
Mruczenie to osobista wizytówka kota
Zespół przeanalizował setki nagrań dźwięków wydawanych przez koty. W bazie danych znalazło się 557 próbek mruczenia pochodzących od 21 osobników oraz 276 miauknięć od 14 kotów. Gdy komputer zaczął je porównywać, jasno wyszło na jaw, która wokalizacja lepiej identyfikuje konkretne zwierzę. Algorytmy były w stanie poprawnie przypisać mruczenie do właściwego kota z dokładnością sięgającą 84,6%. W przypadku miauczenia trafność spadała do nieco ponad 63%. Różnica jest jeszcze wyraźniejsza, gdy spojrzy się na ilość informacji, jaką niosą te dźwięki. Naukowcy wyliczyli, iż mruczenie może przekazywać nawet dwukrotnie więcej danych o tożsamości osobnika niż miauczenie. W praktyce oznacza to, że po mruczeniu dałoby się teoretycznie rozróżnić około 22 różne koty, podczas gdy po miauczeniu tylko sześć. To spora rozbieżność, która każe się zastanowić nad tym, jak naprawdę słuchamy naszych pupili.
Dlaczego tak się dzieje? Klucz leży w ewolucji i celu, w jakim koty używają tych dźwięków. Mruczenie to stary, pierwotny sygnał. Jest niskie, jednostajne i powstaje przy zamkniętym pyszczku. Jego podstawowa częstotliwość to zaledwie 25-30 Hz. Koty używają go w intymnych, spokojnych sytuacjach: gdy są zrelaksowane, kiedy karmią kocięta lub gdy przebywają blisko zaufanej osoby. Miauczenie to zupełnie inna historia. To dźwięk o szerokim zakresie częstotliwości, od 208 Hz do nawet 1000 Hz, i dużej zmienności. Jego głównym odbiorcą jest… człowiek. Badania wskazują, że dzikie kotowate, takie jak żbiki, miauczą o wiele rzadziej i mniej urozmaicenie. Elastyczność miauczenia kotów domowych to prawdopodobnie bezpośredni efekt tysięcy lat życia u boku ludzi, którzy mają różne charaktery i potrzeby.
Budowa krtani decyduje o unikalności mruczenia
Fizyka i anatomia tłumaczą, dlaczego mruczenie jest tak dobrym identyfikatorem. To dźwięk, który kot może generować niemal pasywnie, dzięki specyficznej budowie krtani. W trakcie mruczenia krtań drga z charakterystyczną dla danego osobnika częstotliwością, bez konieczności aktywnego angażowania mięśni czy skomplikowanej kontroli nerwowej. W efekcie mruczenie staje się odzwierciedleniem unikalnej, fizycznej budowy aparatu głosowego kota: jest jak głosowy odcisk palca.
Miauczenie podlega zupełnie innej kontroli. Kot może je modulować, zmieniać tonację i natężenie w zależności od sytuacji. Jest to zatem narzędzie komunikacji behawioralnej, kształtowane przez kontekst i cel („daj jeść”, „wpuść mnie”, „zainteresuj się mną”). Udomowienie wpłynęło więc na te dźwięki podwójnie: zmieniło morfologię krtani, a jednocześnie rozwinęło zdolność kotów do świadomego modyfikowania miauczenia.
Co z tego dla nas wynika?
Odkrycie berlińskich badaczy nie jest może rewolucyjne w sensie technologicznym, ale zdecydowanie poszerza nasze rozumienie relacji człowiek-kot. Pokazuje, że proces udomowienia nie zuniformizował kociej komunikacji, lecz uczynił ją bardziej złożoną i dwutorową. Wyostrzył sygnały skierowane specjalnie do nas (miauczenie), jednocześnie zachowując prywatny, intymny charakter sygnałów używanych w obrębie własnego gatunku lub w najbliższej relacji z opiekunem (mruczenie). Następnym razem, gdy twój kot wtuli się w ciebie, wydając ten charakterystyczny, wibrujący dźwięk, możesz być pewien, że słyszysz coś wyjątkowego. To jego osobista, akustyczna wizytówka. Znacznie bardziej niepowtarzalna niż jakiekolwiek miauczenie, które wymyślił, żeby coś od ciebie uzyskać.