W XXI wieku wystarczy przecież spojrzeć na mapę, żeby uznać kształt Polski za coś oczywistego. Bałtyk na północy, Karpaty i Sudety na południu, Wisła przecinająca kraj z południa na północ. Granice, miasta, rzeki i góry wydają się stałymi elementami krajobrazu. W skali geologicznej są jednak zaledwie chwilą. Jeszcze kilkadziesiąt milionów lat temu nie było ani Bałtyku, ani Karpat w ich obecnej postaci. Jeszcze wcześniej przez obszar dzisiejszej Polski wielokrotnie przechodziły morza, a w innych okresach rozciągały się tu rzeki, pustynie, bagna i tereny przybrzeżne. Zanim pojawił się człowiek i powstały pierwsze miasta, a nawet zanim po Ziemi zaczęły chodzić dinozaury, ten fragment Europy zdążył już wielokrotnie zmienić swoją twarz.

Aby poznać tę odległą historię, naukowcy chwytają się różnych sposobów. Jeden z nich odnosi się do skał i zapisanych w nich wydarzeń. W przypadku naszego kraju taką skarbnicą wiedzy okazują Góry Świętokrzyskie. Ich skały przechowują zapis kolejnych środowisk, które pojawiały się w naszych okolicach na przestrzeni setek milionów lat. Na przykład we wczesnym triasie, ponad 240 milionów lat temu, dominowały tam środowiska lądowe. Rzeki płynęły przez rozległe równiny, lokalnie powstawały wydmy, a osady nanoszone przez wodę i wiatr stopniowo przykrywały dawny krajobraz. Potem sytuacja się zmieniła. Na obszar Gór Świętokrzyskich wkroczyło morze. W jego płytkich wodach żyły między innymi małże, ślimaki, ramienionogi i liliowce. Później morze ponownie ustąpiło, a krajobraz stał się lądowy.
Czytaj też: Ben Bulben zachwyca wyglądem. Jak powstała ta niezwykle symetryczna góra?
To powtarzający się motyw w historii naszego regionu: morze pojawia się, znika i ponownie wraca. W jurze historia robi się jeszcze ciekawsza. Na początku tego okresu na obszarze dzisiejszych Gór Świętokrzyskich istniały rzeki, bagna, jeziora, delty i środowiska przybrzeżne. Występowała tam roślinność, która stanowiła pożywienie dla roślinożernych dinozaurów. To właśnie z tych osadów pochodzą liczne tropy tych zwierząt.
A paleontolodzy poszukujący dowodów na ich istnienie dysponują różnymi źródłami – nie tylko w postaci kości. Próbę czasu przetrwały bowiem ślady codziennego życia tych organizmów: odciski stóp pozostawione w miękkim osadzie, który później stwardniał i przetrwał miliony lat. Ale zaraz, czy w Polsce naprawdę żyły kiedyś dinozaury? Jak najbardziej!
Wyobrażenie naszych okolic jako krainy dinozaurów rodem z Parku Jurajskiego byłoby rzecz jasna pewną przesadą. I to niekoniecznie ze względu na brak odpowiednich gatunków. Odpowiedź kryje się w innym aspekcie: nie cały obszar dzisiejszego kraju zwanego Polską był przed milionami lat jednym wielkim lądem. Środowisko zmieniało się zależnie od okresu i miejsca. 100 milionów lat temu ogromną część naszych terenów pokrywały płytkie morza. Na nich istniały natomiast obszary lądowe, po których poruszały się dinozaury.

Góry Świętokrzyskie są pod tym względem wyjątkowe. Badania tropów z najwcześniejszej jury pokazują, iż występowały tam zarówno teropody, czyli dwunożne dinozaury drapieżne, jak i zauropody oraz dinozaury ptasiomiedniczne. Ślady zachowały się w osadach rzecznych, jeziornych, deltowych i przybrzeżnych. Kilka odciśniętych w kamieniu śladów pozwala wyobrazić sobie zwierzę, które przechodziło tędy ponad 200 milionów lat temu. Z drugiej strony, działanie w oparciu o tak ograniczone dowody wiąże się z koniecznością ich właściwej interpretacji. To może w niektórych sytuacjach prowadzić do… nadintepretacji. W związku z tym staram się odnosić do informacji, które naukowcy zdążyli już potwierdzić.
Skoro nasza wirtualna oś czasu sięga teraz około 100 milionów lat wstecz, to mówimy o świecie znacznie cieplejszym od współczesnego. Poziom oceanów był wysoki, a ogromną część kontynentów pokrywały płytkie morza. Dotyczyło to również obszaru dzisiejszej Polski. Nie cała Polska była w tym samym momencie zalana wodą. Baseny morskie rozszerzały się i kurczyły, a ich zasięg zmieniał się wraz z transgresjami i regresjami. Badania geologiczne Niżu Polskiego umożliwiły nawet stworzenie map pokazujących kolejne etapy rozwoju późnokredowego basenu morskiego.
Czytaj też: Rozpoczęli eksperyment leśny i zapomnieli o nim na prawie 40 lat. W międzyczasie zaczęły dziać się cuda
W pewnym momencie zamiast polskiej równiny moglibyśmy więc zobaczyć płytkie morze. Pod wodą istniał zupełnie inny świat. W osadach zachowały się szczątki amonitów, belemnitów, małży, jeżowców i innych bezkręgowców. W morzach pływały ryby, rekiny i płaszczki. Występowały wtedy również wielkie gady morskie, między innymi plezjozaury i ichtiozaury. Określenie ich mianem potworów morskich nie byłoby według mnie wielką przesadą.
W Annopolu nad Wisłą zachował się wyjątkowo interesujący zapis tego świata. Skały zawierają tam skamieniałości ryb, w tym rekinów i płaszczek, a także dużych gadów morskich. W innych miejscach regionu świętokrzyskiego uczeni odnajdują liczne amonity, belemnity, małże i jeżowce. Jedno jest pewne: współczesny krajobraz tych miejsc niewiele mówi o tym, że kiedyś znajdowało się tam dno morza. Trzeba specjalistycznych poszukiwań (lub ogromnej dozy szczęścia), aby zidentyfikować dowody sprzed dziesiątków bądź setek milionów lat.

Warto przy tym pozbyć się jeszcze jednego współczesnego wyobrażenia. Dzisiejsze morza nie są po prostu starymi morzami, które istniały od “zawsze”. Bałtyk jest geologicznie bardzo młody. Jego obecny kształt zaczął się formować dopiero podczas ostatnich faz epoki lodowej, w ciągu minionych kilkunastu tysięcy lat. Sto milionów lat temu nie było więc Bałtyku, który moglibyśmy rozpoznać. Były za to rozległe zbiorniki morskie związane z zupełnie innym układem kontynentów i basenów sedymentacyjnych. Podobnie młode w geologicznej skali są współczesne Karpaty. Ich powstawanie wiąże się z późniejszymi ruchami tektonicznymi, związanymi między innymi ze zbliżaniem się Afryki do Europy.
Pod koniec kredy, około 70 milionów lat temu, sytuacja wciąż pozostawała dynamiczna. Morze nadal zajmowało duże obszary Europy Środkowej, lecz obok niego istniały wyspy i większe fragmenty lądu. Jednym z najciekawszych miejsc jest w tym kontekście Roztocze. Zachowały się tam tropy dinozaurów z późnej kredy, pokazujące, iż dinozaury rzeczywiście przemierzały obszary, które geologicznie należą dziś do Polski. To szczególnie ciekawe, ponieważ ówczesna Europa Środkowa przypominała archipelag. Zamiast jednego zwartego kontynentu istniały liczne wyspy i obszary lądowe otoczone płytkim morzem.
Dinozaur mógł więc przejść przez równinę, a niedaleko od niego zaczynało się morze. Nie był to świat nieustannie zalany wodą ani obszar pokryty lasami rozciągającymi się aż po horyzont. Był mozaiką lądu i morza, wysp, wybrzeży i płytkich basenów. Aż w pewnym momencie około 66 milionów lat temu, historia dinozaurów dobiegła końca. Wymieranie kredowe nie zakończyło jednak historii tego fragmentu Europy. Przeciwnie: przed Polską było jeszcze wiele zmian. Afryka przesuwała się na północ. Zaczęła zbliżać się do Europy. Ruchy tektoniczne zmieniały istniejące baseny i powodowały wypiętrzanie kolejnych obszarów. Powstawały Karpaty. Dawne morza znikały, a ich osady ulegały deformacji i zaczęły piąć się ku górze.
Czytaj też: Na Syberii jak w tropikach. Mieszkańcy Arktyki doświadczają anomalii temperaturowych
Jeszcze później nadeszła epoka lodowa. Lądolód wielokrotnie przesuwał się przez północną i środkową Europę, pozostawiając po sobie gliny, piaski, żwiry i głazy narzutowe. To on w ogromnym stopniu nadał północnej Polsce rzeźbę, którą znamy dzisiaj. W ten sposób powstawał współczesny krajobraz. Setki milionów lat zmian sprawiły, że urodziliśmy się w kraju, który pod względem geologicznym i krajobrazowym wygląda tak, jak wygląda.
Na przestrzeni lat morze ustępowało przed lądem, by później powrócić. Góry powstawały i ulegały erozji, a dinozaury rządziły Ziemią przed miliony lat, by w pewnym momencie bezpowrotnie zniknąć. To dzięki paleontologom wiemy, iż pod naszymi stopami znajdują się pozostałości światów, które zniknęły dawno temu. Procesy, które doprowadziły do obecnej sytuacji, wciąż trwają, choć oczywiście ich postępowania nie da się zobaczyć gołym okiem. A skoro w pewnym momencie historii wszystkie obecne kontynenty stanowiły jedną całość, to geolodzy mogą jedynie przypuszczać, jak potoczy się dalsza ich historia.
