Chodzi przede wszystkim o wykorzystanie tych zasobów na potrzeby rolnictwa. Tradycyjne metody szacowania zużycia wody najprawdopodobniej zdecydowanie zawyżają te wartości, dlatego uczeni opracowali nowy sposób. Wyniki badań przeprowadzonych w Chile sugerują, że dotychczasowe szacunki mogły być nawet 2,7 razy wyższe od rzeczywistego poziomu wody podbieranej naturalnemu środowisku.
Czytaj też:Chińczycy klonują zagrożone wyginięciem zwierzęta. Kontrowersyjny eksperyment już daje efekty
Skąd tak duże rozbieżności? Mogą one wynika przede wszystkim ze sposobu, w jaki dotychczas obliczano tzw. ślad wodny. W standardowej metodzie uwzględnia się zarówno wodę pobieraną z rzek i wód podziemnych na potrzeby nawadniania, jak i deszczówkę zatrzymywaną przez glebę i wykorzystywaną przez rośliny. Naukowcy zauważają jednak, że opady atmosferyczne nie są zasobem wykorzystywanym wyłącznie przez człowieka. Gdyby na danym terenie nie odbywała się działalność rolnicza, naturalnie występująca roślinność wykorzystałaby tę deszczówkę.
Dlatego badacze zaproponowali inne podejście. Zamiast liczyć całą wodę wykorzystywaną przez uprawy, postanowili określić, ile dodatkowej wody zużywa działalność człowieka w porównaniu z naturalnym ekosystemem. Przeanalizowali dane dotyczące około 100 rodzajów upraw, obejmujących między innymi pszenicę, ryż, wiśnie, sosny i eukaliptusy. Następnie porównali ich zapotrzebowanie na wodę z ilością, jakiej potrzebowałaby dobrze nawodniona trawa rosnąca na tym samym obszarze. Analizy objęły 149 gmin w pięciu regionach Chile i uwzględniały dane meteorologiczne, informacje o uprawach oraz narodowy spis gospodarstw rolnych z lat 2021-2022.
Wyniki pokazały, że w przypadku wielu roślin uprawnych dodatkowe wykorzystanie deszczówki było praktycznie zerowe. Dotyczyło to między innymi zbóż, takich jak pszenica i kukurydza. Oznacza to, że rośliny te nie zużywały więcej wody opadowej niż trawa, która mogłaby naturalnie rosnąć w ich miejscu. Rolnictwo i leśnictwo w obszarze Chile objętym ekspertyzami odbierały naturalnemu środowisku około 5 miliardów metrów sześciennych wody rocznie.
Największą część tej wartości stanowiła woda wykorzystywana do sztucznego nawadniania. W przypadku samych gospodarstw rolnych odpowiadała ona za 99,9 procent oszacowanego poboru zasobów wodnych. Inaczej wyglądała sytuacja w przypadku plantacji leśnych. Sosny i eukaliptusy, wykorzystywane między innymi do produkcji drewna oraz papieru, mogą znacząco ograniczać odpływ wody do rzek i gleby w porównaniu z rodzimą roślinnością. Według przyjętych przez badaczy założeń plantacje mogły zatrzymywać nawet 26 razy więcej deszczówki niż sady orzechowe i 50 razy więcej niż uprawy jagodowe.
Co ciekawe, około 45 procent wody przypisywanej działalności człowieka w analizowanym regionie, czyli mniej więcej 2,2 miliarda metrów sześciennych rocznie, wiązało się z produkcją towarów przeznaczonych na eksport. Największy udział w tym bilansie miały produkty trafiające do Chin, a na drugim miejscu znalazły się Stany Zjednoczone. Autorzy podkreślają jednak, że ich metoda ma pewne ograniczenia. Przyjęcie trawy jako odpowiednika naturalnej roślinności stanowi uproszczenie, ponieważ poszczególne ekosystemy, takie jak lasy, zarośla i łąki, mają różne zapotrzebowanie na wodę. Nie wszystkie gospodarstwa wykorzystują również maksymalną ilość wody potrzebną do nawadniania upraw.
