Nie szukałem wyników takich badań. Wiedziałem, że prędzej czy później wypłyną w polu mojej uwagi i potwierdzą, że stoicka oraz buddyjska szkoła filozofii miały rację, twierdząc, że zdrowe poczucie wartości można zbudować tylko w relacjach z innymi, a nie budując i fortyfikując silne ego. Tematem poczucia własnej wartości zajął się ostatnio magazyn „Scientific American Mind”. Od tego poczucia zależy nie tylko radość życia, ale i zdrowie. Oto kilka konkluzji na ten temat, pochodzących z amerykańskich ośrodków akademickich:

  • Obsesyjne potwierdzanie własnej wartości sprawia, że kończymy z poczuciem pustki w życiu i braku satysfakcji.

  • Skupienie na osiągnięciach sprawia, że stajemy się mniej inteligentni, bo one stają się celem i przedmiotem naszych snów, w efekcie czego zaniedbujemy własny rozwój i pomaganie innym.

  • Łączenie poczucia wartości z osiągnięciami wystawia nas na emocjonalne cierpienie, wynikłe z reakcji na nieuniknione wzloty i upadki.

  • Współczucie wobec siebie i innych połączone z mniej egocentrycznym obrazem sytuacji jest czynnikiem motywującym do rozwoju, pozwalającym skuteczniej osiągać cele i łatwiej uczyć się na własnych błędach.

Te zgodne z mądrością ludową wyniki badań są jednocześnie rewolucyjne, kiedy przyłożymy je do sposobu, w jaki funkcjonujemy. Gramy przecież na własny rachunek i oceniamy siebie, stosując błędne kryteria: stan konta, markę auta, adres w odpowiedniej dzielnicy i tytuł na wizytówce. Błędne z punktu widzenia eudajmonii, nauki o szczęściu.

Fortyfikowanie miejsca, w którym mieszkamy, podobnie jak fortyfikowanie ego, to najlepsza recepta na doświadczenie nieszczęścia. Z badań psychologów i neuropsychologów wykluwa się nowy obraz tego, co jest inteligentnym działaniem. Nie chodzi tylko o sprawne używanie intelektu. Ani nawet o używanie rozumu w zgodzie z emocjami, co głosiła koncepcja inteligencji emocjonalnej. Ani też o odwoływanie się do mądrości ciała. Zrozumienie i korzystanie z tych trzech rodzajów inteligencji - rozumowej, emocjonalnej i mądrości ciała - niewątpliwie zbliży nas do szczęścia bardziej niż opieranie się tylko na pierwszej z nich.

Ale jest jeszcze czwarty rodzaj inteligencji, najpotężniejszy. Nazywam ją inteligencją otwartego źródła. Jest to inteligencja wynikła z dostrojenia do procesu życia, którego jesteśmy częścią tak jak inni ludzie, poprzez zrozumienie jego praw i logiki. Uświadomienie sobie, że jesteśmy elementem wielkiego zmiennego, dynamicznego przekształcenia, a nie osobnym umysłem czy też duszą w worku ze skóry.

Fortyfikowanie ego wokół poczucia własnej wartości właśnie dlatego jest przepisem na nieszczęście, że jest działaniem przeciw uniwersalnym prawom, które obowiązują w rzeczywistości: zmienności, współistnieniu i niemożności osiągnięcia szczęścia dzięki kolekcjonowaniu przyjemnych doznań. Jak wszystko inne, także obsesja na punkcie swojej wartości może być inteligentnie spacyfikowana, zanim wepchnie nas w trwałą depresję czy konsumpcyjne niewolnictwo lub sprawi, że złość stanie się cechą naszego charakteru. Jak? Za pomocą świadomego medytacyjnego kształtowania krajobrazu emocjonalnego naszego umysłu, rozumienia względności opowieści o nas, które głosimy sobie i światu, oraz obserwacji tego, jak działa natura w naszym ciele i środowisku. Poprzez dostrojenie do procesu życia.


www.selfoff.com