
Greshko opracował system nazwany Naibbe, odwołujący się do nazwy XIV-wiecznej włoskiej gry karcianej. Jego pomysł jest genialny w swojej prostocie i historycznej wiarygodności. Szyfrowanie odbywa się w dwóch etapach przy użyciu dostępnych w XV wieku przedmiotów: kości i talii kart. Najpierw rzut kością decyduje, jak podzielić wyrazy z języka źródłowego, na przykład łaciny czy włoskiego, na pojedyncze i podwójne litery. Następnie wylosowana karta wskazuje konkretną tabelę zamiany, która przekształca te fragmenty w charakterystyczne glify. To kluczowe założenie, iż cały proces musiał dać się przeprowadzić ręcznie, dodaje hipotezie wiarygodności. Greshko nie próbuje nam wmówić, że ówczesny autor korzystał z niemożliwych technologii. Pokazuje raczej, że przy odrobinie pomysłowości, stworzenie tak złożonego na pozór tekstu było w zasięgu człowieka epoki.
Dlaczego szyfr Naibbe tak bardzo przypomina oryginał?
Najciekawszy nie jest sam mechanizm, lecz jego efekty. Tekst wygenerowany za pomocą szyfru Naibbe wykazuje uderzające podobieństwa statystyczne do prawdziwego Manuskryptu Wojnicza. Chodzi o rozkład częstości pojawiania się poszczególnych znaków, typową długość „słów” czy nawet pewne schematy, które badacze uznają za namiastkę gramatyki. To właśnie te matematyczne właściwości przez lata utrudniały zaklasyfikowanie manuskryptu jako bezsensownego bełkotu.
Czytaj też: Odnaleźli naszyjnik mezopotamskiego bóstwa. Bezcenny skarb był ukryty w ruinach starożytnego miasta
Szyfr Naibbe prawie na pewno nie jest sposobem, w jaki manuskrypt został skonstruowany. Ale to, co on zapewnia, to w pełni udokumentowany sposób na wiarygodne przejście między łaciną a czymś, co zachowuje się podobnie do Manuskryptu Wojnicza – wyjaśnia Greshko
Sam autor podkreśla, że jego praca to raczej demonstracja pewnej możliwości niż odkrycie historycznego fakt. Różnice między jego symulacją a oryginałem mogą jednak stanowić mapę dla przyszłych poszukiwań, wskazując, gdzie szukać prawdziwego klucza.
Genialny szyfr czy najlepsze oszustwo w historii?
Praca Greshko trafia na gorący grunt trwającego od lat sporu. Z jednej strony mamy tradycyjnych poszukiwaczy ukrytego przekazu, a z drugiej rosnącą grupę badaczy skłaniającą się ku teorii mistyfikacji. Według nich manuskrypt to wytwór sprytnego fałszerza, który stworzył coś na pozór logicznego, by sprzedać bogatemu mecenasowi „tajemniczą księgę”. Kolejne niepowodzenia w deszyfracji, także przy użyciu sztucznej inteligencji, tylko wzmacniają tę hipotezę. René Zandbergen, jeden z czołowych znawców tematu, docenia wartość nowej koncepcji jako dowodu na istnienie pewnej metody, ale nie uważa, by sama w sobie rozstrzygała cokolwiek.
Czytaj też: Najstarszy komputer świata powstał jeszcze przed Chrystusem. Naukowcy wciąż się o niego kłócą
Zandbergen pozostaje, jak sam mówi, „zasadniczo niezdecydowany”. Podkreśla, że argument, iż nikt nie pokusiłby się o stworzenie tak złożonego nonsensu, jest zbyt słaby. Prawdziwym wyzwaniem jest zrozumienie motywacji oraz procesu twórczego potencjalnego oszusta. Czy więc jesteśmy bliżej rozwiązania? Praca Greshko to kolejna cegiełka, która nie zmienia fundamentów. Pokazuje, że stworzenie tekstu o właściwościach Wojnicza było możliwe przy użyciu średniowiecznych narzędzi. Tajemnicza księga wciąż spoczywa bezpiecznie w bibliotece Uniwersytetu Yale, a jej sekret – choć poddawany coraz to nowym próbom – pozostaje nienaruszony.