Wszystko przez znalezisko z Brazylii mające około 25-27 tysięcy lat. Zdaniem badaczy nosi ono ślady wskazujące na celową obróbkę przy udziale ludzi. Jeśli interpretacja jest prawidłowa, oznaczałoby to, że człowiek pojawił się na tym kontynencie tysiące lat wcześniej, niż wynika z powszechnie akceptowanych dowodów. Szczątki spoczywały na terenie stanowiska Santa Elina w stanie Mato Grosso. Wśród pozostałości po plejstoceńskich zwierzętach naukowcy znaleźli osteodermy, czyli płytki kostne znajdujące się w skórze niektórych dużych ssaków. W tym przypadku należały one do wymarłego leniwca zaliczanego do rodzaju Megaterium.
Uczeni zwrócili uwagę na otwory znajdujące się w trzech fragmentach kości. Ich kształt i sposób wykonania mają sugerować, iż nie powstały przypadkowo. Analizy mikroskopowe wykazały obecność śladów skrobania, polerowania oraz charakterystycznych zarysowań, które mogą być pozostałością po wykorzystaniu kamiennych narzędzi. Zdaniem autorów badań kości zostały zmodyfikowane jeszcze przed ich skamienieniem. Otwory mogły służyć do przewleczenia sznurka, co oznaczałoby, że same kości były prawdopodobnie wykorzystywane jako ozdoby, być może w formie zawieszek.
Takie znalezisko jest wyjątkowo istotne, ponieważ pozwala połączyć obecność zwierzęcych szczątków z działalnością człowieka. Problem w tym, że określenie dokładnego momentu pojawienia się ludzi w Ameryce Południowej od lat pozostaje przedmiotem sporów. Przez długi czas wśród najważniejszych dowodów na wczesne zasiedlenie kontynentu wymieniało się odkrycia pochodzące ze stanowiska Monte Verde II w Chile, którego wiek wynosi około 14,5 tysiąca lat. Santa Elina jest znacznie starsze. Najstarsze warstwy tego brazylijskiego stanowiska mogą być nawet o 12 tysięcy lat starsze niż w przypadku chilijskiego odpowiednika.
Oznaczałoby to konieczność poważnej zmiany dotychczasowego obrazu migracji pierwszych ludzi na kontynencie. Zgodnie z najbardziej rozpowszechnionym scenariuszem przodkowie rdzennych mieszkańców obu Ameryk rozpoczęli ekspansję na południe znacznie później. Dane genetyczne wskazują obecnie na pojawienie się populacji przodków rdzennych Amerykanów w Ameryce Południowej mniej więcej 16-23 tysiące lat temu.
Właśnie dlatego odkrycie z Santa Elina nie zostało przez wszystkich naukowców uznane za rozstrzygający dowód. Największe kontrowersje dotyczą tego, czy otwory w kościach rzeczywiście stanowią pokłosie działalności ludzi. Naturalne procesy zachodzące po śmierci zwierzęcia również mogą pozostawić na kościach nietypowe uszkodzenia. Mogą je powodować między innymi działanie mikroorganizmów, owadów, gryzoni, ognia czy procesów związane z przemieszczaniem się szczątków w osadach.
Czytaj też: Grecy odnaleźli niemiecki okręt wojenny. Po 83 latach pozostaje w idealnym stanie
Badacze zajmujący się sprawą stanowiska Santa Elina przekonują jednak, iż charakter uszkodzeń różni się od śladów pozostawianych przez naturalne procesy. Szczególne znaczenie mają ślady wskazujące na celowe wygładzenie powierzchni wokół otworów. Mogłoby to świadczyć o tym, że przedmioty były używane i noszone przez ludzi.
Źródło: Popular Mechanics
