Wnioski wyciągnięte przez autorów badań w tej sprawie – opisanych szerzej na łamach Proceedings of the National Academy of Sciences – są dość szokujące. Kluczowy wniosek? Dorośli częściej mają rysy twarzy odpowiadające stereotypowym wyobrażeniom związanym z ich imieniem niż dzieci. Zdaniem badaczy nie jest to jednak cecha wrodzona, lecz efekt wieloletniego wpływu otoczenia i społecznych oczekiwań.
Czytaj też: Najnowszy trend Pokolenia Z? Zakochać się… we własnym życiu
Autorzy tych ustaleń chcieli odpowiedzieć na pytanie, czy ludzie rodzą się z twarzami pasującymi do swoich imion, czy też taki efekt pojawia się dopiero z biegiem lat. W eksperymentach uczestnicy oglądali zdjęcia nieznanych osób i mieli dopasować do nich właściwe imię spośród kilku możliwości. Okazało się, że zarówno dzieci, jak i dorośli potrafili rozpoznawać imiona dorosłych z trafnością wyższą niż wynikałoby to z przypadku. Zupełnie inaczej było w przypadku dzieci: ich twarzy nie dało się poprawnie dopasować do imion częściej niż pozwalał na to ślepy los.
Naukowcy uznali, że skoro dzieci nie wyglądają jeszcze jak “ich imię”, a dorośli już tak, oznacza to, że podobieństwo rozwija się stopniowo w trakcie życia. Aby sprawdzić tę hipotezę, uczeni wykorzystali algorytmy sztucznej inteligencji analizujące tysiące zdjęć twarzy. Program wykazał, że dorośli noszący to samo imię mają statystycznie bardziej podobne cechy twarzy niż osoby o różnych imionach. Tego efektu nie zaobserwowano jednak u dzieci, co dodatkowo potwierdziło wnioski płynące z eksperymentów z udziałem ludzi.
Badacze postanowili pójść o krok dalej i sprawdzili, czy wystarczy komputerowo postarzyć zdjęcia dzieci, aby zaczęły wyglądać jak dorośli o tym samym imieniu. Wyniki były jednoznaczne: nawet po cyfrowym dodaniu oznak starzenia twarze dzieci nie wykazywały charakterystycznego podobieństwa. Oznacza to, iż sam proces biologicznego starzenia nie tłumaczy obserwowanego zjawiska. Zdaniem autorów kluczową rolę odgrywają wieloletnie doświadczenia społeczne i sposób, w jaki człowiek funkcjonuje w swoim otoczeniu.
Autorzy badania wskazują na mechanizm określany mianem samospełniającej się przepowiedni. Każde imię wiąże się bowiem z określonymi stereotypami i oczekiwaniami społecznymi. Ludzie od najmłodszych lat słyszą swoje imię tysiące razy, a jednocześnie spotykają się z reakcjami innych osób, które – często nieświadomie – przypisują im pewne cechy charakteru, styl zachowania czy sposób prezentowania się. Z biegiem lat może to wpływać na mimikę, fryzurę, sposób ubierania się, wyraz twarzy, a nawet postawę ciała. Wszystkie te elementy razem tworzą obraz, który sprawia, że dana osoba zaczyna coraz bardziej przypominać stereotyp związany z jej imieniem.
Czytaj też: To zjawisko zdradza Twoje sekrety. Czy przejęzyczenie freudowskie naprawdę wyprzedza głowę?
Zdaniem naukowców jest to kolejny przykład tzw. społecznego kształtowania, czyli wpływu norm i oczekiwań otoczenia na rozwój człowieka. Do tej pory panowało przekonanie, jakoby taki wpływ dotyczył głównie zachowania, osobowości czy wyborów życiowych. Najnowsze wyniki sugerują jednak, że może on obejmować również wygląd zewnętrzny. Nie oznacza to oczywiście, iż samo imię dosłownie zmienia rysy twarzy. Chodzi raczej o subtelne, kumulujące się przez wiele lat zmiany związane z ekspresją twarzy, stylem życia i sposobem autoprezentacji. Podobny mechanizm może działać także w odniesieniu do innych cech społecznych, takich jak płeć, pochodzenie etniczne czy status społeczny. Jeśli oczekiwania otoczenia rzeczywiście wpływają na wygląd człowieka, mogłoby to oznaczać, że społeczne stereotypy odgrywają znacznie większą rolę w kształtowaniu naszego życia, niż przypuszczaliśmy.
