Na razie terapia elektrodami jest niedostępna dla osób cierpiących na uporczywe lęki i fobie. A nawet dla szczurów. Zanim zostanie namierzony konkretny obwód, który odpowiada za wygaszanie strachu, trzeba poprzestać na mniej finezyjnych metodach. U szczurów sprawdza się puszczanie dźwięku, który wcześniej został skojarzony z szokiem elektrycznym, już bez tego nieprzyjemnego doznania. Jeśli powtarza się to wiele razy, z czasem zwierzę przestaje reagować lękiem na dźwięk.

Podobną metodę stosują terapeuci behawioralni u ludzi. Na przykład osoby, które cierpią na arachnofobię, są prowadzane do miejsc pełnych pająków. Pacjenci stopniowo przyzwyczajają się do obecności tych zwierząt. Czasem wystarcza jedna kilkugodzinna sesja, by lęk się zmniejszył.

Niestety, mimo terapii strach często powraca. – Ślad pamięciowy jest bardzo trwały – mówi dr hab. Knapska. – Wystarczy szczury, które już przeszły wygaszanie lęku i nie zastygają w bezruchu, kiedy słyszą dźwięk, przenieść do innej klatki. W nowym otoczeniu ich lęk wraca. Gdy tam usłyszą towarzyszący nieprzyjemnym doznaniom dźwięk, znów zamierają w bezruchu. Strach wytworzony u młodego szczura występuje u niego do sędziwej starości. 

Podobnie jest u ludzi. Nawet jeśli uda się wygasić fobię, to może ona powrócić. W jednym z badań śledzono losy grupy osób, które wcześniej poddano terapii behawioralnej w celu stłumienia fobii i lęków. Po ośmiu latach  u 2/3 pacjentów strach powrócił.

 

Z kolegą raźniej

Dr Elżbieta Galińska podkreśla, że zawodność czystej terapii behawioralnej może wynikać z tego, iż kładzie się w niej nacisk przede wszystkim na usunięcie objawu. – Jeśli nie rozwiąże się problemów pacjenta, tylko działa technicznie, to po usunięciu jednego objawu może pojawić się inny – mówi. Dlatego psychoterapeutka stara się wygaszać lęki zarówno na płytszym, jak i głębszym poziomie. – W ujęciu behawioralnym prosi się pacjenta o spisanie sytuacji od najłatwiejszych po najtrudniejsze, a potem stopniuje kontakt z nimi – wyjaśnia. – Warto też wprowadzać relaksację muzyczną, ale dobrze, gdy pacjenci sami wybiorą sobie utwory jako wsparcie emocjonalne. W sytuacji silnie lękorodnej można prosić pacjenta, żeby sobie śpiewał tę muzykę w głowie.

Dr Galińska opowiada o pacjencie, któremu taka terapia behawioralna nie pomagała. Panicznie bał się jeździć windą. W trakcie zajęć opowiedział, że jako pięcioletnie dziecko wpadł do bagna znajdującego się tuż obok jego domu. Wszedł tam tylko po to, by zerwać żółty kwiatek. – Miał siedmiu braci, też dzieci, którzy go z trudem wyratowali – opowiada psychoterapeuta. – Pacjent pamiętał, jak dotarł do dna bagna i plątał się w gęstej od roślin wodzie. Było tam ciasno i ciemno jak w windzie.

W trakcie zajęć w grupie pacjenci odegrali to zdarzenie. Pojawiła się jednak dodatkowa postać: ojciec, który zatroszczył się o syna, a także zerwał mu ten żółty kwiatek. – Pacjentowi spadło napięcie, zmniejszył się poziom lęku i sprawa windy przestała być ważna – wspomina  dr Galińska. – Na zakończenie leczenia mężczyzna dostał od innych pacjentów list, do którego był dołączony żółty kwiatek.