MONIKA MACIEJEWSKA:  Zaskoczyli państwo widzów m.in. telewizji CBS i Fox News, przewidując wyniki poprzednich wyborów prezydenckich. W dodatku zrobili to państwo wyłącznie na podstawie obserwacji wyrazu twarzy wyborców. Jak to możliwe?

KASIA i PATRYK WEZOWSCY: W Stanach Zjednoczonych przewidzieliśmy zwycięstwo Obamy w 2012 roku przede wszystkim na podstawie reakcji ponad 800 osób (republikanów i demokratów), które oglądały króciutkie fragmenty filmów przedstawiających Baracka Obamę i Mitta Romneya. W czasie projekcji nagrywaliśmy ich twarze. Na tej podstawie opracowaliśmy raport dla mediów, w którym wyjaśnialiśmy, dlaczego jesteśmy przekonani, że Barack Obama wygra z lekką przewagą. Jednym z ważnych wskaźników było to, że 16 proc. republikanów w mikroekspresjach wyrażało wstręt i złość na widok Romneya, a przecież to oni powinni na niego głosować.

Czym są mikroekspresje?

To niewielkie ruchy mięśni twarzy, które trwają pół sekundy lub nawet krócej, zdradzające prawdziwe emocje. Kiedy na przykład na widok kandydata na prezydenta prawa brew lekko się unosi, a wokół nosa pojawiają się zmarszczki, zdradzamy, że czujemy wstręt.

Co takiego spowodowało, że Romney wzbudzał takie emocje u ludzi o poglądach podobnych do jego przekonań?

Zgodnie z naszą analizą dla tego polityka był to duży krok, być może zbyt duży. Widać było, że starał się sprawiać wrażenie osoby godnej stanowiska prezydenta USA, ale nie był o tym do końca przekonany. Kiedy Obama dziękował za to, że został kandydatem, widać było, że jest to autentyczne: lekko się uśmiechał, powiedział to z pewnością siebie. Kiedy Romney wypowiadał się w tym samym tonie, stawał na palcach, ściągał brwi w wyrazie skupienia, pewnego wysiłku, starał się robić dobre wrażenie. Widać było, że jest to dla niego wysiłek, nie był tak pewny siebie jak Obama. Choć jego przemowa była świetnie przygotowana i poprawnie recytowana, to jego głębokie emocje nie dorównywały temu, co mówił.

Skąd państwo wiedzą, jakie były jego skrywane emocje?

Właśnie dzięki mikroekspresjom, których nikt, także amerykańscy politycy, nie są w stanie powstrzymać czy ukryć. To dlatego, że nasz mózg emocjonalny jest znacznie szybszy niż część racjonalna, która rozwinęła się najpóźniej. Mikroekspresje to reakcje emocjonalne kontrolowane przez tę starszą część, wydarzają się w ciągu pół sekundy po tym, jak bodziec, czyli na przykład pytanie czy obraz, dotrze do mózgu. Dopiero po tym czasie możemy zracjonalizować to, co się wydarzyło i jak powinniśmy się zachować w reakcji na ten bodziec. Nawet Japończycy, których kultura zmusza do nieustannego uśmiechu, w pierwszej chwili wyrażają wstręt, strach czy złość. Potem oczywiście uśmiech wraca na ich twarze. Osoby niewytrenowane w obserwowaniu mikroekspresji widzą jednak tylko ten uśmiech.

Jak w takim razie aktorzy sprawiają, że dajemy się uwieść hi-storiom przedstawianym przez nich na ekranie?

Jak wszyscy wiemy, potrafią to tylko najlepsi. Świetni aktorzy, tacy jak Matt Damon czy Leonardo DiCaprio, wykorzystują specjalną technikę, aby jak najlepiej odegrać daną postać: przypominają sobie wydarzenia z własnego życia, w których czuli się tak, jak w konkretnej scenie ma się czuć ich bohater. Jeśli mają zagrać smutek, przypominają sobie na przykład, jak zdechł im pies, wczuwają się w tę emocję i dzięki temu naturalnie wyrażają poszczególne stany emocjonalne. Dobrzy aktorzy po prostu naprawdę czują to, co grają. Słabi tylko grają, wtedy na przykład smutek trwa za długo, jest przesadzony.