GWIAZDA BETLEJEMSKA


Wszyscy kojarzymy ją z kometą, która przyprowadziła Mędrców do Betlejem. Tymczasem, jak donoszą źródła historyczne, kometę w ikonografii bożonarodzeniowej zawdzięczamy malarzowi Giotto di Bondone, który w roku 1301 obserwował pojawienie się dużej komety (Halleya) i pod wpływem tego zjawiska umieścił ją na swoim fresku. Najpopularniejsza obecnie hipoteza mówi, że Gwiazda Betlejemska była sekwencją kilku niecodziennych zdarzeń astronomicznych, następujących po sobie w krótkim czasie. Chodzi mianowicie o potrójną koniunkcję Jowisza i Saturna w gwiazdozbiorze Ryb w 7 r. przed Chrystusem, następnie o zgrupowanie na niebie Marsa, Jowisza i Saturna w 6 roku p.n.e. (zdarza raz na około 800 lat) i wreszcie o pojawienie się okazałej komety rok później. Jednym z tych, którzy koniunkcje Jowisza i Saturna w 7–6 roku p.n.e. uznali za zbieżną z narodzinami Chrystusa, był Johannes Kepler, obserwujący podobne zjawisko w 1604 roku. Ówczesnej koniunkcji towarzyszył przypadkowo rozbłysk supernowej – astronom uznał więc, że sam ruch planet wywołał to zjawisko. Ergo: koniunkcja z 7 r. p.n.e. miałaby spowodować pojawienie się Gwiazdy Betlejemskiej.

Istnieje jeszcze oczywiście kilka innych teorii. Jedne sensowne, drugie, mówiąc delikatnie, dyskusyjne. Do tych pierwszych zaliczyć można tę, mówiącą o „złączeniu” w 2 r. p.n.e. Wenus i Jowisza w pobliżu Regulusa, najjaśniejszej gwiazdy w konstelacji Lwa (zwanej królewską konstelacją). Koniunkcja miała miejsce wieczorem, a odległość między planetami była na tyle nieduża, że razem wyglądały jak jedna bardzo jasna gwiazda. W tej grupie hipotez można też umieścić sugestię astronomki Jadwigi Donatowicz o tzw. świetle zodiakalnym. Jest to specyficzny dla południowej szerokości geograficznej efekt poświaty w kształcie stożka, który sprawiał wrażenie „gwiazdy wskazującej drogę”. Gdy na szczycie tej poświaty ukazała się koniunkcja Jupitera i Saturna, mędrcom wydawało się, że światło prowadzi ich do celu. Gdzieś pośrodku mieszczą się wnioski Jarosława Włodarczyka ujęte w książce „Tajemnica Gwiazdy Betlejemskiej” (Świat Książki, Warszawa 2005), które wyjaśniają naturę Gwiazdy Betlejemskiej kontekstem kulturowym i traktują jak horoskop królewski. A samej Gwiazdy Betlejemskiej tak naprawdę nie było.

Rzecz jasna, najtrudniej z racjonalnego punktu widzenia traktować podania o Gwieździe w sposób dosłowny. Nie ma przecież takiego obiektu astronomicznego, który poruszałby się po niebie niczym model na radio, a potem zatrzymał nad konkretnym obszarem. W tym miejscu nie może zabraknąć teorii o wizycie UFO dowodzących, że bóg lub bogowie to przybysze z kosmosu, a Gwiazda to nic innego jak statek kosmiczny. Wyjaśniają one co prawda wersję dosłowną, ale chyba zbyt dużym kosztem intelektualnym.

ZAĆMIENIA


W wielu kulturach powstały mity związane z zaćmieniami. Wierzono, że za to przerażające zjawisko odpowiada potwór, usiłujący pożreć Słońce, i starano się go przegonić, wywołując hałas. Potwór ten miał wiele imion i kształtów: plemiona norweskie uważały, że to ogromny wilk Skoll, Chińczycy widzieli w nim okrutnego smoka, a plemiona żyjące w Mongolii i wschodniej Syberii nazywały go Alka. W mitologii indyjskiej jest to demon Rahu, który w przebraniu boga chciał napić się napoju dającego nieśmiertelność. Ale Słońce i Księżyc doniosły bogom o podstępie i Najwyższy Bóg obciął Rahu głowę. Niestety, głowa była już nieśmiertelna i od tamtej pory chce się zemścić na donosicielach, połykając ich.

Dawniej zaćmienia traktowano też jako zapowiedź śmierci wybitnego człowieka. Domniemywa się nawet, że mogło do takiego zjawiska dojść w czasie ukrzyżowania Jezusa. Wszak mrok ogarnął wtedy ziemię na trzy godziny. To zresztą nie pierwszy przypadek, kiedy zaćmienie łączono ze śmiercią człowieka bliskiego Bogu. W apokryficznym „Testamencie Adama” jest mowa o zapadnięciu ciemności na siedem dni po śmierci pierwszego człowieka. Podobnie rzecz się miała w przypadku Henocha. Zaćmienie więc kojarzyło się głównie z nieszczęściem. A w średniowieczu, kiedy psychoza kary bożej była rozpowszechniona, w trakcie zaćmienia chowano się do piwnic, a kobiety wpadały w histerię. Jeden z władców, Ludwik Bawarski, tak wziął sobie te historie do serca, że w czasie zaćmienia z 840 roku nie wytrzymał nerwowo i zmarł.

Cóż się dziwić takiemu Ludwikowi, skoro nawet Nostradamus, w liście dedykowanym królowi Henrykowi II, przedstawił czarną wizję konsekwencji innego zaćmienia. Zapowiedział trzęsienia ziemi, pogrążenie się naszego matecznika w otchłani i wielkie zmiany polityczne. Jeszcze w XVIII wieku roztaczano hiobowe wizje zaćmienia: opady szarej, trującej mgły na zbiorniki wodne, co miało w efekcie prowadzić do wybuchu megaepidemii.

ZORZA


Kolejnym spektakularnym zjawiskiem, które spędzało sen z powiek naszym przodkom, była zorza. W Szkocji zorzę polarną uważano za aureole zatrzymanych w locie ku Ziemi upadłych aniołów, zwanych Fir Chlis, czyli zwinni mężowie lub weseli tancerze (to chyba przykład szkockiego poczucia humoru). Finowie nazywali zorzę lisim ogniem, wywodząc tę nazwę z legendy o lisie, którego futro płonęło tysiącami iskier w ciemnościach polarnej nocy. Plemiona zamieszkujące północ kraju tłumaczyły jej powstawanie działalnością wiedźm, złych duchów i mitycznych zwierząt. Lapończycy nadal wierzą, że czerwony rozbłysk zorzy jest symbolem przelewu krwi zwiastującym wojnę. Również kronikarze wypraw krzyżowych uważali zorze za zły omen. Według Rajmunda z Aguilers były to plagi, które Bóg zsyłał dla opamiętania.

KRZYŻ

 


Znak, o którym teraz mowa, legł u podstaw ekspansji chrześcijaństwa. To tzw. Krzyż Cesarza Konstantyna, któremu ukazał się na niebie wraz z umieszczonym pod nim napisem: „Pod tym znakiem zwyciężysz”. Spekuluje się co prawda, że była to tylko senna wizja, ale istnieją przekazy mówiące, że w czasie wojny z cesarzem Maksencjuszem, prześladowcą chrześcijan, Konstantyn prosił chrześcijańskiego Boga o zwycięstwo i… przed zachodem słońca cesarz wraz ze swym wojskiem ujrzał na niebie ułożony z gwiazd znak krzyża. Był to tzw. znak chi-ro, czyli kompilacja X i P znana w symbolice Kościoła. Potem zjawił się mu Jezus Chrystus i polecił, aby wśród wojsk idących do ataku umieścić święty krzyż. Konstantyn tak zrobił i zwyciężył, a w 313 r. wydał Edykt mediolański, ogłaszający religię chrześcijańską religią panującą.

UFO


Na koniec kilka słów o rzekomych przedstawieniach UFO w malarstwie. Jakkolwiek by było, są to jakieś znaki na niebie, tyle że interpretowane opacznie. Dosyć popularnym obrazem „ukazującym” odwiedziny kosmitów jest fresk „Ukrzyżowanie” z monastyru Visoki Dečani w Kosowie. Widać tam, jak po obu stronach krzyża lecą dwie postaci w jakichś pojazdach. I co? Wszystko wygląda niczym w filmie science fiction, aż do momentu, kiedy uzmysłowimy sobie, że to po prostu symboliczne przedstawienie Słońca i Księżyca. Podobnej ingerencji kosmitów wielu doszukuje się w obrazach „Zwiastowanie” Carla Crivellego czy „Chrzest Chrystusa” Aerta de Geldera. Tymczasem okazuje się, że to zwykłe w owych czasach przedstawienie boskości. I jeszcze „Madonna z dzieciątkiem i młodym świętym Janem” autorstwa Sebastiano Mainardiego bądź Jacopo del Sellaio. Na tym obrazie w tle widać coś na kształt statku kosmicznego, trzy gwiazdy pod Gwiazdą Betlejemską na szacie Madonny. Ten „statek” to symbol boskiej chwały, a trzy gwiazdy informują odbiorcę o potrójnej niewinności Matki Boskiej.

Michał Mendyk