Wszystko wydarzyło się pewnego sierpniowego dnia. Dwójka niewolników pracujących na plantacji tytoniu w pobliżu wspomnianej miejscowości usłyszała charakterystyczny odgłos kropli uderzających o liście roślin. Początkowo nic nie wskazywało na to, że za chwilę staną się świadkami czegoś wyjątkowego. Szybko okazało się jednak, iż padający deszcz ma intensywnie czerwony kolor. Co więcej, razem z nim na ziemię miały spadać drobne kawałki przypominające mięso i tłuszcz.
Świadkowie zebrali fragmenty nietypowej substancji z liści tytoniu i pokazali je właścicielowi plantacji, E.M. Chandlerowi. Informacja o tajemniczym opadzie błyskawicznie rozeszła się po okolicy. Sprawą zainteresowali się również naukowcy. Próbki trafił do doktora Gerarda Troosta. Ten już po pierwszych oględzinach zwrócił uwagę na intensywny, odrażający zapach przypominający rozkładającą się tkankę zwierzęcą.
Po przeprowadzeniu analizy naukowiec wyciągnął kolejne wnioski: badana substancja rzeczywiście była materią pochodzenia zwierzęcego. Nie udało mu się jednak jednoznacznie ustalić, w jaki sposób znalazła się na niebie i skąd dokładnie pochodziła. Jedna z jego hipotez zakładała, iż silny wiatr mógł poderwać fragmenty rozkładającego się zwierzęcia, a następnie przenieść je w pobliże chmury burzowej. W takich warunkach szczątki mogły rozproszyć się na dużym obszarze.
William F. Cooper, który odwiedził miejsce zdarzenia, opisywał, że opad objął pas terenu o szerokości około 50 metrów i długości mniej więcej 700 metrów. Co ciekawe, w 1841 roku amerykańskie społeczeństwo wciąż odczuwało skutki krwawego powstania niewolników pod wodzą Nata Turnera, do którego doszło dekadę wcześniej w Wirginii. Turner opowiadał o niezwykłych znakach na niebie oraz kroplach krwi pojawiających się na liściach roślin. Interpretował je jako religijne proroctwo. Wkrótce potem, w sierpniu 1831 roku, poprowadził bunt, podczas którego zginęło 55 osób. W odpowiedzi do akcji wkroczyły grupy, które dokonały masowych mordów na czarnoskórych mieszkańcach regionu.
Nic dziwnego, że wiadomość o krwawym deszczu z Tennessee wywołała silne reakcje. Część mieszkańców południowych stanów obawiała się, iż może to być zapowiedź kolejnego powstania. Z kolei na północy USA niektórzy interpretowali zjawisko jako niebiańskie potępienie niewolnictwa. Z czasem pojawiły się również oskarżenia, że cała historia była mistyfikacją przygotowaną przez pierwszych świadków. Taką wersję ostatecznie podważono jednak na łamach czasopisma medycznego The Western Journal of Medicine and Surgery w grudniu 1841 roku.
Jeszcze bardziej fascynujący wydaje się fakt, iż podobne doniesienia pojawiały się w różnych częściach świata na przestrzeni stuleci. Współczesnym przykładem jest Kerala w Indiach, gdzie w 2001 roku podczas pory monsunowej spadł deszcz o intensywnie czerwonej barwie. Analizy pobranych próbek wykazały obecność zarodników glonów, które mogły odpowiadać za nietypowy kolor opadów. Inna hipoteza wskazywała na pył przeniesiony przez wiatr z obszarów pustynnych Azji Zachodniej.
Naukowcy podkreślają, że krwawy deszcz i opady przypominające fragmenty mięsa to prawdopodobnie dwa odrębne zjawiska. Czerwone zabarwienie wody może wynikać z obecności mikroorganizmów lub pyłu, natomiast szczątki organiczne mogą być unoszone przez silne wiatry, burze, a nawet ptaki padlinożerne. Przypadek z Tennessee pozostaje jednak nierozwiązaną zagadką.
Źródło:Popsci
