie przedsionków. Wyniki okazały się zaskakujące. Osoby spełniające aktualne zalecenie 150 minut aktywności tygodniowo zmniejszały ryzyko chorób serca jedynie o około 8-9 procent. Tymczasem uczestnicy osiągający poziom między 560 a 610 minut tygodniowo notowali ponad 30-procentowe obniżenie ryzyka problemów sercowo-naczyniowych. Co ciekawe, tylko około 12 procent badanych było w stanie utrzymać tak wysoki poziom regularnego wysiłku.
Jedno jest pewne: lepszy jakikolwiek ruch, niż żaden
Z pewnością nie bez znaczenia pozostaje indywidualna kondycja organizmu. Osoby o słabszej wydolności musiały ćwiczyć dłużej niż wysportowane, aby osiągnąć podobne efekty zdrowotne. Autorzy badania sugerują więc, iż przyszłe wytyczne dotyczące aktywności fizycznej powinny być bardziej spersonalizowane i uzależnione od poziomu sprawności konkretnej osoby.
Co istotne, obecne zalecenia nadal stanowią ważne minimum zdrowotne, szczególnie dla osób prowadzących siedzący tryb życia. Większa ilość ruchu po prostu przekłada się na jeszcze większe korzyści dla układu krążenia. Lekarze ostrzegają jednocześnie, że próba gwałtownego przejścia do 10 godzin ćwiczeń tygodniowo może prowadzić do przeciążeń i kontuzji, zwłaszcza u początkujących.
Czytaj też: Kawa bez kofeiny długo była obiektem żartów. Teraz wypada potraktować ją poważniej
Nie jestem zarazem przekonany, czy tak ogromny proponowany przeskok zrobi wiele dobrego. Mogę sobie wyobrazić scenariusz, w którym wiele osób całkowicie odpuszcza sobie aktywność fizyczną, jeśli dowiedzą się, że ta dotychczasowa nie dawała tak dużych korzyści zdrowotnych, jak oczekiwali. Pamiętajmy o jednym: regularne spacery, jazda na rowerze czy treningi cardio już po kilku tygodniach poprawiają samopoczucie i kondycję, nawet jeśli nie osiąga się poziomu 600 minut tygodniowo.
