Focus Historia: Czy Stalin się bał?

Nikita Pietrow: Sprawa jest oczywista. Nie tylko pod koniec życia, ale także w latach 30. – widać to wyraźnie po jego działaniach – Stalin ciągle bał się o swoje życie. Bał się zamachu. Jeśli spojrzeć na sprawy, które prowadzono w latach Wielkiego Terroru, to bardzo wiele z nich dotyczyło właśnie domniemanych prób zamachu na wodza, zamiarów terrorystycznych itp. Doszło do tego, że już po wojnie w systemie MGB [Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego – dop. red.] działał specjalny oddział „T”, który rozpracowywał potencjalnych zamachowców. Tych spiskujących przeciwko lokalnym organom władzy – był to tzw. terror lokalny, i tych przeciwko Stalinowi i jego najbliższemu otoczeniu – terror centralny. Stalin bał się o swoje życie i dlatego ciągle sprawdzał swoje otoczenie, przeprowadzał niekończącą się selekcję. Pod koniec życia do grupy podejrzanych trafili Mołotow i Mikojan, i to ich Stalin próbował usunąć ze swojego otoczenia, co zresztą zrobił. Stalin miał poczucie oblężonej twierdzy, zarówno w odniesieniu do państwa, a po wojnie – bloku państw, jak i w odniesieniu do swojej własnej osoby. Był przekonany, że jest otoczony przez wrogów, tylko że jeszcze ich nie wykryto.

F.H.: Czy z biegiem lat te fobie się nasilały? W książce „Psy Stalina” zwraca pan uwagę na adnotacje na dokumentach śledczych, które przechodziły przez jego ręce w ostatnich latach i nawet miesiącach życia: „Bić, bić do upadłego”.

N.P.: Historycy prowadzą niekończące się spory o to, czego dokonywał upływ czasu z psychiką Stalina. Ale szczerze mówiąc, w latach 1952–1953 sowiecki lider nie uczynił nic, czego nie robiłby wcześniej – w latach 30. i później. Wtedy również domagał się, żeby przesłuchiwanych bito i torturowano, zarówno w NKWD, jak i w MGB. Inicjował nagonki na poszczególne osoby ze swojego bliskiego otoczenia, osobiście pilnując, żeby trafili do więzienia, a potem na egzekucję. Myślę, że można mówić o nasileniu się z wiekiem pewnych negatywnych cech charakteru. To starcza podejrzliwość, zniecierpliwienie. Akurat w tym punkcie niektórzy historycy są odmiennego zdania, twierdząc, że Stalin był paranoikiem. Ja myślę, że to nie była choroba psychiczna, lecz logiczny rozwój pewnych cech – stawał się bardziej okrutny i krwawy. Problem leżał – w moim odczuciu – gdzie indziej. Pod koniec lat 40. i na początku 50. do charakteru i potrzeb Stalina nie pasowało jego otoczenie.

F.H.: Ma pan na myśli „panienki”, „kelnerów, którzy próbują pracować w białych rękawiczkach”, jak nazywał w tym czasie pracowników bezpieki?

N.P.: Tak, widać to wyraźnie, kiedy czytamy dokumenty, notatki służbowe osób, które miały z nim kontakt w ostatnich miesiącach jego życia, np. ówczesnego ministra bezpieczeństwa państwowego Ignatjewa. Stalin ciągle zarzucał mu, że jest mięczakiem, że odszedł od szkoły Dzierżyńskiego, od „męskich” metod działania. Zmieniła się epoka, zmieniło się państwo i ludzie. A Stalin był ciągle ten sam. Ludzie już nie byli gotowi wykonywać jego poleceń bez zająknięcia, tak jak w latach 1937–1938. Widać to w dokumentach np. sprawy lekarzy. Owszem, „szyto” ją według zaleceń wodza, ale szło to dość opornie. W notatkach śledczych czytamy np., że jednego z podejrzanych, Jegorowa, nie aresztowano, bo z powodu przewlekłej choroby był w szpitalu. Stalin był wściekły, uważał to za sabotaż. W latach 30. ludzie Stalina i cały aparat bezpieczeństwa byli bardziej skłonni do przemocy i okrucieństwa, bo to była istota tamtej epoki. A lata 50. to już czas innych ludzi, owszem, brutalnych, ale nie w tak krwawy sposób. Ignatjew, Breżniew czy Malenkow – oni mimo wszystko myśleli już w innych kategoriach.

F.H.: Teza o odsunięciu Stalina od najważniejszych spraw w państwie, a zwłaszcza od kierowania represjami pod koniec życia, jest przesadzona?

N.P.: Tak, to są wizje tych historyków, którzy próbują Stalina wybielać, usprawiedliwiać. Pokazać z jednej strony, że nie on był odpowiedzialny za represje, a z drugiej, że to on jakoby był ofiarą. Że został zamordowany, że to ludzie z jego otoczenia – Chruszczow i inni – byli prawdziwymi wrogami. Owszem, cały szereg spraw państwowych Stalin przekazał czwórce najbliższych ludzi, którzy decydowali bez jego bezpośredniego udziału. Przy Radzie Ministrów byli to Beria i Bułganin, a „po linii” KC KPZR – Chruszczow i Malenkow. Ale to właśnie częściowe przekazanie władzy temu kolektywnemu liderowi pozwalało mu na skupienie się na sprawach najważniejszych, czyli kierowaniu organami bezpieczeństwa państwowego. Mając w kieszeni bezpiekę, Stalin trzymał wszystkich w szachu. Wprowadził do Prezydium KC nowych – młodych ludzi i to pozwalało mu manipulować sytuacją, zastraszać „starych towarzyszy”.

F.H.: To znaczy, że wiek i stan zdrowia nie przeszkadzały mu w knuciu intryg.

N.P.: Stalin knuł zawsze i nie przestał tego robić również pod koniec życia. Owszem, choroba mogła mu przeszkodzić w tym, żeby regularnie uczestniczyć w posiedzeniach Rady Ministrów, Sekretariatu KC czy Prezydium KC. Ale to była rutyna zarządzania państwem. Za to takie sprawy jak np. polityka zagraniczna czy dyktowanie dyplomatom, jak mają się zachować, ale przede wszystkim wszystko, co tyczyło się pracy organów bezpieczeństwa, leżało już w gestii Stalina.