Focus: „Każdy przywódca chciałby kierować zespołem, który funkcjonuje tak perfekcyjnie jak wilcze stado”  – zauważają panowie w książce „Animal Rationale”. Co takiego potrafią wilki, czego nie umieją ludzie?

Łukasz Bożycki: U wilków każdy członek stada zna swoje miejsce w hierarchii i związane z tym zadania, np. podczas polowania. Tropiciel odnajduje potencjalną ofiarę i informuje o tym stado, naganiacze kierują ją do zasadzki, gdzie czeka reszta na czele z samcem alfa, który zwykle zadaje śmiertelny cios. Perfekcyjny mechanizm. Każda z tych ról jest ważna i każdy z równą mocą angażuje się w jej wykonanie, inaczej...

Focus: …nie będzie obiadu.

Ł.B.: Wilki ryzykują dużo więcej. Jeśli jakiś członek stada zawiedzie i inny wilk zostanie zraniony, np. złamie łapę, jest to dla niego praktycznie wyrok śmierci. Przyroda jest bezlitosna: albo biegasz, albo nie żyjesz.

Focus: Nie ma niepełnosprawnych wilków?

Ł.B.: Są grupy zwierząt, które się wzajemnie wspierają, np. mangusty czy surykatki:  jeśli jedna z nich zostanie ukąszona przez pająka czy węża, grupa ją chroni, przynosi jej jedzenie. Focus: Wróćmy do wilków. Gdzie tu analogie ze światem ludzi? Paweł Fortuna: Całe stado działa sprawnie, bo jego jednostki respektują reguły. Tymczasem w ludzkich społecznościach i organizacjach zasady i wartości zbyt często bywają tylko deklaratywnym mitem, hasłami, którymi oplakatowane są ściany, ale nikt ich nie wciela w życie.

Focus: Gdy przeczytałam, jak nieposłuszny osobnik wkłada głowę w paszczę „policjanta”, wilka od czarnej roboty, którego zdaniem jest dyscyplinowanie, to przyznam, zrobiło mi się zimno.

Ł.B.: Ale to kara symboliczna, zwykle nie dochodzi do rozlewu krwi. Karą o wiele surowszą jest wyłączenie ze stada. Samotny wilk nie jest już w stanie polować na jelenie, musi zadowolić się mniejszymi ofiarami, a więc pozyskuje mniej energii, a wydatkuje więcej, np. ścigając zające. Co więcej, przez inne watahy jest traktowany jako obcy, którego trzeba usunąć.

P.F.: U zwierząt przywódcą jest ten, kto ma odpowiednie kompetencje: siłę, spryt.

Ł.B.: W stadzie słoni liderem jest zwykle najstarsza słonica. Dźwiga ogromną odpowiedzialność, ponieważ jeśli brakuje wody, to ona musi wiedzieć, gdzie ją znaleźć. Jeśli raz zaprowadzi stado tam, gdzie wody nie będzie, to słonie natychmiast udadzą się do kolejnego miejsca, ale jeśli będzie się mylić zbyt często,  stadu grozi śmierć. Gdy w pewnym stadzie zmarła przywódczyni, nikt się nie kwapił, by zająć jej miejsce. W końcu wszystkie słonie zaczęły naśladować jedną ze słonic: kiedy ona stała i one zastygały w bezruchu, gdy ona jadła – one również się posilały. W demokratyczny sposób dokonały wyboru liderki.

Focus: Czego jeszcze możemy się nauczyć od zwierząt?

P.F.: Zawsze staraj się być pierwszy na danym terytorium! Jeśli pliszka siwa wróci do Polski z zimowiska za późno, ma niewielkie szanse znaleźć wolne terytorium, może jednak uzyskać pozwolenie na przebywanie na terenie już zajętym, wchodząc w rolę najemnika i wspierając dominującego samca w walce z innymi i w szukaniu pokarmu. Gdyby pliszka mogła mówić, przekazałaby nam komunikat: „Każde dobro na świecie jest ograniczone, dlatego postaraj się uzyskać do niego dostęp jako pierwszy”.

 

Focus: W swojej książce piszecie, że warto też się przyjrzeć chomikom syryjskim.

Ł.B.: Na przełomie XIX i XX wieku uznano je za gatunek wymarły. Ale w 1930 roku pewien archeolog podczas prac wykopaliskowych w okolicach Aleppo wyciągnął z ziemi matkę i dwanaścioro młodych. I jak to naukowiec, postanowił je zawieźć do Londynu – niestety, część gryzoni w drodze zmarła. Ale tym chomikom, które przeżyły, udało się rozmnożyć. Dziś ten gatunek znów masowo występuje w środowisku naturalnym.

Focus: I jaki z tego morał? Że trzeba czasem dostać w tyłek, by ruszyć ostro naprzód?

P.F.: Mamy przekonanie, że wiemy, co dla nas jest dobre, i z góry zakładamy, że sytuacje związane z cierpieniem są złe, więc ich unikamy. Tymczasem w przypadku wielu osób, które doświadczyły traumatycznych wydarzeń, po okresie rozpaczy obserwuje się potraumatyczny wzrost. Ci ludzie wracają do życia ze zdwojoną siłą. Przykładem może być Monika Kuszyńska, wokalistka Varius Manx, która przeżyła poważny wypadek samochodowy – dziś porusza się na wózku. Focus: Kiedyś była jedną z szeregu wokalistek, a dziś dla wielu ludzi, nie tylko niepełnosprawnych, jest symbolem nadziei.

P.F.: Podobnie jest z Rafałem Wilkiem, który był raczej przeciętnym żużlowcem, a po wypadku na torze został wybitnym paraolimpijczykiem, z kilkoma złotymi medalami na koncie. 

Focus: Stawiacie tezę, że na wyrost rościmy sobie prawo do tytułu „człowiek rozumny”. Ten animal rationale w ciągu minuty wycina 24 hektary lasów, a tylko 6 sadzi.

Ł.B.: Poprawka – to, co sadzą leśnicy, to nie las, lecz „hodowla desek”, drągowina, monokultura najczęściej sosnowa, która jest bioróżnorodnie uboga, jeśli chodzi o gatunki roślin i zwierząt. I mało odporna na choroby, bo jak wejdzie kornik, to zeżre wszystko w monokulturze świerkowej. Taka Puszcza Białowieska zaś się obroni, bo jej orężem jest duża bioróżnorodność.

Focus: Chyba moglibyśmy się sporo nauczyć w tej kwestii od bobrów?

Ł.B.: Tak, bo bobry też kształtują bioróżnorodność, zalewają te leśne monokultury i stwarzają środowisko dla nowych gatunków: pojawiają się tam ryby, owady, płazy, ptaki. No, ale bioróżnorodną puszczę trzeba wyciąć, jak twierdzą niektórzy politycy!

Focus: I tak dotarliśmy do polityki, która ostatnio tak zaostrzyła podziały między nami, że w wielu domach nawet spokojnie obiadu nie można zjeść. My skaczemy sobie do oczu, a taki błazenek, ryba, którą większość z nas zna z filmu „Gdzie jest Nemo”, potrafi ułożyć sobie życie z przeciwnikami.

Ł.B.: Ta kreskówka niestety nie przysłużyła się błazenkom, bo są teraz masowo odławiane z naturalnego środowiska, co znacznie zubożyło ich miejscowe populacje.

Focus: Błazenek, na którego czyha sporo drapieżników: innych ryb, węży, ośmiornic, znajduje obrońcę w postaci ukwiału, groźnego ze względu na swoje parzydełka. Ale błazenek uodpornia się na nie, dawkując sobie małe porcje trucizny. My też możemy w ten sposób przekształcić wrogów w sojuszników?

P.F.: Ludzie generalnie prezentują dwie postawy: badacza albo indoktrynera. Gdy badacz spotyka coś, co jest sprzeczne z tym, co myśli, to się cieszy, chce się na ten temat dowiedzieć czegoś więcej. Indoktryner tymczasem natychmiast chce się tego pozbyć.

 

Focus: Polska edukacja skutecznie „leczy” z bycia badaczem.

P.F.: Studia dają możliwość wzmocnienia tej postawy. To nie jest łatwe, bo oznacza ciągłą walkę z własnym ego, bo przecież to, co wymyś liłem, jest „moje”, a „moja racja jest mojsza niż twojsza”.

Focus: Ale panowie wyszli z tego impasu i napisali razem książkę. Który z was jest ukwiałem, a który błazenkiem?

P.F.: Dobre pytanie. Myślę, że w różnych fazach pisania odgrywaliśmy różne role, ale chyba jesteśmy jak dwa rumaki w jednym zaprzęgu.

Ł.B.: Ale to Paweł jest zdecydowanie koniem pociągowym. Ja opisywałem życie zwierząt, robiłem im zdjęcia.

P.F.: A ja następnie szukałem analogii w świecie ludzi, próbując pokazać, że zwierzęta mogą nas inspirować do zmiany na lepsze. Oprócz błazenka i ukwiału pokazujemy inne przykłady udanej współpracy między gatunkami. Ł.B.: Piszemy np. o różance, rybie, która – chcąc zapewnić swoim młodym bezpieczny start – składa ikrę do komory skrzelowej małża. Jego twarda skorupa zapewnia bezpieczeństwo rybkom w pierwszej fazie życia.

Focus: A co na byciu inkubatorem zyskuje małż?

Ł.B.: Różanki, gdy urosną, opuszczają skorupę małża, a jego larwy przyczepiają się do nich. To taka taksówka, dzięki której larwy mogą przemieścić się daleko i zasiedlać nowe terytoria.

Focus: W ogóle sporo miejsca w książce poświęcacie opiece nad potomstwem. A przecież ludzie są jednym z tych gatunków, który wyjątkowo długo i troskliwie zajmuje się swoimi niezdolnymi do samodzielnego funkcjonowania dziećmi.

P.F.: I czasem niestety jesteśmy w swej troskliwości przesadni. Krzyżak ogrodowy niedługo po wykluciu się z kokonu plecie nić, dzięki której uniesiony wiatrem pofrunie daleko, by żyć samodzielnie, z dala od rodziców.

Focus: Przyznaję, jestem nadopiekuńczą matką i wizja szybkiego usamodzielnienia moich dzieci na wzór małych pająków mnie przeraża.

P.F.: W książce pokazujemy, że nadmierną opiekuńczością tak naprawdę możemy zaszkodzić naszym dzieciom, blokujemy ich dorastanie i rozwój. Jak pokazują statystyki, hodujemy coraz więcej niesamodzielnych dorosłych mieszkających z rodzicami – bamboccioni.

Focus: Zgoda w kwestii pająków. Ale zupełnie nie rozumiem, czego mamy się nauczyć od piżmowołów, północnych krewnych krów?

Ł.B.: Piżmowoły w sytuacji zagrożenia formują coś w rodzaju szyku bojowego, w którym najsilniejsze jednostki w stadzie stają w pierwszym szeregu, frontem do drapieżnika i bronią ukrytych dalej ciężarnych samic i cieląt.

 

Focus: My też zwykle kobiety i dzieci dajemy „na tyły”, a silnych mężczyzn do obrony.

 Ł.B.: Chodzi o to, żeby za każdym razem nasza reakcja – jak u piżmowołów – była adekwatna do zagrożenia. Pojawia się wilk – formujemy falangę, nie ma wilka – nie ma szyku.

P.F.: W tej historii chodzi o pokazanie, że zwierzęta raczej nie ignorują sygnałów ostrzegawczych. A my, ludzie, mamy nierzadko tak, że jeszcze nic „w trawie nie zapiszczało”, a już reagujemy rozbudowanymi systemami obrony…

Focus: ...a jak dziecko zniknie nam z oczu na kilka sekund, wpadamy w histerię.

P.F.: I w ten sposób zaszczepiamy dzieciom swoje lęki. A bywa i tak, że nasza reakcja jest niezgodna ze zdrowym rozsądkiem. Zagrożenie jest ewidentne, a my nie reagujemy. Ludzie jadą za burzą błotną, z bliska obserwują tornada. W 2004 roku wielu turystów na plażach w Tajlandii, widząc nadchodzące kilkunastometrowe fale tsunami, zamiast uciekać, pstrykało zdjęcia i kręciło filmiki. Do końca nie wierzyli, że to jest realne zagrożenie.

Focus: Dlaczego tak się dzieje? Czy my tracimy wrażliwość na sygnały ostrzegawcze, bo jesteśmy zalewani zbyt dużą ilością bodźców stresowych?

P.F.: Tak – z jednej strony wzrasta poziom naszego uniewrażliwienia i obojętnie przyjmujemy telewizyjnego newsa o kolejnym wypadku samochodowym. Z drugiej – wciąż cierpimy na fobie związane np. z pająkami. Ludzie piją kawę, przegryzają kanapką i oglądają zdjęcie martwego czteroletniego uchodźcy wyrzuconego na plażę, a za chwilę z piskiem uciekają przed myszką.

Focus: Cóż, zwierzęta nie oglądają telewizji. Gdyby mieli panowie wybrać jedno zwierzę, które was najbardziej zainspirowało, to byłby to...

Ł.B.: Ja uwielbiam ptaki. Wybrałbym jerzyka. Jerzyk może robić to, co podpowiada mu jego własny instynkt, przez trzy lata może nie wylądować, może lecieć i łowić owady, gasić pragnienie, karmić młode. Jest wolny, nie to, co my – godzina 15, zasiadamy przy stole, musimy udzielić wywiadu. Czy bycie jerzykiem nie jest wspaniałe?

Focus: Wolałby pan być jerzykiem niż biologiem?

Ł.B.: Oczywiście, jest mi wstyd, że jestem człowiekiem, ze względu na krzywdy, jakie codziennie wyrządzamy przyrodzie i innym ludziom.

P.F.: Ja jednak wierzę w człowieka, który potrafi naprawiać swoje błędy i uczyć się od makaka, krzyżaka ogrodowego czy wilka. Chciałbym, żebyśmy, korzystając z doświadczeń zwierząt, byli bardziej ludzcy. Zwierzęta pokazują nam, że w wielu kwestiach zabrnęliśmy w ślepe zaułki. Stwarzamy kolejne wynalazki, żeby pracować więcej i jeszcze więcej. Popełniamy technologiczne samobójstwo na raty.

Ł.B.: I dobrze! Wyginiemy, a światem zawładną majestatyczne ptaki!