Wyciąganie wniosków z przeszłości – to chyba kluczowe. Co powinniśmy zrobić, by zamiast pielęgnować ustalone role, żyć lepiej w przyszłości?

- Nawet najtrudniejszym życiowym doświadczeniom możemy nadać głęboki wymiar i wykorzystać z pożytkiem dla siebie a nawet dla innych. Podam przykłady prosto z życia, większości nam znane. Urszula Jaworska – pierwsza pacjentka, której w Polsce przeszczepiono szpik od niespokrewnionego dawcy. Gdy jako młoda żona i mama zachorowała na białaczkę, miała kilka procent szans na przeżycie, ponieważ wówczas, 20 lat temu, w Polsce nie funkcjonowały rejestry dawców szpiku. Poruszyła niebo i ziemię, by dostać szpik z zagranicy. Przeżyła, wyzdrowiała, a potem nie tylko założyła fundację, która pomaga innym chorym znaleźć dawcę, ale i zapoczątkowała poprzez swój upór nowy rozdział w polskiej transplantologii.

Janek Mela, chłopak, który w wyniku porażenia prądem stracił rękę i nogę, najpierw z Markiem Kamińskim przeszedł Arktykę i Antarktydę – zdobył obydwa bieguny. Dziś prowadzi fundację, która ułatwia ludziom bez kończyn uzyskać protezy i zajmuje się – to bardzo ważne – pomocą psychologiczną. Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, straciła syna. Zginął w wypadku motocyklowym. Swoje cierpienie przełożyła m.in. na wspieranie innych matek, którym przyszło zmierzyć się z najgorszą ze strat. Te historie pokazują, że nawet najgorsze wspomnienia można przekuć w coś wartościowego. Nawet jeśli pomaganie innym służy także próbie poradzenia sobie z własną traumą, przy okazji ma wielkie znaczenie sensotwórcze.

A w takim zwyczajnym życiu? Kiedy wciąż pamiętamy, że ktoś 15 lat temu zachował się wobec nas fatalniealbo powiedział coś nieprzyjemnego? Można to przekuć na korzyść?

- W tym bardzo pomaga upływ czasu. Z wiekiem przeważnie dystansujemy się od wielu rzeczy, tracą znaczenie kąśliwe uwagi koleżanki sprzed lat. Starzejąc się wreszcie rozumiemy, że nie mamy wpływu na to, co siedzi w głowach innych ludzi, że nie zadowolimy ich wszystkich i przestaje nam na tym zależeć. Bardziej cenimy sobie własny świat, mniej się przejmujemy innymi, zwłaszcza tymi, którzy nie są szczególnie ważni w naszym życiu. Godzimy się z tym, że ani my nie musimy wszystkich lubić, ani wszyscy nie muszą lubić nas. Zawężona przez doświadczenia z dzieciństwa perspektywa, z wiekiem poszerza się. Uczymy się nadawać rangę otaczającym nas osobom – być może wciąż nas bolą uwagi od tych najbliższych, ale ci dalsi przestają być ważni.