Niedziela, restauracja. Wielopokoleniowa rodzina kończy właśnie obiad. Dziadkowie rozmawiają z wnuczkami po polsku, rodzice ze sobą po angielsku, a dzieci krzyczą na siebie, swobodnie miksując obydwa języki, kiedy w jednym z nich brakuje im słowa. Mieszanych małżeństw, nie tylko angielsko-polskich, ale i polsko-ukraińskich czy polsko-niemieckich jest w Polsce coraz więcej. Z natury są dwujęzyczne, podobnie jak rodzące się w nich maluchy.

Kiedyś dwujęzyczność, zwłaszcza w przypadku małych dzieci, była uważana za coś niepożądanego – na przykład powszechnie sądzono, że może opóźniać ich rozwój językowy. Dziś naukowcy są zgodni, że pożytki płynące z dwujęzyczności znacznie przewyższają związane z nią koszty, a rzekome „opóźnienie rozwoju językowego” jest tylko pozorne. Że zarówno w przypadku dzieci, jak i dorosłych daje ona znaczące korzyści: wpływa na sposób przetwarzania informacji, a także na rozwój części mózgu związanych z funkcjami poznawczymi, koncentracją uwagi i pamięcią.

I jeszcze jedna dobra informacja: według powszechnie przyjętych definicji dwujęzyczność nie oznacza wcale, że ktoś w równym stopniu opanował dwa języki. To się zdarza jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Chodzi o to, by w dwóch językach być w stanie efektywnie się komunikować. Dwujęzyczny może więc być każdy z nas!

Więcej szarych komórek 

Badania zespołu prof. Guinevere Eden z Georgetown University Medical Center dowiodły, że mózgi ludzi dwujęzycznych nieco inaczej się rozwijają. Naukowcy, porównując mózgi osób anglo- i anglo-hiszpańskojęzycznych, odkryli, że osoby dwujęzyczne mają więcej substancji sza-rej w niektórych częściach mózgu. Substancja szara jest zewnętrzną warstwą kory mózgowej. Zachodzą w niej procesy operacyjne związane z przetwarzaniem informacji (to dlatego bohater powieści Agaty Christie Hercules Poirot powtarzał, że trzeba ćwiczyć „szare komórki”).

„Rozumowaliśmy tak: doświadczenie z dwoma językami i zwiększona potrzeba kontroli, by używać ich właściwie, mogą powodować zmiany w mózgu osób dwujęzycznych. I faktycznie zaobserwowaliśmy u nich więcej substancji szarej w rejonach czołowym i ciemieniowym mózgu” – mówi prof. Eden. Te właśnie obszary są związane z funkcjami wykonawczymi, od-powiadającymi za kontrolę naszych zachowań. 

Dlaczego osoby dwujęzyczne potrzebują właśnie tam więcej neuronów? Chodzi o większe zasoby operacyjne. „Intensywne używanie dwóch języków to znakomity trening umysłu, który odbywa się bez udziału świadomości. Nawet jeśli w danym momencie posługujemy się tylko jednym językiem, mózg wykonuje pracę polegającą na wyhamowywaniu tego drugiego” – mówi dr hab. Ewa Haman z Zakładu Psycholingwistyki Katedry Psychologii Poznawczej UW. Kiedy rozmawiamy w rodzimym języku, zazwyczaj tego nie zauważamy, ale gdy mówimy na przykład po angielsku, mózg musi się napracować, by powstrzymać używanie polskiego – jeśli to nasz pierwszy, silniejszy język. Dlatego gdy jesteśmy zmęczeni i nasz umysł traci czujność, do obcojęzycznej przemowy wtrącamy polskie słowa. „Kiedy mi się to zdarza, wiem, że jest już po dziesiątej wieczorem” – śmieje się dr hab. Haman.